Etiopczycy pobili pod koniec lipca rekord świata – w ciągu zaledwie 12 godzin posadzili aż 353 mln drzew. Taka liczba robi wrażenie. Polska – trzykrotnie od Etiopii mniejsza i mająca trzy razy mniej obywateli – sadzi ich pół miliarda, ale w ciągu… roku. Jednak te ogromne liczby bledną przy tym, czego naprawdę potrzebuje nasza planeta. – Jeśli uda się nam zadrzewić 900 milionów hektarów powierzchni Ziemi, a więc mniej więcej tyle, ile zajmują Stany Zjednoczone, możemy skutecznie przeciwdziałać zmianom klimatycznym – mówi prof. Tom Crowther z Politechniki Federalnej w Zurychu. Jego zespół obliczył, że taka globalna akcja zalesiania pozwoliłaby wchłonąć z atmosfery 205 miliardów ton dwutlenku węgla. To dwie trzecie tego, co wysłaliśmy do atmosfery od początku rewolucji przemysłowej! Badania te opublikował prestiżowy magazyn „Science”.

Nasza historia od niepamiętnych czasów jest zwią- zana z drzewami. Przez tysiące lat dostarczały nam materiału budowlanego, opału, schronienia i pożywienia. Czy teraz pomogą nam uniknąć katastrofy, którą sami na siebie ściągnęliśmy? Czasu mamy niewiele – naukowcy ostrzegają, że za kilkanaście lat zmiany klimatu będą tak duże, że już ich nie opanujemy.

ZALESIĆ JAK NAJWIĘCEJ

Liczba drzew rosnących dziś na całej Ziemi jest szacowana na 3 biliony (bilion to tysiąc miliardów). Zgodnie z wyliczeniami zespołu prof. Crowthera musielibyśmy w szybkim tempie zwiększyć ją o kolejny bilion. Najwięcej miejsca do zalesienia – niezajętego przez pola uprawne ani miasta – mają Rosja, USA, Kanada, Australia, Brazylia i Chiny. Diabeł jednak tkwi w szczegółach. – Sami autorzy badań opublikowanych w „Science” przyznają, że jeśli nie będziemy działać szybko, to same zmiany klimatyczne sprawią, że nawet jedna trzecia tej powierzchni przestanie się nadawać do zalesienia – wyjaśnia dr hab. inż. Bogdan Jaroszewicz, profesor Uniwersytetu Warszawskiego z Białowieskiej Stacji Geobotanicznej i Wydziału Biologii UW. Rosnące globalnie temperatury sprzyjają suszom, pożarom i szkodnikom atakującym drzewa.

Może więc się okazać, że skala wyzwania jest znacznie większa. Podczas zalesiania w Polsce na jednym hektarze sadzi się 10–16 tys. sadzonek sosny – czyli co najmniej jedno drzewo na metr kwadratowy. Docelowo po kilkudziesięciu latach zostaje na nim mniej niż tysiąc drzew. Gdybyśmy w podobny sposób chcieli zadrzewić 900 milionów hektarów, jak proponuje prof. Crowther, potrzebowalibyśmy co najmniej 9 bilionów sadzonek! Kolejna kwestia to wybór gatunków, jakie należy posadzić. Większość europejskich lasów składa się z drzew iglastych, które są dla klimatu mniej korzystne od drzew liściastych. Ich ciemne igły pochłaniają więcej promieniowania słonecznego niż drzewa liściaste, emitują więc do atmosfery więcej ciepła. Na dodatek robią to dłużej, ponieważ igły utrzymują się także w zimie, co dodatkowo nie pozwala na odbijanie promieniowania słonecznego przez zalegający na dnie lasu śnieg. – Z drugiej strony niektóre drzewa iglaste, np. nasza sosna zwyczajna, szybko rosną i dają sobie dobrze radę
na ubogich glebach, a praktycznie głównie takie lasom zostały, bo te bardziej żyzne są zajęte przez rolnictwo – mówi prof. Jaroszewicz.

