Więcej widzą, szybciej liczą i pamiętają przeszłość. W czym zwierzęta są lepsze od nas [RAPORT]

Planują przyszłość, pamiętają przeszłość i kontrolują teraźniejszość. Są kreatywne, tworzą i modyfikują narzędzia, a żyjąc w grupie, snują wyrafinowane intrygi. Wieloma zdolnościami nie tylko dorównują nam, ludziom, ale wręcz biją nas na głowę

Ayumu jest najsłynniejszym podopiecznym prof. Tetsuro Matsuzawy, który od ponad 30 lat bada szympansy w należącym do Kyoto University Instytucie Badania Naczelnych. Małpa należy do wąskiej grupy kilku osobników, które nauczyły się rozpoznawać cyfry arabskie. Już to jest imponujące, ale jej umiejętności sięgają znacznie dalej. Ayumu rzeczywiście rozumie, co cyfry oznaczają. Umie posługiwać się ekranem dotykowym i gdy komputer wyświetla rozrzucone białe kropki, a obok równie przypadkowo ułożone cyfry, szympans bezbłędnie i błyskawicznie dotyka tej, która odpowiada liczbie kropek – czyli zna tzw. aspekt kardynalny liczb. Rozumie również ich aspekt porządkowy, bo z łatwością dotyka cyfr od najniższej do najwyższej. Potrafi to zrobić nawet wtedy, gdy jakiejś cyfry brakuje – czyli nie uczy się po prostu ich sekwencji, tylko wie, że jeśli dotknął czwórki, a piątki nie ma, to trzeba dotknąć szóstki.

Przy tym ćwiczeniu cyfry są przypadkowo rozrzucone po ekranie, a Ayumu musi je po kolei „gasić” (po dotknięciu znikają). Zajmuje mu to kilka sekund. To jeszcze leży w zasięgu ludzkich możliwości, jednak Ayumu potrafi wykonać takie samo zadanie także wtedy, kiedy cyfry są widoczne przez mniej niż jedną trzecią sekundy! Po tym czasie cyfry są zasłaniane kwadracikami, a małpa, pamiętając ich ustawienie, znowu bezbłędnie dotyka miejsc, w których były, w odpowiedniej kolejności. Tego nie potrafi żaden człowiek.
Prof. Matsuzawa twierdzi, że prawie każdego szympansa można tego nauczyć.

Dlaczego te zwierzęta radzą sobie z zapamiętywaniem położenia cyfr lepiej od nas? Według prymatologa ludzi spowalnia jedno z naszych największych ewolucyjno– kulturowych osiągnięć, czyli język. Po prostu nasze mózgi nie są w stanie powstrzymać się przed etykietowaniem obiektów. Kiedy widzimy bezładnie rozrzucone cyfry, mimowolnie zaczynamy obraz analizować: „zero jest tutaj, jedynka tu, dwójka….”, i nagle cyfry znikają, a my nie doszliśmy nawet do połowy. Szympansy nie są tak obciążone. Nie utraciły bowiem, tak jak my, pamięci fotograficznej, właściwej wielu zwierzętom. W swoim naturalnym środowisku muszą umieć błyskawicznie oceniać, gdzie jest najwięcej dobrych owoców, i dotrzeć do nich, zanim zrobią to konkurenci. Z kolei przy konfrontacji z konkurencyjną grupą szympansów muszą błyskawicznie szacować ich liczebność i lokalizację.

Prof. Yuval Noah Harari, autor takich bestsellerów, jak „Sapiens” czy „Homo deus”, twierdzi, że jako współcześni ludzie jesteśmy mniej rozgarnięci od własnych przodków, z naszego gatunku. Na nich presja selekcyjna działała dużo bardziej bezwzględnie i byli ciągle testowani. To samo można powiedzieć o nas i o wielu innych zwierzętach. Niekiedy potrafią znacznie więcej niż my – i to nawet takie, po których nie spodziewalibyśmy się choćby podstawowej inteligencji.

