Prof. Michael Russell, wybitny brytyjski specjalista od uzależnień, napisał w jednym ze swoich artykułów na początku lat 70. XX w., że ludzie palą dla nikotyny, a umierają od zawartych w dymie substancji smolistych. Przez wiele dziesięcioleci alternatywą dla palaczy były tylko produkty z grupy nikotynowej terapii zastępczej: tabletki, plastry lub gumy do żucia. – Niestety, takie rozwiązania nie zaspokajają potrzeb psychologicznych palaczy. Palenie jest rytuałem, istotny
jest ruch ręki w kierunku ust, a nawet widok wydmuchiwanego dymu. Nikotynowa terapia zastępcza tego nie zapewnia, dlatego jej efektywność jest bardzo ograniczona – wyjaśnia dr Konstantinos Farsalinos, kardiolog z greckiej Narodowej Szkoły Zdrowia Publicznego.

Problem jest poważny, bo choć w naszym kraju palenie traci popularność, to wciąż po papierosa codziennie sięga 31 proc. Polaków i 18 proc. Polek. W skali globalnej palaczy jest już ponad miliard, a liczba papierosów przez nich wypalanych sięga 5,6 biliona (!) sztuk rocznie. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) informuje, że co roku z powodu chorób odtytoniowych umiera na świecie ok. 7 mln ludzi. W Polsce liczba ta wynosi ok. 70 tys.

 

INHALACJA Z NIKOTYNY

Nowe rozwiązanie dla palaczy pojawiło się nieco ponad 10 lat temu. Były to e-papierosy, fachowo nazywane elektronicznymi inhalatorami nikotyny (EIN). Pierwsze modele, zaprojektowane i produkowane w Chinach, były drogie, awaryjne i wymagały sporych umiejętności, jeśli chodzi o obsługę. Mimo to błyskawicznie zyskały popularność. Zasada działania e-papierosa jest prosta. Do urządzenia wyposażonego w grzałkę wkładamy pojemnik z płynem (tzw. liquidem) zawierającym nikotynę oraz substancję, która po podgrzaniu zamienia się w mgiełkę. Najczęściej jest to glikol propylenowy – związek chemiczny wykorzystywany m.in. w wytwornicach dymu podczas koncertów.

Kiedyś liquidy trzeba było sprowadzać z Chin. Jednak konsumenci w Europie i USA zaczęli domagać się kontroli jakości tego produktu, dlatego powstały lokalne firmy (część z nich działa też w Polsce).

Przez kilka lat e-papierosy znajdowały się w swoistej próżni prawnej. Według przepisów nie były wyrobami tytoniowymi, więc można ich było używać tam, gdzie obowiązywał zakaz palenia tytoniu. Prawdopodobnie dzięki temu palacze szybko się do nich przekonali. Dziś z e-papierosów korzystają dziesiątki milionów osób. Liczba użytkowników w Polsce szacowana jest na mniej więcej milion.

 

SPÓR O ZDROWIE

Od razu pojawiło się pytanie, czy elektroniczny papieros jest zdrowszy od zwykłego. Z badań przeprowadzonych do tej pory – m.in. przez zespół prof. Andrzeja Sobczaka ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego – wynika, że mgiełka wdychana przez e-palacza pozbawiona jest substancji smolistych, tlenku węgla i rakotwórczych nitrozoamin. Część badań sugerowała, że e-papierosy wyposażone w grzałki dużej mocy mogą produkować szkodliwe związki karbonylowe (m.in. formaldehyd i akroleine).

Jednak w normalnych warunkach tak się nie dzieje. Stosowanie maksymalnej mocy grzałki przypomina sytuacje, w której palący zwykłego papierosa przypadkowo włoży go do ust odwrotnie i podpali filtr zamiast tytoniu.

Coraz więcej jest natomiast dowodów na to, że palacze, którzy przerzucili się z typowych papierosów na elektroniczne, stają się zdrowsi. – Badania kliniczne, które prowadzę na Uniwersytecie w Katanii, pokazały, że u chorych na przewlekła obturacyjna chorobę płuc i astmę taka zmiana poprawia funkcjonowanie układu oddechowego – mówi prof. Riccardo Polosa, pulmonolog i alergolog, dyrektor włoskiego Instytutu Medycyny Wewnetrznej i Immunologii Klinicznej.

Podobnie jest w przypadku kobiet ciężarnych i karmiących piersią. – Oczywiście należy je namawiać do tego, aby spróbowały zupełnie porzucić nałóg. Wiadomo jednak, że nie wszystkim się to uda. W takiej sytuacji zalecałabym przejście na e-papierosy, by chronić dziecko przed substancjami rakotwórczymi i tlenkiem węgla. Ilość nikotyny, która dotrze do płodu, będzie bardzo mała – twierdzi prof. Linda Bauld z brytyjskiego Uniwersytetu Stirling. Za 2–3 lata mają być znane wyniki badań prowadzonych z udziałem tysiąca ciężarnych kobiet korzystających z e-papierosów.

Nie wiadomo, jak na zdrowie wpływa wieloletnie korzystanie z takich urządzeń – badania trwają. Wątpliwości budzi też, czy e-papierosy wywołują tzw. efekt furtki (gateway effect). Chodzi o to, że teoretycznie mogą zachęcać młodych ludzi do palenia i przestawienia się na klasyczne, znacznie bardziej szkodliwe papierosy. Badania, które wskazują na taki związek, mają być niedługo powtórzone.