Opisany w czasopiśmie ”Science Advances” wspólny eksperyment badaczy z uczelni w Helsinkach i Tampere oraz instytutu badań nad zasobami naturalnymi LUKE zgodny jest z powszechnie panującą opinią, że ”umorusane dzieciaki latające po podwórku” wyrastają na zdrowszych dorosłych. 

Spośród 10 biorących udział w doświadczeniu placówek z miast Lahti i Tampere pracownicy 4 rozłożyli na placach zabaw naturalną trawę, posadzili wrzosy i jagody. Zachęcali też dzieci do opieki nad roślinami zasadzonymi w skrzynkach które ustawiono na ściółce.

W pozostałych przedszkolach albo stan pozostawiono bez zmian (dzieci nadal bawiły się na typowych betonowych placach), albo zdecydowano się na zmianę codziennej rutyny i zaczęto wyprowadzać malców na codzienne wycieczki do lasu.

– Dzieci z pierwszych 4 placówek mogły się bawić na tej ściółce 5 razy w tygodniu. Po krótkim czasie flora bakteryjna w przewodzie pokarmowym i na skórze tych maluchów była znacznie zdrowsza – informują naukowcy w informacji prasowej.

W porównaniu do dzieci bawiących się na betonie, te mające przez miesiąc kontakt ze ściółką leśną miały zwiększoną liczbę limfocytów T. Po badaniach krwi pozytywną zmianę odnotowano także w przypadku szeregu innych markerów immunologicznych (np. cytokin TGF-beta).
– Mikrobiota w przewodach pokarmowych przedszkolaków mających zwiększony kontakt z roślinami przypominała tę obserwowaną u dzieci odwiedzających las każdego dnia – stwierdziła Marja Roslund z Uniwersytetu Helsińskiego.

Klasyczny plac zabaw (L) i taki pokryty ściółką leśną (P)/zdj. Uniwersytet w Helsinkach

Naukowcy już wcześniej odnotowywali, że wystawienie młodego organizmu na kontakt z roślinnością w jakiś sposób poprawia funkcjonowanie układu immunologicznego. Dzieci wiejskie rzadziej np. zapadają na alergię czy astmę.

Nie wiadomo jednak, czy zachodzi w tym przypadku związek przyczynowo-skutkowy. Może to też być efekt wdychania lepszej jakości powietrza, dłuższego kontaktu ze słońcem, ćwiczeń na świeżym powietrzu czy relaksu, który zapewnia naturalne otoczenie.

Jak przekonują fińscy badacze, ich eksperyment jest pierwszym, w którym wprost manipulowano środowiskiem miejskim w którym przebywają dzieci a potem poddawano ocenie zmiany w ich mikrobiocie i układzie immunologicznym.

Zgodnie ze teorią różnorodności biologicznej, im uboższy jest nasz ekosystem, im mniej jest on różnorodny, tym większe prawdopodobieństwo występowania wśród żyjących w nim ludzi chorób immunologicznych. 

- Żeby nasz układ odpornościowy mógł nauczyć się zwalczać patogeny i bakterie, musi mieć z nimi jakiś kontakt. Im bardziej oczyszczamy z roślin i zwierząt nasze otoczenie, tym bardziej stajemy się bezbronni. Idealnie by było, żeby dzieci mogły każdego kopać dołki w naturalnej glebie i bawić się w kałużach– zauważają naukowcy z Helsinek.

Autorzy eksperymentu sugerują, że wszystkie placówki oświatowe, a szczególnie te zajmujące się najmłodszymi, powinny zmieniać swoje bezpośrednie otoczenie na bardziej naturalne. Przekonują, że zastosowane w ich doświadczeniu materiały jak trawa czy sadzonki nie są czymś kosztownym, a zysk w postaci poprawy zdrowia dzieci jest ewidentny.