IMPONUJĄCA PAMIĘĆ SŁONIA

Nie tylko szympansy błyskawicznie zbierają i analizują informacje wzrokowe. Gołębie, jak praktycznie wszystkie ptaki, mają wzrok dużo lepszy od naszego. Widzą ostrzej i zauważają więcej. Przy czym nie postrzegają obrazów tak holistycznie jak my, tylko dostrzegają wszystkie tworzące je szczegóły. Kiedy widzimy zdjęcie twarzy, możemy jedynie się zastanawiać, czy jest znajoma, uśmiechnięta itd. Odpowiednio wytrenowane gołębie potrafią natomiast dostrzec, że daleko poza osobą na pierwszym planie ktoś usunął z krajobrazu maleńkie drzewo, którego my nawet nie zauważyliśmy. Dla ptaka to są już dwa różne zdjęcia.

O słoniach mówi się, że nigdy niczego nie zapominają. To pewnie nie jest prawda, ale faktycznie zarówno świadomość przestrzeni, jak i pamięć o lokalizacji jej elementów mają znakomitą. Dlatego w ich rodzinach bardzo szanowane są stare samice. To one nawet po wielu latach ciągle pamiętają miejsca, w których można znaleźć wodę i pożywienie, nawet kiedy nigdzie indziej ich nie ma. Z kolei w jednym z eksperymentów próbowano oszukać stado słoni, rozpryskując mocz członków rodziny w miejscach, gdzie danych
osobników tego dnia nie było. Badane słonie reagowały zdziwieniem („jak to, przecież ciocia Zosia cały dzień jest tam, tutaj jej nie było!”), więc naukowcy doszli do wniosku, że słonie nieustannie orientują się, gdzie jest każdy z trzydzieściorga członków rodziny. To tak, jakbyśmy na rodzinnym pikniku zawsze wiedzieli, gdzie kto jest.

PSYCHOLOGIA SAMOŚWIADOMOŚĆ INNYCH  ZWIERZĄT – TAK, TAK, TEN W LUSTRZE TO NIESTETY JA

Samoświadomość to jeden z tych elementów świadomości, które jest stosunkowo łatwo badać. Służy do tego na przykład test lustra, który jak dotąd zdało niewiele gatunków ptaków i ssaków

Wystarczy badanemu osobnikowi (często pod narkozą, by się nie zorientował) gdzieś w normalnie niewidocznym dla niego miejscu (na przykład na czole albo pod brodą) zrobić plamkę bezwonną farbą, a następnie pokazać mu lustro. Jeśli zauważa plamkę i dziobem lub palcem sięga do własnej piersi czy czoła, by ją usunąć, to znaczy, że wie, iż to on jest w tym lustrze. Jeśli nie reaguje albo sięga do osobnika w lustrze – nie.

Ten test zdały już delfiny (wykręcały ciało, by się przyjrzeć plamce na boku, a później oglądały sobie zęby i skórę), gołębie, słonie, sroki, szympansy i orangutany, a na przykład psy, koty czy goryle go oblewają. Tylko trudno na podstawie tego testu jednoznacznie je oceniać, bo np. psy głównie czerpią informacje z bodźców zapachowych, koty mogą to mieć zwyczajnie w nosie, a niektórzy badacze uważają, że goryle są z natury…. zbyt nieśmiałe. Dla nich samo patrzenie komuś w oczy jest już niezwykle stresujące i możliwe, że właśnie dlatego nie reagują na zmiany swojego wyglądu, choć o głupotę ciężko je podejrzewać (polecamy filmik „Koko’s Last Message to Humanity”).

Ludzkie dzieci zdają test lustra po ukończeniu drugiego roku życia, szympansom zajmuje to cztery do pięciu lat, a delfiny zdają go już kilka tygodni po urodzeniu – dlatego niektórzy sądzą, że są od nas mądrzejsze.

 

PTASIE MÓŻDŻKI?