Gatunki takie jak sosna są też długowieczne – żyją nawet kilkaset lat, a ich przesycone żywicą drewno bardzo powoli uwalnia zmagazynowany dwutlenek węgla. Z kolei np. brzoza żyje znacznie krócej i jej drewno szybko się rozkłada. Niestety, nawet posadzenie najbardziej odpornych drzew na ogromnych obszarach nie wystarczy, by uchronić nas przed najgorszym scenariuszem katastrofy klimatycznej. – To nie jest panaceum, lecz tylko jeden ze sposobów na walkę ze zmianami. Jeśli nie ograniczymy zużycia paliw kopalnych, nowe lasy tylko spowolnią zmiany, ale ich nie zatrzymają – ostrzega prof. Jaroszewicz. Zgadzają się z nim uczeni z ekipy prof. Crowthera – wyliczyli, że jeśli zadrzewimy 900 mln hektarów, ale nadal będziemy zwiększać produkcję gazów cieplarnianych w tym tempie, co obecnie, za 22 lata wrócimy do punktu wyjścia.

 

CHROŃMY DŻUNGLE I PUSZCZE

Trudno też oszacować koszty tak gigantycznej akcji zalesiania. – Na pewno byłyby to ogromne kwoty, w skali globalnej liczone w miliardach dolarów rocznie– podkreśla Niko Alexandre z organizacji Conservation International. Jego zdaniem pierwszym krokiem powinno być sprawdzenie, które tereny mogą zadrzewić się same, jeśli tylko im na to pozwolimy. Dotyczy to chociażby tych obszarów leśnych, które zostały częściowo wycięte. W samej tylko Brazylii można by zregenerować w ten sposób 23 mln hektarów lasu atlantyckiego. Niestety, ten sam kraj przoduje ostatnio w niechlubnych statystykach wylesiania. A gdy niedawno brazylijscy uczeni opublikowali dane na ten temat, zbierane m.in. za pomocą sztucznych satelitów, prezydent Jair Bolsonaro nazwał je kłamstwem.

W 2018 r. lasy tropikalne skurczyły się o 3,6 mln hektarów – to mniej więcej tyle, ile powierzchnia Belgii. W tym roku może być jeszcze gorzej, bo tylko w lipcu ogromne pożary pochłonęły podobną powierzchnię lasów na Syberii. – Ochrona tego, co już mamy, jest co najmniej równie ważna jak sadzenie nowych drzew. Co z tego, że zyskamy hektar lasu w jednym miejscu, gdy jednocześnie wytniemy hektar w innym? – pyta prof. Crowther. Sytuacja jest o tyle groźna, że w Brazylii czy Kanadzie nierzadko wycinane są bardzo stare i duże drzewa, które magazynowały dwutlenek węgla nawet przez setki lat. Naukowcy apelują, by oszczędzać takie okazy, a drewno pozyskiwać wyłącznie z tzw. lasów

ROZMOWA JAREMA  A. RABIŃSKI, RZECZOZNAWCA NAUCZMY SIĘ CENIĆ DRZEWA

Obecnie w Polsce prawo nie sprzyja chronieniu drzew. Nielegalna wycinka może się opłacać bardziej niż staranie się o zezwolenia i wnoszenie opłat – mówi ekspert w dziedzinie ochrony środowiska

Jan Stardowski, Focus: Czy drzewa w polskich miastach są dobrze chronione?

Jarema A. Rabiński: Niestety, prawo w tej dziedzinie często nie jest przestrzegane, a na dodatek zostało zmienione w niekorzystny sposób. Jeśli na pana działce rośnie drzewo, może je pan wyciąć, o ile uzyska pan zezwolenie urzędu i wniesie opłatę administracyjną. Jeśli zrobi to pan nielegalnie, ponosi pan administracyjną karę pieniężną. Ta kara do niedawna była trzykrotnie wyższa od opłaty administracyjnej, co skutecznie zniechęcało do łamania prawa.

Czy to się zmieniło z powodu tak zwanego „lex Szyszko” z 2017 roku?

