Gdyby spojrzał uważniej na kłaniającego się z rewerencją portiera, z pewnością dostrzegłby zdziwienie w jego wzroku, ale mężczyzna, zbyt zajęty swymi myślami, szybko przemierzył luksusowy hol Grand Hotelu. Gdzie się tak spieszy? Prawie biegnie. Bez płaszcza, bez czapki. Jest Boże Narodzenie. Na ulicy Toledo zwalnia, brakuje mu tchu, słaniając się, dociera do placu Carita.

Leżącego na mokrym chodniku otaczają nieliczni przechodnie, pogoda paskudna w te święta w Neapolu, ziąb i siąpi deszcz; mężczyzna coś mówi, ale nikt go nie rozumie, jakieś urwane zdania, dziwne słowa. Nie ma przy sobie żadnych dokumentów ani pieniędzy, jedynie lekarską receptę. Vincenzo Cozzolino, neapolitański laryngolog, zawiadomiony przez personel szpitala Pellegrini, do którego przypadkowi przychodnie zanieśli nieprzytomnego mężczyznę, nie posiada się ze zdumienia: – Ależ to doktor Schliemann! Słynny archeolog, odkrywca antycznej Troi i Myken. Doktor Schliemann umiera nazajutrz, 26 grudnia 1890 roku, po południu.

Aczkolwiek uznana za naturalną, śmierć archeologa nie przestaje intrygować. Podobnie jak jego biografia. Był synem ewangelickiego pastora z Meklemburgii. Gdy miał 14 lat, został pomocnikiem subiekta w miejscowym sklepie. Mając niespełna 19 lat, zaokrętował się jako chłopiec pokładowy na statek płynący do Wenezueli. Swoją pierwszą w życiu podróż zakończył dość dramatycznie: parowiec zatonął u wybrzeży Holandii, a Schliemann razem z innymi rozbitkami trafił do Amsterdamu. Wkrótce znalazł zajęcie w firmie handlowej, a że miał niezwykłe zdolności lingwistyczne, pod koniec życia władał biegle kilkunastoma językami, szybko piął się po stopniach kupieckiej kariery. Niebawem jeździł po całym świecie, handlując indygo, kawą, herbatą. W 1850 roku, gdy otrzymał wiadomość o śmierci swego starszego brata, pojechał do Kalifornii w Stanach Zjednoczonych. Założył tu bank i pożyczał pieniądze poszukiwaczom złota. Ponieważ nie grzeszył lojalnością, wspólnik wytoczył mu proces o oszustwo finansowe. Uciekł więc do Rosji. W Petersburgu ożenił się z Jekateriną Pietrowną Łysziną, córką zamożnego adwokata, z którą miał trójkę dzieci. Dorobił się podczas wojny krymskiej na handlu bronią.

KOLORYZOWANE DZIECIŃSTWO


Gdy miał fortunę, wycofał się z biznesu. Był bogaty, mógł więc zająć się swoim hobby. W pamiętniku pisał, że od dziecka marzył o archeologii. „Gród wielki boskiego Pryjama”, czyli mityczną Troję, postanowił odnaleźć, gdy miał 8 lat i czytał podarowaną mu przez ojca „Ilustrowaną historię świata”.

130 lat później William G. Niederland, amerykański psychoanalityk, studiując uważnie tysiące listów Schliemanna do siostry, nie znalazł żadnej wzmianki o jego wczesnych zainteresowaniach archeologicznych. Co więcej, odkrył, że Schliemann nienawidził swego ojca, obwiniał go bowiem o śmierć matki. Chora na depresję osierociła go, gdy miał 9 lat.

David Traill, jeden z największych „schliemannologów”, po dwudziestu latach przyglądania się przez lupę wszystkiemu, co Schliemann zrobił, powiedział i napisał, doszedł do wniosku, że był on patologicznym kłamcą cierpiącym na manię wielkości. Traill dowiódł m.in., że zapiski, które rzekomo jako dziecko robił na marginesach podarowanej przez ojca książki z greckimi i rzymskimi mitami, zostały sporządzone charakterem pisma dojrzałego Schliemanna. A może został archeologiem, żeby przypodobać się Jekaterinie, która zawsze nim pogardzała, nierzadko separując od łoża?

PIĘKNA ZOFIA I SKARBY

– Jeśli zostaniesz moją żoną, okryję cię klejnotami, jakich nie widziały ludzkie oczy – szeptał do ucha młodej dziewczyny 47-letni, raczej mało urodziwy mężczyzna, patrząc na nią z zachwytem zza okularów o grubych szkłach. Była piękna. Widział w niej Helenę Trojańską. Co Zofia Engastromenos, urodziwa 17-letnia Greczynka, widziała w niepozornym łysawym krótkowidzu? Był bardzo bogaty. Pobrali się w 1869 roku natychmiast po jego rozwodzie z kostyczną Rosjanką. Mimo różnicy wieku byli doskonałym małżeństwem, łączyły ich wspólne zainteresowania. (Nauczony doświadczeniem Schliemann zadbał o to, dając stosowny anons do prasy). Młoda żona towarzyszyła mu we wszystkich podróżach.Schliemann zawsze podkreślał, że dzięki Pieśni XXII, w której opisany jest pojedynek Hektora z Achillesem, rozpoczął w 1871 roku wykopaliska na wzgórzu Hissarlik w północno-zachodniej Anatolii, które doprowadziły do odkrycia starożytnej Troi. Zakładając, oczywiście, że miasto to kiedykolwiek istniało.

Obaj szli wzajem ku sobie, a gdy spotkali się z bliska, pierwszy rzekł Hektor potężny o hełmie wiejącym kitami: „Synu Peleusa, już dłużej nie będę przed tobą uciekał, chociaż obiegłem gród wielki boskiego Pryjama trzykrotnie, nie odważając się walczyć. Lecz teraz serce mi każe stanąć i zetrzeć się z tobą. Zwyciężę ciebie lub zginę. Ale wpierw wezwijmy bogów – to będą najlepsi naszych wzajemnych układów świadkowie i chroniciele. Ciała ja twego nie zelżę okrutnie, gdy Dzeus mi pozwoli odnieść nad tobą zwycięstwo potężne i wywlec twą duszę. Zbroję ci tylko, Achillu, tę sławną zabiorę, a zwłoki oddam z powrotem Achajom; ty ze mną uczyń to samo”.

Homer. Iliada, Pieśń XXII