Znawca waleni Justin Gregg zaczyna swoją książkę „Are Dolphins Really Smart? The Mammal Behind the Myth” (Czy delfiny naprawdę są mądre? Prawdziwy ssak kryjący się za mitem) od wypunktowania imponujących cech swoich bohaterów. Zapowiada historię związanego z człowiekiem od wieków zwierzęcia, które pojawia się w naszych najstarszych mitach i legendach. Jego złożone zachowania społeczne i niezwykłe zdolności kognitywne sprawiają, że zwolennicy intelektualnej dominacji człowieka muszą skromnie zamilknąć. Co więcej, „to niesamowite zwierzę jest jedynie daleko spokrewnione z człowiekiem i innymi naczelnymi, co sprawia, że poniższe odkrycia dotyczące ich zdolności intelektualnych są jeszcze bardziej uderzające”.

Następnie autor wymienia kilka z tych cech: zwierzęta te żyją w grupach liczących nawet setki osobników i potrafią rozpoznać i pamiętać każdego wraz z jego pozycją w skomplikowanej sieci hierarchii społecznej. Niektórych zachowań uczą się od innych członków grupy i jest to transfer informacji dotąd znany jedynie u naczelnych (naukowcy określają go obecnie jako zwierzęcą kulturę). Wykazują się empatią, reagując na sytuacje stresujące ich przyjaciół lub członków rodziny. Ogłaszają dostępność pokarmu, przy czym ich sygnał zmienia się zależnie od rodzaju pokarmu; różnymi sygnałami ostrzegają się też przed różnymi rodzajami niebezpieczeństwa, a ostrzeżone osobniki różnie reagują, zależnie od słyszanego sygnału. No i wreszcie – w warunkach doświadczalnych wydają się potrafić przewidywać przyszłe wydarzenia i zachować samokontrolę, wstrzymując się od sięgnięcia po natychmiastową nagrodę, jeśli spodziewają się, że w przyszłości mogą dostać większą. Czyli, jak ludzie, planują swoją przyszłość. I kiedy już zachwycimy się tymi wszystkimi cechami tytułowych waleni, autor przewrotnie oświadcza nam, że powyższy katalog intelektualnych talentów wcale nie należy do delfinów, co mógłby sugerować tytuł książki. Tylko do… kur domowych!

POMOCNY JAK WAMPIR

Wszystkie wymienione dotąd zwierzęta, z kurami włącznie, mają jedną cechę wspólną: są to gatunki społeczne. W ich życiu kluczową rolę odgrywa umiejętność rozpoznawania poszczególnych osobników swojej grupy. Potrafią to nawet zwierzęta, których nie podejrzewalibyśmy o nadzwyczajne zdolności komunikacyjne – np. wampiry, owiane złą sławą krwiożercze nietoperze z obu Ameryk. Niektóre gatunki z tej rodziny zajmują wspólne jaskinie, gdzie ich liczebność może dochodzić do dziesiątek tysięcy osobników. Wampiry nie współpracują ze sobą, codziennie wieczorem ruszając na polowanie. Kiedy jednak wracają, dzieje się coś niezwykłego. Każdy nietoperz musi codziennie pożywić się krwią,
bo inaczej umrze, jednak nie każdy ma szczęście na łowach. Taki pechowiec wyszukuje w kolonii swoich najedzonych pobratymców i żebrze o krew. Najedzony wampir ma w żołądku więcej krwi, niż potrzebuje, by przeżyć, więc chętnie zwraca część łupu niefortunnemu sąsiadowi. Kiedy jednak role się odwrócą, ten wcześniej obdarowany będzie pierwszym, do kogo pozorny altruista zwróci się o pomoc. Oczywiście taki system jest podatny na oszustów, bo łatwo sobie wyobrazić leni, którzy w ogóle na łowy nie ruszają, tylko zawsze żebrzą. Ale wampiry się przed tym bronią i przestają pomagać osobnikom, które same się nie dzielą. Nawet w dziesięciotysięcznej kolonii oszuści są szybko przez wszystkich rozpoznawani i ignorowani.