- Tak, teraz kara jest tylko dwa razy wyższa niż opłata. W efekcie coraz częściej okazuje się, że nielegalna wycinka komuś się po prostu bardziej opłaca. Nie każdy taki przypadek jest bowiem wykrywany, więc na przykład wielu deweloperów uważa, że przestrzeganie prawa nie ma sensu. Nawet jeśli zapłacą karę, będzie to ich mniej kosztowało niż opracowanie wymaganej dokumentacji projektowej, uzyskanie zezwoleń, uiszczenie opłaty i/lub wykonanie nasadzeń zastępczych. Co gorsza, nawet te przepisy, które mogłyby być skuteczne, nie są u nas przestrzegane. Widział pan kiedyś nowy budynek, wokół którego jest tylko trawnik?

Oczywiście, wiele razy.

- A to jest nielegalne. Niestety, ani służby wydające pozwolenia na budowę, ani wydziały ochrony środowiska w urzędach nie znają przepisów. Dla każdego obiektu budowlanego w Polsce należy zaprojektować nie tylko zieleń niską, jak trawnik, ale i wysoką, czyli co najmniej wysokie krzewy lub drzewa. Wynika to z rozporządzenia
wykonawczego do prawa budowlanego. Urzędnicy nie korzystają też z możliwości ustanowienia inspektora nadzoru budowy w zakresie ochrony środowiska.

A dlaczego mieliby to robić?

- Jeżeli inwestycja budowlana może wpływać na środowisko, urząd może nakazać powołanie takiego inspektora o specjalności ochrona środowiska lub zadrzewień. To nie obciąża budżetu urzędu, bo to inwestor opłaca fachowca, który zajmie się np. zabezpieczeniem drzew w pobliżu lub na terenie budowy przed ich uszkodzeniem lub niszczeniem.

Czy drzewa rosnące np. przy wybetonowanej ulicy można skutecznie chronić?

- Na stronie internetowej Federacji Arborystów Polskich (www.fap-arbor.pl/artykuly) można znaleźć opracowanie m.in. mojego współautorstwa, w którym opisujemy, jak to wykonać. Można dziś wybudować drogę nad systemem korzeniowym drzewa, nie niszcząc go. Pomagają w tym tzw. arboryczne systemy antykompresyjne i aeracyjne, zapewniające korzeniom możliwość prawidłowego wzrostu oraz pozwalające je napowietrzyć i nawodnić. Przykładem może być sopocki Plac Przyjaciół Sopotu, gdzie od 2011 r. drzewa dobrze sobie radzą, choć rosną w miejscu niemal całkowicie pokrytym betonowymi płytami (czego jednak nie zalecam).

Jarema A. Rabiński – członek zwyczajny Polskiego Towarzystwa Dendrologicznego, inspektor nadzoru, rzeczoznawca Federacji Arborystów Polskich i Naczelnej Organizacji Technicznej


zrównoważonych, czyli takich, gdzie drzewa są wycinane w lasach od dawna uprawianych, a każdej wycince towarzyszą rekompensujące ją nowe nasadzenia. Ochrona rosnących od bardzo dawna lasów jest też ważna z innego powodu. – Obserwując je, możemy sprawdzić, jakie zmiany zachodzą w takich ekosystemach wskutek zmian klimatu. Dowiadujemy się, które drzewa i w jakich warunkach będą mogły sobie poradzić, gdy temperatury jeszcze bardziej wzrosną – wyjaśnia prof. Jaroszewicz. Takim naturalnym laboratorium jest w naszym kraju np. Puszcza Białowieska – las najbliższy pierwotnym puszczom, które przed wiekami porastały europejskie niziny.

