Koronawirusy, wirus grypy, wywołujący infekcję dróg oddechowych metapneumowirus człowieka – wszystkie one padają pokotem gdy zastosować mydlaną ”terapię”. Wszystko sprowadza się do techniki szorowania dłoni oraz otoczki chroniącej wirusa.

Gdyby spojrzeć na patogen pod mikroskopem, koronawirusy wyglądają jak pokryte kolcami kulki. Stąd ”korona” w nazwie. Poniżej tej korony znajduje się zewnętrzna powłoka zbudowana z lipidów (tłuszczy). Każdy, kto choć raz przeciągnął płynem do naczyń po tłustym talerzu może domyślić się, co dzieje się z wirusem potraktowanym mydłem.

Mydło

– Jeżeli próbujecie czyścić samą wodą, tłuszcz nie schodzi. Potrzeba płynu do naczyń by rozpuścić brud. Stąd olbrzymia skuteczność mydła czy alkoholu w rozkładaniu tłustej otoczki wirusa – tłumaczy wirusolog i pediatra, dr John Williams z Centrum Zdrowia Dziecka szpitala uniwersyteckiego w Pittsburghu.

Zniszczenie lipidowej błony dezaktywuje wirusa. Po prostu nie jest on w stanie wniknąć do ludzkich komórek. Sam proces niszczenia błony przez mydło też jest fascynujący. Molekuły mydła wyglądem przypominają nieco plemniki w tym sensie, że każdy wygląda jak kulka z ogonkiem.

”Głowa” lubi wodę, ”ogonek” chce łączyć się tylko z tłuszczem od wody gwałtownie uciekając. W kontakcie z wirusem ów ogonek zaczyna zachowywać się jednak bardziej jak metalowy łom. Wciska się do środka lipidowej błony rozrywając jej elementy niczym deski w drewnianej skrzyni. Molekuła rozpruwa wnętrzności wirusa, te wypadają do wody i ostatecznie giną.

Im mocniej dłoń pociera dłoń w czasie mycia, tym więcej tworzy się piany. Ona z kolei zaburza chemiczne wiązania pozwalające bakteriom i wirusom przywierać do powierzchni. 20 sekund drapania, skrobania i wycierania wystarczy do unieszkodliwienia najbardziej zabójczych wrogów.

Woda

Razem z wodą spłukujemy cały ten brud i patogeny do kanalizacji. Czemu jednak myć trzeba ciepłą wodą? Nie chodzi o niszczenie patogenów przez samą wysoką temperaturę. Przy 60 stopniach Celsjusza (a w takiej ginie koronawirus) mielibyśmy poparzone dłonie.

- Zimna woda też działa, ale trzeba się bardziej wysilić, żeby zrobić odpowiednią pianę i wszystko namydlić. Z zimną wodą dla tego samego efektu trzeba ręce myć 30 sekund. Wszystko sprowadza się do tego, że w ciepłej mydło bardziej się pieni – tłumaczy dr William Schaffner, zajmujący się chorobami zakaźnymi w Uczelni Medycznej Vanderbilta w Nashville.

Alkohol

Zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia dotyczące mycia rąk wskazują, że SARS-CoV-2 można pokonać też środkami do odkażania rąk na bazie 70-proc. alkoholu. – W praktyce musi mieć przynajmniej 60 proc., żeby być skuteczny. To właśnie on zabija wirusa. Odrobina żelu do rąk nie wystarczy. Musi być go tak dużo, żeby dotarł do wszystkich zagłębień na skórze – przekonuje dr Schaffner.

Właściwości chemiczne alkoholu powodują, że jego walka z wirusami przebiega nieco inaczej. On też niszczy ochronną membranę patogenu, ale bezwzględnie musi wejść z nią w kontakt. Tak samo z bakteriami.

Wyższość wody i mydła jest taka, że spłukujemy wszystko. Żel z alkoholem tego efektu nie da. Jeżeli ktoś np. kichnął we własne dłonie, to potrzeba bardzo dużo alkoholu do pozbycia się ze skóry wszystkich mikroorganizmów. Samo mydło niestety też nie zawsze pomaga.

Niektóre wirusy i bakterie nie mają lipidowych membran (zapalenia wątroby typu A, polio, zapalenia opon mózgowych, pałeczka zapalenia płuc), więc molekuły mydła nic im nie zrobią. Cały ten groźny brud lepiej po prostu wtedy wysłać do kanalizacji.