GWIZDANY ALARM

Niewiele wiemy o komunikacji wśród nietoperzy, ale już wspomniane wcześniej kury domowe nie tylko przekazują sobie komunikaty dotyczące rzeczywistych źródeł pokarmu lub zagrożenia. Według Nicholasa i Elsie Collias z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles, kury dysponują 24 różnymi dźwiękami przypisanymi różnym sytuacjom. Jak łatwo się domyślić, kiedy jesteś kurą i widzisz jastrzębia, powinieneś inaczej zareagować niż wtedy, gdy skrada się lis. Sygnały alarmowe są wśród zwierząt powszechne i nie tylko kury potrafią specyficznie opisać zagrożenie. Mistrzami są nieświszczuki, ziemne wiewiórki z Ameryki Północnej. Według niektórych badaczy mogą one wygwizdywać komunikaty typu „Człowiek, powoli, duży, niebieski”. Ich sposób porozumiewania się jest tak złożony, że emerytowany prof. Con Slobodchikoff z Arizony nazywa go językiem. Jego zdaniem nieświszczuki mają rzeczowniki, przymiotniki i fonemy, co objaśnia w swej książce „Chasing Doctor Dolittle” (W pogoni za doktorem Dolittle). Najbardziej niezwykłym jego odkryciem jest to, że – posługując się sekwencją gwizdów – nieświszczuki ze szczegółami opisują wygląd zewnętrzny, np.: „kojot, szybki, duży, brązowy” albo „pies, szybki, mały, biały”.

Kury, ale też na przykład koczkodany, idą o krok dalej. Potrafią z premedytacją wysyłać kłamliwe sygnały dla osiągnięcia własnej korzyści. Wzniecają fałszywy alarm, żeby spłoszyć konkurentów do pokarmu. Zaś Chris Evans z Macquarie University w Sydney odkrył jeszcze bardziej mroczną stronę kurzego gdakania. Niektóre koguty świadomie nie wydawały okrzyków, gdy nad wybiegiem przelatywał drapieżnik, kury były schowane, a w otwartej przestrzeni stał tylko konkurent. Poza tym, że można to pewnie kwalifikować jako morderstwo z premedytacją, takie zachowanie świadczy o czymś znacznie bardziej doniosłym: kury dysponują tzw. teorią umysłu, czyli potrafią sobie wyobrazić, co wie i co widzi inny osobnik. Choć naukowcy i filozofowie wciąż intensywnie spierają się o definicję (czy wręcz istnienie) świadomości, panuje w zasadzie zgoda, że teoria umysłu jest jednym z jej koniecznych warunków.

 

KULTURALNY JAK ZWIERZĘ

Wiele zwierzęcych systemów komunikacyjnych wykazuje sporo z wymaganych przez lingwistów cech języka. Wiemy, że na przykład delfiny potrafią przekazywać sobie głosem różnorodne treści. Orki, najwięksi przedstawiciele tej rodziny, wydają 64 różne dźwięki. Mają dialekty specyficzne dla różnych ekotypów, populacji, a nawet grup rodzinnych. U delfinów butlonosych stwierdzono z kolei, że każdy osobnik ma swój specyficzny tylko dla siebie gwizd, który funkcjonuje jak jego imię! Inni członkowie stada wiedzą dzięki temu, gdzie on się znajduje, i potrafią go w razie potrzeby imieniem przywołać. Jeśli kulturę rozumieć jako przekazywanie informacji między osobnikami inaczej niż przez geny, to gwizdy delfinów są właśnie jej wyrazem. Tak zdefiniowana kultura jest zresztą w świecie zwierząt powszechna. Odkąd Imo, młoda samica makaka japońskiego, odkryła w latach 50. XX w., że ziemniaki i ziarno łatwo oczyścić z piasku, jeśli się je wrzuci do wody, inni członkowie stada z wyspy zaczęli się od niej uczyć. Nowinka kulturowa się przyjęła i w kilka lat rozprzestrzeniła po całej wyspie Koshima.