 

PORĄB, ALE NIE SPAL

Trudno sobie oczywiście wyobrazić, by ludzkość w ogóle przestała ścinać drzewa. Co więcej, krajowe czy globalne akcje zalesiania sprawią, że wzrośnie ilość drewna do zagospodarowania. – To też trzeba robić umiejętnie, by zmagazynowany w nim dwutlenek węgla nie wrócił szybko do atmosfery – mówi prof. Jaroszewicz. Najgorsze, co możemy zrobić, to użyć drewna jako opału. Na drugim miejscu jest przerobienie go na papier, którego cykl życiowy wynosi z reguły tylko kilka miesięcy. Jeśli nie zostanie poddany recyklingowi, rozłoży się i uwolni CO2. Na dodatek sam proces przetwarzania drewna w papier pochłania tyle energii, że powoduje to emisję równie dużej ilości gazów cieplarnianych, co te zawarte fizycznie w papierze.

Na drugim biegunie jest stosowanie drewna w budownictwie czy meblarstwie. – Drewno wbudowane w budynek zatrzymuje CO2 nawet na więcej niż sto lat – mówi prof. Jaroszewicz. Dzięki nowym technologiom można zwiększyć trwałość i bezpieczeństwo naturalnego materiału. Przykładem mogą być tzw. płyty CLT, złożone z mocno sklejonych warstw drewna. Są one tak mocne i odporne na ogień, że mogą zastąpić beton i stal w konstrukcjach budynków. Kanadyjskie firmy budują z CLT nawet 18-piętrowe wieżowce, a w Londynie ma powstać „drewniany” drapacz chmur o wysokości aż 300 m. Materiałami drewnopochodnymi zainteresowani są też inżynierowie pracujący nad nowymi technologiami. Amerykanie, ściskając mocno drewniane deski, otrzymali tzw. drewno zagęszczone, o wytrzymałości większej niż stal, ale o wiele od niej lżejsze. Można je wykorzystać np. w karoseriach samochodów, a jedna z odmian tego materiału skutecznie odbija promieniowanie cieplne – budynek obłożony takimi panelami zużyje o jedną trzecią mniej energii na chłodzenie latem.

Szwedzi usunęli barwniki z cienkich płyt drewna, uzyskując przezroczysty materiał, który mógłby zastąpić szyby. Skandynawskie firmy eksperymentują z biodegradowalnymi materiałami, będącymi połączeniem drewna i tworzyw sztucznych.

Duże nadzieje budzi możliwość zastąpienia drewnem surowca, którego wydobycie i zużycie powinniśmy szybko ograniczyć – ropy naftowej. Jak się okazuje, jej skład chemiczny jest zbliżony do tego, co występuje w tkankach roślinnych. Trzeba jedynie – tak jak ropę – poddać je rafinacji, czyli rozdzielić na elementy składowe. – Najcenniejszy składnik drewna to tzw. nanoceluloza, której włókna są tak wytrzymałe jak kevlar. Można ją wykorzystywać w produkcji farb, klejów, opakowań, pieluch, a nawet elektroniki – wylicza prof. Lars Berglund, dyrektor szwedzkiego Centrum Badań nad Drewnem im. Wallenbergów. Użyteczne związki chemiczne można też wyprodukować z wchodzącej w skład drewna ligniny oraz hemicelulozy. Możliwe więc, że w przyszłości fabryki chemiczne przetworzą nawet te fragmenty drzew, które dziś nie przydają się do niczego, a palenie drewnem w kominku będzie uznawane za marnotrawstwo.

BIOLOGIA CZEGO NIE WIECIE O DRZEWACH - 6 ZIELONYCH REKORDÓW

Największe drzewa to nieraz gigantyczne rośliny, które zaczęły rosnąć w tym samym czasie, gdy ludzie zakładali pierwsze miasta

1. Najwyższe są sekwoje wiecznie zielone (Sequoia sempervirens) rosnące w kalifornijskim Redwood National and State Park. Rekordziści to „Hyperion” (115,85 m), „Helios” (114,58 m), „Icarus” (113,14 m) i „Stratosphere Giant” (113,05 m). W ich przypadku pomiar jest precyzyjny i na bieżąco monitorowany.
 

2. Największą objętość pnia, czyli miąższość, ma mamutowiec olbrzymi (Sequoiadendron giganteum) – „Generał Sherman”. Objętość jego pnia wynosi 1487 metrów sześciennych, czyli mniej więcej tyle, ile łączna miąższość pni wszystkich drzew rosnących w przeciętnym, pięciohektarowym, 120-letnim sosnowym drzewostanie. Masę tego
drzewa szacuje się na 1900 ton.

