Streaming zaczyna męczyć
Platformy streamingowe przez lata przyzwyczaiły nas do jednego modelu: płać co miesiąc, zostań na dłużej i najlepiej jeszcze zapomnij, że subskrypcja w ogóle istnieje. Tylko że Generacja Z najwyraźniej przestała chcieć w to grać. Zamiast lojalnie trzymać się jednej platformy, młodzi użytkownicy coraz częściej traktują streaming jak tymczasowy dostęp do konkretnego serialu czy filmu. Oglądają, co chcieli zobaczyć, anulują subskrypcję i wracają dopiero przy kolejnej premierze.
Nowy raport firmy IGN pokazuje, że aż 59% przedstawicieli Gen Z regularnie stosuje model „subskrybuj, obejrzyj wszystko, anuluj”. Dla Netfliksa, Disneya czy Maxa to raczej koszmar niż trend, bo cały biznes streamingowy opiera się przecież na stałych, przewidywalnych opłatach. Co ciekawe, Gen Z nadal posiada więcej aktywnych subskrypcji niż starsze pokolenia. Problem polega na tym, że coraz mniej osób chce utrzymywać je stale.
Według raportu:
- przedstawiciele Gen Z mają średnio 3,51 aktywnego serwisu,
- Milenialsi — 3,27,
- przeciętny Amerykanin wydaje na subskrypcje około 69 dolarów miesięcznie,
- aż 87% młodych użytkowników deklaruje zmęczenie streamingiem.
Te liczby chyba najlepiej pokazują, do czego doszliśmy jako konsumenci na tym tynku. Streaming miał być wygodniejszą alternatywą dla telewizji kablowej, a momentami zaczyna ją coraz bardziej przypominać — tylko zamiast jednego abonamentu mamy kilka różnych platform walczących o uwagę i pieniądze. W dodatku na wielu z nich pojawia się model z reklamami, kuszący niższą ceną i oszczędnościami kosztem dodatkowego czasu spędzanego na oglądaniu spotów.
Lojalność wobec platform przestaje istnieć
Między grudniem a styczniem aż 37% młodych subskrybentów zrezygnowało przynajmniej z jednej usługi właśnie z powodu przesytu. Mam wrażenie, że platformy streamingowe same trochę wychowały sobie takich użytkowników. Przez lata bombardowały nas ekskluzywnymi premierami, ucząc widzów, że najważniejszy jest konkretny serial albo film, a nie sama marka.
Efekt? Dziś wiele osób nie myśli: „mam Netfliksa” tylko: „włączę Netfliksa na miesiąc, bo wychodzi nowy sezon”.
Lojalność wobec platform została zastąpiona lojalnością wobec pojedynczych tytułów. A przy obecnych cenach trudno oczekiwać, że ludzie będą utrzymywać pięć różnych subskrypcji tylko „na wszelki wypadek”.

To nie tak, że Gen Z odkryło przysłowiową Amerykę. Przecież każdy z nas zdaje sobie sprawę, że wszystkie te subskrypcje, zwłaszcza mało używane, zżerają nasze fundusze. Po prostu młodsze pokolenie jest chyba bardziej pragmatyczne i zamiast drogiego wygodnictwa woli pragmatyzm. Dlatego szybko kalkulują ile kosztuje usługa i zestawiają to z tym, jak często realnie z niej korzystają, a także, czy jest tam jeszcze coś, co uzasadnia dalsze płacenie.
Zmiana podejścia do wydawania pieniędzy widać zresztą nie tylko przy streamingu. Raport pokazuje, że:
- 62% konsumentów nie kupuje już gier w pełnej cenie,
- około 70% badanych przestało kupować filmy na płytach,
- 71% rezygnuje z zakupu CD i winyli.
Trudno tu nie zauważyć szerszego trendu: młodzi użytkownicy coraz częściej płacą za dostęp „tu i teraz”, zamiast budować własne kolekcje. Jeszcze kilka lat temu platformy streamingowe wydawały się przyszłością idealną. Dziś coraz bardziej widać, że ludzie zaczynają być zmęczeni samym modelem subskrypcyjnym.
Kino wraca jako coś więcej niż ekran
Najciekawsze jest jednak to, że zmęczenie streamingiem paradoksalnie pomaga kinom. Według raportu, Gen Z jest o 13% bardziej skłonne chodzić na premierowe weekendy niż starsze pokolenia. I wcale mnie to nie dziwi, bo kino coraz mniej konkuruje dziś „samym filmem”, a coraz bardziej doświadczeniem. Wyjście do kina staje się czymś społeczny i wspólnym, momentem bez telefonu i odpoczynkiem od powiadomień i scrollowania.

Może właśnie dlatego młodzi ludzie zaczynają znowu to doceniać. W świecie, w którym niemal cała rozrywka jest dostępna natychmiast i wszędzie, samo wyjście z domu zaczyna być częścią atrakcji.
„Dobry serial” już nie wystarcza
Moim zdaniem platformy streamingowe wchodzą właśnie w moment, w którym sam katalog przestaje wystarczać do zatrzymania użytkownika na dłużej. Bo gdy wszyscy mają własne ekskluzywne produkcje, widzowie zaczynają traktować subskrypcje jak sezonowe przepustki.
A to może być dopiero początek. Coraz więcej osób zaczyna zadawać sobie bardzo proste pytanie: „Czy naprawdę potrzebuję tego abonamentu przez cały rok?”. A jeśli odpowiedź brzmi „nie”, cały model biznesowy streamingu zaczyna się powoli chwiać. Do tego musiało jednak dojść. Streaming nie jest już tanią rozrywką. Jasne, jeden Netfliks nie obciąża za bardzo budżetu, ale kiedy dochodzi do tego Disney, HBO Max i inne, koszty robią się zwyczajnie za duże, by dźwigać je każdego miesiąca. Lepiej więc je rozłożyć. I chyba też pójdę tym śladem.
Źródło:IGN
