I właśnie dlatego nowe urządzenie od Nutribullet – Chill może okazać się ciekawym dodatkiem dla miłośników lodów. Marka znana z blenderów próbuje potraktować lody tak, jak wcześniej potraktowała koktajle: jako coś, co ma wejść do codziennej kuchni bez niepotrzebnych przygotowań i poczucia, że trzeba uruchomić pół laboratorium cukierniczego. To sprzęt dla ludzi, którzy chcą mieć wpływ na skład, smak i porcję, ale niekoniecznie chcą spędzać przy deserze tyle czasu, ile bohater “The Bear” przy dopracowywaniu jednego sosu.
Co właściwie robi takie urządzenie?
Ma przygotowywać lody, gelato, sorbety, mrożony jogurt i smoothie bowls dzięki pięciu gotowym programom oraz technologii 360DoubleCream, czyli dwustronnemu ostrzu obracającemu się w dwóch kierunkach. W skrócie: najpierw przygotowuje się bazę, mrozi ją przez 24 godziny w specjalnym kubku, a później urządzenie rozdrabnia i napowietrza zamrożoną masę tak, by uzyskać kremową, gotową do jedzenia konsystencję.
Przy tego typu sprzętach liczy się to ile rzeczy trzeba wykonać po drodze. Jeśli urządzenie wymaga całej sekwencji naczyń, przelewania, skrobania, składania i mycia elementów, szybko trafia do tej samej kategorii co gofrownica użyta dwa razy po zakupie. Nutribullet próbuje ominąć ten problem przez system jednego kubka: w nim blendujesz albo przygotowujesz składniki, w nim je mrozisz i w nim później obrabiasz masę.

Producent podaje też, że zdejmowane elementy, w tym kubki, pokrywki, blok ostrza i wałek ostrza, można myć w górnym koszu zmywarki, a całość ma być o 47% mniejsza od porównywalnych maszyn do lodów. Cena w USA wynosi 199,99 dolarów, co przekłada się na około 730 zł.
W ostatnich latach kuchnia zrobiła się bardziej praktyczna, ale też bardziej osobista. Ludzie chcą jeść szybciej, prościej i bardziej po swojemu. Smoothie, air fryery, ekspresy kapsułkowe, multicookery – wszystkie te urządzenia wygrały dlatego, że zdejmują z nas kilka irytujących kroków. Nikt nie kupuje air fryera, bo nie wie, jak działa piekarnik. Kupuje go, bo chce chrupiące ziemniaki bez rozgrzewania połowy kuchni.
Z lodami do tej pory było trudniej. Sklepowe są łatwe, ale narzucają smak, skład i porcję. Domowe dają kontrolę, ale często wymagają planowania. Nutribullet Chill nie usuwa planowania całkowicie, bo baza nadal musi spędzić 24 godziny w zamrażarce, ale zmienia charakter tej pracy. Zamiast przygotowywać deser jako jednorazowe wydarzenie, można potraktować go jak zapas: kilka kubków z owocami, jogurtem, mlekiem, śmietanką, odżywką białkową albo roślinną bazą czeka w zamrażarce, a wieczorem wybiera się smak jak odcinek serialu na platformie.
Mały deser, duża zmiana nawyku

Ekspres do kawy nie sprawił, że kawa stała się lepszym wynalazkiem. Sprawił, że przestała wymagać wyjścia do kawiarni albo długiego rytuału. Blender osobisty nie wymyślił owoców z jogurtem, ale zrobił z nich śniadanie w minutę. Jeśli maszyna do lodów zacznie działać podobnie, może przestać być sprzętem sezonowym, a stać się jednym z tych urządzeń, które latem zostają na blacie.
Oczywiście pod warunkiem, że użytkownik zaakceptuje zasadę 24 godzin. To nie jest magiczna skrzynka, do której wrzuca się truskawki o 20:00, a o 20:07 wyjmuje lody jak z włoskiej gelaterii. Tu bliżej do meal prepu, tylko w przyjemniejszej wersji. Przygotowujesz bazę wcześniej, a później korzystasz z gotowej porcji. Dla jednych będzie to minus, dla innych całkiem naturalny system. W końcu wiele osób i tak planuje owsianki nocne, pudełka do pracy, kawę cold brew czy porcje smoothie do zamrażarki. Lody mogą po prostu dołączyć do tej samej lodówkowo-zamrażarkowej rutyny.
