Substancji chemicznych powodujących zaburzenia endokrynologiczne (rozwalających nasz układ hormonalny) używamy tyle, że średnia liczba plemników w nasieniu mężczyzn z krajów zamożnych spadła w latach 1973 - 2011 o 59 proc. Naturalnie nie tylko toksyczna „chemia” się do tego przyłożyła, bo także niezdrowe dogadzanie sobie z lodówki, papierosami czy alkoholem. Dla jasności, nie chodzi o to, że gdy będzie rodzić się mniej ludzi to Ziemia „przerzedzi się” i nieco „odetchnie”. Wielu skrajnych w poglądach ekologów chciałoby pewnie widzieć mniejszy przyrost naturalny, bo w końcu to my niszczymy Ziemię. Sęk w tym, że siebie – jako gatunek – wyniszczamy szybciej.

Epidemiolożka środowiskowa Shanna Swan zajmująca się sprawami reprodukcji od lat ostrzega przed wymieraniem naszego gatunku od lat. Wychodząc od analizy z 2017 roku (to z tego badania pochodzą informacje o blisko 60-proc. spadku liczby plemników), której Swan była współautorką, napisała (wspólnie z Stacey Colino) złowieszczo zatytułowaną książkę „Count Down” (Odliczanie). Jej wydanie promuje teraz w różnych serwisach i gazetach ostrzegając przed zabójczym strzelaniem do własnej bramki.

 

Odliczanie do zera

Pracująca w szkole medycznej Icahn działającej w ramach nowojorskiego kompleksu medycznego Mount Sinai ekspertka zrównuje „kryzys płodności” z kryzysem klimatycznym. – Jak tak dalej pójdzie rosnąca liczba bezpłodnych osób będzie stanowić zagrożenie dla ludzkości porównywalne z globalnym ociepleniem – ostrzega w książce. Tytułowe „odliczanie” trwać ma do 2045 roku, gdy według aktualnych modeli mediana liczby plemników w nasieniu spadnie do zera (ang. median sperm count of zero.).

– Zastosowana tu ekstrapolacja danych jest naturalnie spekulatywna, ale nie ma żadnych dowodów, że ten proces się nie odbywa. Moim zdaniem większość par będzie musiała szukać pomocy w reprodukcji – mówi dziennikowi „Guardian”. To nasze wygodne życie czyni nas mniej płodnymi. Powoli, ale nieubłaganie mamy coraz większe problemy (jako Cywilizacja Zachodu) z rozmnażaniem się. Choć wszędzie najpierw wskazuje się na spadającą liczbę plemników, rozstrojony nadmiarem toksyn w otoczeniu układ hormonalny szkodzi również kobietom.

 

Zagrożony jak człowiek

Czy ludzie mogą stać się gatunkiem zagrożonym? Naukowcy przyjęli (tzw. Czerwona Lista IUCN), że aby gatunek uznać za zagrożony musi być spełniony jeden z pięciu warunków dotyczących m.in. redukcji populacji, zasięgu występowania czy prawdopodobieństwa wymarcia w ciągu następnych 5 generacji lub 20 lat. – Z tych 5 kryteriów spełniamy jako gatunek już trzy – ostrzega Swan.
Według odświeżonych statystyk z jej książki od 1964 do 2018 roku stopa urodzeń spadła z 5,06 do 2,4. Obecnie mniej więcej połowa krajów świata może pochwalić się stopą płodności poniżej 2,1 czyli poziomu odnowy pokoleń.

Otyłość i nałogi, pogarszają sytuację, podobnie powszechność środków antykoncepcyjnych, zmiany kulturowe czy rosnący koszt utrzymania dzieci. Natomiast, podkreśla Swan, istnieją też biologiczne powody epidemii obniżonej płodności – widać to większej liczbie poronień, anomalii męskich organów rozrodczych czy wcześniejszego dojrzewania dziewczynek. Na nasz układ hormonalny działają otaczające nas substancje chemiczne, zarówno te obecne w plastikach, kosmetykach czy pestycydach. Najwięksi winowajcy to ftalany, bisfenol A (BPA) i ognioodporne polibromowane difenyloetery (PBDE).

 

Chemia wokół nas

Ta druga substancja używana jest w celu wzmocnienia niektórych tworzyw sztucznych, pierwsza służy nadaniu miękkości innym. BPA używa się od lat 50-tych XX wieku w plastikowych butelkach i pokrywa nim wnętrze opakowań na żywność. Ftalany są w plastikach, płytkach podłogowych, środkach higieny osobistej, zabawkach i urządzeniach medycznych. PBDE stosuje się meblach salonowych, materacach, dywanach i dziecięcych piżamach.

Co zrobić, żeby się zabezpieczyć przed nadmiernym wpływem tych substancji chemicznych? Swan radzi, by ludzie w wieku reprodukcyjnym, Szczególnie ci planujący ciążę lub już spodziewający się dziecka robili wszelkie zakupy świadomi tego, co przynoszą do domu. Na tyle na ile to możliwe lepiej jeść nieprzetworzoną żywność, nie smażyć na teflonie i nie podgrzewać w mikrofalówce w plastikowych pojemnikach.