Stacja szpiegowska, centrum medytacji. Co kryje diabelska góra Berlina, na której punkcie zwariował David Lynch?

Swoistą obsesję na punkcie tego różnorodnego miasta ma na swoim koncie David Lynch, który pewnego dnia postanowił otworzyć w nim tajemnicze centrum medytacji transcendentalnej, wybierając na jego lokalizację górę zwaną Górą Diabła.

Enigma przekazywana z rąk do rąk

Wzgórze Teufelsberg, czyli Góra Diabła, to jedna z najciekawszych i najbardziej tajemniczych atrakcji Berlina. Znajduje się na niej opuszczona stacja szpiegowska z czasów zimnej wojny, która jeszcze przez wiele lat po oficjalnym zamknięciu przyciągała tłumy nielegalnych miejskich eksploratorów, grafficiarzy i żądnych przygód imprezowiczów. Aż do oficjalnej przemiany w typowe, biletowane miejsce turystyczne, co – według niektórych – odebrało mu całą atrakcyjność.

Teufelsberg wpisany jest w krajobraz Berlina od bardzo dawna, jednak nie wszyscy wiedzą, że wzgórze zostało stworzone na ruinach nazistowskiego wojskowego uniwersytetu technicznego. Tuż po wojnie, alianci próbowali usunąć go z powierzchni ziemi, jednak budynki były tak wytrzymałe, że nawet najmocniejsze materiały wybuchowe nie były w stanie ich zburzyć. Postanowiono więc “zrecycklingować” powojenny gruz z całego miasta, by usypać tam 80-metrowe wzniesienie i jednocześnie najwyższy punkt w mieście, będący swego rodzaju symbolem upadku ideologi nazistowskiej w Niemczech.

W 1961 r. USA i Brytyjczycy zdali sobie sprawę z przewagi, jaką daje górowanie nad Berlinem (dosłownie) w kwestii podsłuchiwania wschodnioniemieckiej i rosyjskiej komunikacji podczas zimnej wojny. Zainstalowali oni tam kuliste konstrukcje, które do dziś przyciągają wzrok mieszkańców i turystów, ale i twórców filmów, czy klipów – ten swoisty postindustrialny krajobraz robi kolosalne wrażenie, czy się tego chce, czy nie.

Szpiegowanie z Góry Diabła skończyło się wraz z upadkiem Muru Berlińskiego. Potem teren został zamknięty, a jego właściciele zmieniali się co kilka lat. Wśród osób bardzo zainteresowanych tymże miejscem znalazł się sam David Lynch.

 

Terapia dla duszy na Górze Diabła

Znany z upodobania do wszystkiego, co tajemnicze, niepokojące i niekonwencjonalne, David Lynch nie mógł przejść obojętnie obok Teufelsberg.

W 2007 r. reżyser zaangażował się w promocję budowy na wzgórzu uniwersytetu Ruchu Transcendentalnej Medytacji. Wcześniej ta organizacja zakupiła diabelski teren, jednak zabrakło im środków na wybudowanie szkoły. I tu wkroczył zaprzyjaźniony miłośnik medytacji, od lat czynnie uczestniczący w działaniach grupy Lynch, cały na… lynchowo.

Reżyser tak bardzo wierzył w słuszność tego projektu, że nawet pojawił się w Berlinie na specjalnym spotkaniu z fanami swojej twórczości i miłośnikami medytacji, by w siedzibie towarzystwa naukowego Urania opowiadać o swojej fascynacji filozofią Dalekiego Wschodu i osobą hinduskiego guru tej odnogi medytacji. Głos po Lynchu zabrał ubrany wówczas w biała togę niemiecki guru Ruchu Transcendentalnej Medytacji – Emanuel Schiffgens, który w dość niefortunny przekazał swoje plany na przyszłość. Zaczął on swoje wystąpienie stwierdzeniem, że jest “dobrym Niemcem”, a jego największym marzeniem jest uczynienie swoją ojczyzny “niezwyciężoną”, co od razu spotkało się z falami oburzenia wśród widowni. Kilka osób porównało jego słowa z wypowiedziami Hitlera, inni zarzucili obu panom szarlataństwo i manipulację, a wszyscy zgodnie uznali, że nie chcą słuchać ich już więcej i opuścili salę.

 

 

Kontrowersyjne spotkanie z Lynchem w Berlinie oczami jednego z uczestników

Niestety marketingowe wysiłki wielkiego reżysera nie zadziałały i o Teufelsberg znowu zapomniano w innym kontekście niż ten turystyczno-grafficiarski. Ruch Transcendentalnej Medytacji zaś nie uzyskał zgody na budowę uniwersytetu aż do dziś.

Mimo wszystko David Lynch się nie zniechęcił i powołał do życia fundację, zajmującą się rozpowszechnianiem tego rodzaju medytacji.

Potrzebujesz wytchnienia? Sprawdź, czy transcendentalna medytacja jest dla Ciebie