Jedna z rodzin antarktycznych orek wymyśliła z kolei skomplikowaną technikę zmywania fok chroniących się na krach. Drapieżniki podpływają szybko zwartą tyralierą i nurkują tuż przed krą, tworząc falę, która zmywa ofiarę. Jeden osobnik czeka na nieszczęsną fokę po drugiej stronie. To wymaga koordynacji działań i młode osobniki uczone są tego sposobu polowań przez członków rodziny. Z kolei orki żyjące w okolicach półwyspu Valdez w Argentynie opracowały niebezpieczną, lecz skuteczną technikę polowania na młode otarie, zwane też lwami morskimi. Polega ona na intencjonalnym wyrzuceniu ciała na plażę i chwytaniu zaskoczonych młodziaków. Te orki też uczą swoje potomstwo, jak to robić bezpiecznie.

Jeszcze bardziej spektakularnym przykładem zdobyczy kulturowych jest używanie i wytwarzanie narzędzi. Kamieniami do rozłupywania twardych przekąsek posługuje się wiele gatunków, od ryb z rodziny wargaczowatych, przez ścierwniki, po kapucynki i szympansy. Nawet nasze gawrony wykorzystują w tym celu samochody, pamiętając, by na jezdnię wchodzić tylko na pasach i na zielonym świetle, kiedy jest bezpiecznie. Delfiny, choć z oczywistych względów trudno im manipulować narzędziami, zakładają gąbki na swe wrażliwe pyski, żeby się nie zranić przy poszukiwaniu pokarmu, a matki uczą młode, jak to robić. Nieliczne zwierzęta potrafią też narzędzia wytwarzać. Wszystkie szympansy robią z gałązek witki do wyciągania termitów z gniazd, ale tylko populacja z Senegalu ulepsza je, miażdżąc koniec zębami w pomocną miotełkę. Jeśli one wyginą, wyginie też tradycja robienia miotełek. Może kiedyś znowu gdzieś się pojawi, o ile szympansy przetrwają na wolności. Mistrzami wykonywania narzędzi nie są jednak naczelne, tylko krukowate. A wśród nich prym wiodą wrony brodate z Nowej Kaledonii, które rozwiązują skomplikowane i wieloetapowe zadania logiczne, by zdobyć nagrodę. Potrafią też wymyślić, w jaki sposób pozaginać drucik, by dobrać się do pokarmu, którego prostym drutem wyjąć się nie da.

MÓZGI INNE NIŻ NASZE

Jak bardzo inteligentne są zwierzęta? Wobec braku możliwości zapytania samych zainteresowanych jesteśmy skazani na doświadczenia i obserwacje. Albo na pomiary anatomiczne. Istnieje korelacja między wielkością mózgu a inteligencją i niektórzy badacze twierdzą, że właśnie mierzenie masy i pofałdowania mózgu jest naszą najlepszą dostępną metodą oceniania inteligencji zwierząt. Delfiny z dużych gatunków mają nie tylko mózgi większe od naszych, ale też zajmują one proporcjonalnie większą część masy ich ciała. Czy to znaczy, że są mądrzejsze? Nie wiadomo. Kruki mają mózgi dużo mniejsze, a ich umiejętności kognitywne są co najmniej równe naczelnym. Naukowcy z Uniwersytetu Vanderbilt (USA) oraz Uniwersytetu Karola w Pradze wykazali, że komórki nerwowe w mózgach ptaków są mniejsze i gęściej upakowane niż w mózgach ssaków. W dodatku ptaki mają więcej neuronów w przedniej części mózgu, odpowiedzialnej za wyższe funkcje poznawcze. Jeszcze trudniej byłoby nam ocenić prawdziwą moc intelektu głowonogów, które dają najlepszą okazję do spotkania z całkowicie innym rodzajem umysłu.