3. Najgrubsze drzewo świata, zwane El Árbol del Tule, rośnie w Santa Maria del Tule w meksykańskim stanie Oaxaca. To cypryśnik meksykański (Taxodium mucronatum), który już w 1519 r. wzbudził zachwyt samego Ferdynanda Corteza. Dziś obwód pnia cypryśnika z Tule wynosi ok. 42 m, co równa się ponad 14 m średnicy.

4. Najwyżej rosnące drzewa to jodły Abies squamata, które w Chinach i Tybecie występują nawet na wysokości 4400 m n.p.m. Te okazałe drzewa osiągają 40 m wysokości i metr średnicy.

5.  Największą powierzchnię korony ma figowiec bengalski (Ficus benghalensis) zwany Thimmamma Marrimanu. Rośnie on w pobliżu indyjskiego miasta Kadiri. Korona tego drzewa zajmuje powierzchnię aż 19 tys. metrów kwadratowych, czyli 1,9 hektara. Od poziomych gałęzi drzewa wyrastają pionowe pędy, które wrastają w ziemię i tworzą dodatkowe pnie. Thimmamma Marrimanu ma ich około 1100.

6. Najstarsze pojedyncze drzewo to Matuzalem – sosna oścista w odmianie sędziwej (Pinus longavea). Gatunek ten rośnie w wyższych partiach gór Nevady w południowo-zachodniej części USA i może osiągać nawet 5 tys. lat. Wiek Matuzalema szacuje się obecnie na 4850 lat.

 

DAJĄ CIEŃ, GROMADZĄ WODĘ

Z drzew rosnących w miastach można uzyskać niewiele drewna, a ich znaczenie dla walki z katastrofą klimatyczną jest oczywiście mniejsze niż w przypadku lasów. Tu jednak do głosu dochodzą inne zalety tych roślin. – Drzewa trzeba traktować nie tylko jak element ozdabiający przestrzeń miejską, choć to oczywiście też ważne. Kluczowe jednak są usługi, które świadczą – mówi prof. Jaroszewicz. Zmiany klimatu sprawiają, że latem coraz częściej mamy do czynienia z falami upałów i suszami. Drzewa działają wówczas jak naturalne parasole – ich liście pochłaniają do 90 proc. promieni słonecznych, a cień przez nie rzucany schładza powierzchnię gruntu nawet o 20 st. C. Jednocześnie zatrzymują wodę deszczową, która dzięki nim nie obciąża systemów kanalizacji. – Amerykańska agenda rządowa US Forest Service wyliczyła, że jeśli drzewa rosną obok budynku w odpowiednim zagęszczeniu i układzie przestrzennym, pozwalają zaoszczędzić energię zarówno latem, zmniejszając koszty klimatyzacji o 30 proc., jak i zimą, osłaniając ściany przed wychładzającym je wiatrem, co z kolei zmniejsza koszty ogrzewania nawet o 50 proc. – wyjaśnia prof. Jaroszewicz. I dodaje, że drzewa w mieście zwiększają nawet komfort oddychania, nawilżając powietrze.

ŚRODOWISKO ZYSKI Z ZALESIANIA - CO ZAWDZIĘCZAMY DRZEWOM?

Naukowcy potrafią obliczyć, jakie korzyści daje konkretne drzewo. W wybranym przez nas przypadku jest to brzoza o średnicy pnia wynoszącej 40 cm, rosnąca od ok. 70 lat

