- Tak, ten rodzaj diety sprzyja odchudzaniu. Jest jedno ”ale”. Testy na zwierzętach, ale i duże, prowadzone na ludziach badania epidemiologiczne wiążą białko z problemami dotyczącymi układu naczyniowo-sercowego – tłumaczy dr Babak Razani, wykładający medycynę na Uniwersytecie Waszyngtona w St. Louis.

Wspólnie z kolegami dr Razani sprawdził jak dieta wysokobiałkowa może zmieniać stan zdrowia myszy poprzez odkładanie się blaszek miażdżycowych w ich tętnicach. Swoje eksperymenty opisali w czasopiśmie ”Nature Metabolism”.

Karmili myszy na dwa sposoby. Część była na wysokiej diecie tłuszczowej, druga na dostawała dużo za dużo białka i tłuszczu jednocześnie. W przypadku myszy konieczna była obecność tłuszczu, bo tylko tak można było wywołać u nich odkładanie się blaszek.

Obserwowano postępy obu grup i stale monitorowano ich zdrowie. Ostatecznie porównano wyniki. Myszy na diecie wysokiej w tłuszcz i białko dostawały tego drugiego składnika trzykrotnie więcej. Stanowił aż 46 proc. wszystkich przyjmowanych kalorii. 

Gryzonie na diecie tłuszczowej utyły a w ich tętnicach odkładały się płytki miażdżycowe. W drugiej grupie myszy nie tyły, ale arterie miały zaśmiecone materiałem blokującym przepływ krwi (liczba płytek 30 proc. większa). U wszystkich pojawiła się arterioskleroza (miażdżyca). 

Co gorsza, dieta z dużą zawartością białka prowadziła do powstawania szczególnie groźnego, prowadzącego do zawału, typu niestabilnych blaszek miażdżycowych, podatnych na uszkodzenie i oderwanie się skrzepu. 

- Pęknięcie blaszki miażdżycowej od dawna uznaje się za główną przyczynę ostrych zespołów wieńcowych – czytamy w ”Definicja i możliwości przyżyciowej identyfikacji niestabilnej blaszki miażdżycowej”, opracowaniu autorstwa m.in. Andrzeja Frygiera z Kliniki Kardiologii i Chorób Wewnętrznych Szpitala Uniwersyteckiego im. A. Jurasza w Bydgoszczy. 

Ssaki bronią się przed odkładaniem płytek przy pomocy specjalistycznych komórek krwi zwanych makrofagami. Są one w stanie wyczuć tworzenie się w tętnicach takich włókniejących złogów tłuszczowych i usunąć je. Gdy zadanie je przerasta, giną.

- W naszych myszach na diecie wysokobiałkowej miejsca odkładania się płytek były masowymi grobami makrofagów – stwierdził dr Razani. Białka pochodzące z diety rozpadają się ostatecznie na aminokwasy. Dwa typy tychże, leucyna i arginina, potrafią skutecznie doprowadzić do śmierci makrofagów. 

- Większa wiedza o tym pozwoli zrozumieć wpływ produktów żywnościowych na nasze zdrowie. Będzie wiadomo, czego unikać, tworzyć dietę na podstawie występowania aminokwasów. W czerwonym mięsie leucyna występuje w szczególnie dużym stężeniu, szczególnie w porównaniu z białkiem pochodzącym z ryb czy roślin – przekonuje dr Razani tłumacząc jednocześnie, że kluczem jest powstrzymanie umierania makrofagów. – Wówczas może nie zatrzymamy procesu odkładania się płytek, ale zwiększymy ich stabilność – mówi.

Za modyfikowaniem diety pod kątem określonych aminokwasów opowiada się też John Richie, profesor wykładający na wydziale zdrowia publicznego Penn State College of Medicine. Zwraca uwagę, że skoro od lat ogranicza się tzw. aminokwasy siarkowe w diecie zwierząt hodowlanych by wydłużyć ich życie, czemu by nie spróbować z ludźmi. Tym bardziej, że są badania pokazujące słuszność tego podejścia. 

- Mamy w ręku pierwsze dowody na związek między chorobami układu naczyniowo-sercowego a obecnością aminokwasów siarkowych, metioniny i cysteiny w diecie – mówi Richie. Wspomniane przez niego aminokwasy są kluczowe dla pięknych, zdrowych włosów i mocnych paznokci. Są w mięsie, rybach, nabiale, roślinach strączkowych i jajach.

Gdy laboratoryjnym szczurom ograniczono o 80 proc. dawkę metioniny w diecie, wydłużono tym sposobem ich życie o 43 proc. Szczury zapłaciły jednak cenę za dłuższe życie bez chorób serca: były znacznie mniejsze. Brak metioniny zahamował ich wzrost. Z punktu widzenia ludzi to mało atrakcyjny scenariusz.

Badania prof. Richiego z 2018 roku pokazało, że dieta ograniczająca aminokwasy siarkowe u dorosłych osobników nie wywołuje szkód a nadal wydłuża  życie. Najnowsze opracowanie wspomnianego wyżej badacza, opublikowane właśnie w czasopiśmie ”Lancet EClinical Medicine”, pokazuje ciekawe (przynajmniej z punktu widzenia Stanów Zjednoczonych) zjawisko: Amerykanie jedzą 2,5-krotnie więcej aminokwasów siarkowych w swojej żywności, niż to konieczne do utrzymania zdrowych włosów czy paznokci. Czyli jest z czego rezygnować. 

Ostatecznie, jeżeli naukowcy stawiają nas przed wyborem: długie życie w pokurczonym ciele, z połamanymi paznokciami i bez włosów albo zawał po zrobieniu kaloryfera na siłowni, może po prostu należy poszukać złotego środka i jeść wszystko, ale z umiarem?