Media społecznościowe mają to do siebie, że rozwijają się w dynamicznym tempie. Aplikacje, które jeszcze kilka lat temu biły rekordy popularności, zostały już wyparte przez nowych graczy w branży. Tylko największym gigantom udaje się na dłużej zagościć w naszych smartfonach. Clubhouse ma spore szanse, żeby stać się jednym z nich.

 

Czy Clubhouse podbije rynek mediów społecznościowych?

Obserwując coraz to nowsze aplikacje mobilne nietrudno odnieść wrażenie, że ich twórcy od jakiegoś czasu stawiają na minimalizm, a przynajmniej na rezygnację z większości popularnych opcji. Podczas gdy na Facebooku możemy niemal bez ograniczeń kontaktować się z innymi i udostępniać treści w dowolny sposób, młodsze Twitter i Instagram mają już ograniczone wachlarze możliwości.

Tym bardziej zaskakuje nagła popularność Clubhouse – nowej aplikacji, w której użytkownicy mogą prowadzić rozmowy audio w specjalnie stworzonych do tego pokojach tematycznych. Nie ma postów i tablic, przez co nie ma też regularnego scrollowania. Profile również zostały maksymalnie uproszczone. Znajdziemy na nich tylko jedno zdjęcie i ewentualnie krótkie bio, czyli opis danej osoby.

Siłą Clubhouse są znani użytkownicy. Swoje konta w aplikacji mają już między innymi znany raper Drake, Oprah Winfrey i Elon Musk. Aby do nich dołączyć i wziąć udział w dyskusji albo chociaż posłuchać, najpierw musimy jednak dostać zaproszenie. Dostęp do aplikacji jest ograniczony i korzystać z niej mogą wyłącznie zaproszone osoby. W ten sposób społeczność Clubhouse ma się rozrastać o ciekawe i inspirujące postaci. Jak na razie aplikacja jest dostępna tylko na urządzenia Apple. Z czasem ma zostać udostępniona również dla korzystających z Androida.

 

Rozmowy w (nie)kontrolowane

Pokoje rozmów dzielą się na: otwarte, do których może dołączyć każdy zainteresowany, social, skierowane do naszych obserwatorów oraz zamknięte –tam wymagane są już imienne zaproszenia. W każdym z nich jednocześnie mogą przebywać tysiące osób. Porządku pilnuje moderator, czyli gospodarz spotkania. To on decyduje, kto może wejść do pokoju oraz komu udzielić głos.

Co prawda Clubhouse oficjalnie jest jeszcze start-upem, ale aplikacja już zdążyła wzbudzić pewne kontrowersje. Rozmowy nie są nasłuchiwane i nie trafiają do żadnego archiwum. To ułatwia spotkania grupom propagującym rasistowskie lub homofobiczne poglądy. Zgodnie z regulaminem moderator spotkań powinien dbać o to, żeby nie dochodziło do takich sytuacji. W praktyce wygląda to jednak różnie.

W odpowiedzi na szybko rosnącą popularność Clubhouse Twitter uruchomił opcję Spaces, która umożliwia użytkownikom rozmowy w takim samym formacie, a więc wyłącznie audio, bez tekstów, zdjęć czy filmików. Czas pokaże, czy nowa aplikacje podbije świat. Obecnie zyskuje sympatię przede wszystkim wśród fanów podcastów oraz specjalistów, którzy chcą wymienić się doświadczeniami w swoich branżach.