1. TLEN Fotosynteza zachodząca w liściach w ciągu roku pochłania ok. 200 kg dwutlenku węgla i produkuje ok. 120 kg tlenu.
2. CHŁODZENIE Cień rzucany przez koronę drzewa w czasie upałów obniża temperaturę nawet o 20˚C.
3. OSZCZĘDNOŚĆ ENERGII Drzewa rosnące w pobliżu budynku obniżają koszty klimatyzacji latem (przez zacienienie) i ogrzewania zimą (osłaniając ściany przed wiatrem).
4. OCZYSZCZANIE POWIETRZA Liście i kora zatrzymują pyły zawieszone oraz toksyczne gazy, takie jak ozon, tlenki siarki i azotu.
5. ODCIĄŻENIE KANALIZACJI Korzenie mogą zatrzymać 6,6 tys. litrów wody deszczowej rocznie.
6. KORZYŚCI PSYCHOLOGICZNE Pozytywny wpływ na estetykę otoczenia i samopoczucie mieszkańców – drzewa rosnące w pobliżu nieruchomości z reguły zwiększają jej wartość.

Badania wykazują, że dobrze zaprojektowana zieleń miejska obniża poziom smogu nawet o 10 proc. Drzewa znakomicie rozpraszają zanieczyszczenia – zmniejszają prędkość wiatru nad miastem, jednocześnie wywołując częstsze turbulencje, które pomagają rozrzedzić toksyczne pyły i gazy. Część z nich gromadzi się też w liściach i korze drzew. – To najprostszy mechanizm – roślina jest filtrem, bo na jej liściach czy igłach osadzają się zanieczyszczenia pyłowe. Z drugiej strony liście pochłaniają takie związki chemiczne, jak formaldehyd czy benzopiren. Rośliny potrafią neutralizować te substancje lub składują je w swych tkankach – mówi dr hab. Marcin Zych z Ogrodu Botanicznego Uniwersytetu Warszawskiego. W warunkach polskich latem najlepiej radzi sobie z tym brzoza brodawkowata, wysoko w rankingu są klon polny i lipa drobnolistna. Walkę ze smogiem zimą
ułatwiają natomiast drzewa iglaste, niezrzucające igieł w czasie chłodnych miesięcy.

Usługi świadczone przez te rośliny można precyzyjnie wycenić. Analizy przeprowadzone w Warszawie wykazały, że jedno drzewo przynosi miastu korzyści o średniej wartości 167 zł rocznie (koszty jego utrzymania oszacowano na 45 zł). Z kolei w Gnieźnie kwota ta sięga 560 zł, a wszystkie rosnące tam drzewa wyceniono na ponad 50 mln zł.

 

ZIELEŃ DLA ZDROWIA

Drzewa potrafią także skutecznie tłumić hałas, będący zmorą dzisiejszych miast. Jednak ich korzystny wpływ na naszą psychikę jest znacznie szerszy. – W osiedlach pozbawionych zieleni zaobserwowaliśmy większą liczbę agresywnych konfliktów. Ich mieszkańcy byli dla siebie mniej uprzejmi, gorzej opiekowali się dziećmi podczas ich zabaw na podwórku, częściej popełniali przestępstwa przeciw mieniu, malowali więcej graffiti i bardziej śmiecili – mówi prof. Frances Kuo, psycholog z Uniwersytetu Illinois. Osoby te miały też większe problemy z koncentracją, gorzej zarządzały codziennymi sprawami i słabiej kontrolowały impulsywność. Ich poczucie zadowolenia z życia oraz zdrowia było niższe niż mieszkańców „zielonych” osiedli. Wolniej dochodziły do siebie po operacjach chirurgicznych, a ich dzieci częściej cierpiały na otyłość. – Tereny zadrzewione to miejsca, gdzie ludzie chętnie się spotykają i odpoczywają. Drzewa odgrywają więc także rolę społeczną – dodaje prof. Jaroszewicz.

Zdaniem uczonych jesteśmy tak przystosowani ewolucyjnie do oglądania zieleni, że bez stałego z nią kontaktu po prostu gorzej funkcjonujemy. Spaceru po parku czy lesie nie zastąpi nam pomalowana na zielono ściana w mieszkaniu czy biurze. Dlatego nawet jeśli drzewa nie uratują nas przed globalnym podgrzewaniem klimatu, i tak warto je chronić i sadzić nowe. Choćby dla własnego zdrowia psychicznego.