 

KOMUNIKACJA – MIĘDZY GATUNKOWE POGAWĘDKI

ZWIERZĘTA, KTÓRE MÓWIĄ

Choć badacze nie są zgodni co do tego, czy u innych zwierząt możemy mówić o językach, z wieloma z nich potrafimy wymieniać całkiem szczegółowe informacje

Alex, afrykańska papuga szara, czyli żako, był sławnym lingwistą. Jego imię to skrót od Avian Language Experiment (Ptasi eksperyment językowy), a badała go przez 30 lat amerykańska psycholożka zwierzęca prof. Irene Pepperberg. Alex opanował ponad sto słów, które składał w sensowne zwroty (jak „kocham cię” czy „bądź grzeczna”), potrafił też rozróżniać i nazywać barwy oraz liczby, a nawet zadał kiedyś pytanie: „Jakiego jestem koloru?”. Umiał liczyć do sześciu, odpowiadając nawet na tak złożone pytania, jak „ile niebieskich klocków?”, patrząc na zbiór różnokolorowych klocków i piłek.

Wśród psów najsłynniejsza była Chaser, suka rasy border collie, która w ciągu kilkunastu lat opanowała ponad tysiąc słów, a swe rozumienie udowadniała, przynosząc (z sąsiedniego pomieszczenia, żeby eksperymentator niczego nie mógł zasugerować) dokładnie tę zabawkę, o którą ją poproszono. Jeszcze bardziej imponująca była jej zdolność do logicznego wnioskowania przez wykluczenie. Kiedy eksperymentator poprosił ją o przyniesienie np. małego jeża, a ona wcześniej nigdy tych słów nie słyszała, potrafiła wywnioskować, o którą zabawkę chodzi, kiedy wśród zbioru o znanych jej nazwach znajdowała się jedna nowa. Przy całej swej inteligencji Chaser oczywiście mówić nie umiała.

Jednak niektóre zwierzęta mają tę możliwość, i są to oczywiście nasi najbliżsi krewni, czyli szympansy, bonobo i goryle. Na całym świecie prowadzone są doświadczenia, w których komunikują się one za pomocą ekranów dotykowych lub języka migowego (budowa krtani uniemożliwia im odpowiednią artykulację). Jedną z najsłynniejszych uczestniczek takich badań była gorylica Koko, która opanowała około 1000 znaków zmodyfikowanej wersji amerykańskiego języka migowego i rozumiała 2000 słów. Potrafiła nie
tylko łączyć słowa w nowe związki frazeologiczne (gdy zobaczyła kaczkę, której nazwy nie znała, stworzyła zbitek „woda + ptak” i od tej pory tak kaczki określała). Opowiadała o swoim nastroju, zadawała opiekunom pytania i prosiła o przysługi. Zdawała nawet dostosowaną do siebie wersję testów IQ i osiągała wynik około 90 punktów.

Lecz nawet Koko czy najsłynniejszy migający szympans Nim Chimpsky potrafili posługiwać się regułami gramatyki tylko w ograniczonym zakresie. Są jednak zwierzęta, które to umieją, jak np. Kanzi, bonobo komunikujący się za pomocą ekranu dotykowego. Nie tylko uczy się słów, ale rozumie, że ich kolejność ma znaczenie, i odpowiednio reaguje na polecenia typu: „połóż czapkę na piłce” albo „połóż piłkę na czapce” (w języku angielskim, gdzie rzeczowniki się nie odmieniają, to te same słowa, ale stosowane w różnej kolejności). Podobne osiągnięcia miały delfiny butlonose Akekamai i Phoenix. Polecenia wydawane przez trenera rękami lub za pomocą podwodnych kliknięć mają oczywiście uproszczone reguły gramatyki, ale zdania „rura prawy koszyk weź” i „prawa rura koszyk weź” (oznaczające odpowiednio: „zanieś koszyk po prawej stronie do jakiejkolwiek rury” oraz „zanieś jakikolwiek koszyk do rury po prawej stronie”) są przez nie rozumiane i wywołują właściwą reakcję.

O ile z ptakami i ssakami łączy nas stosunkowo niedawny wspólny przodek, który już dysponował nieźle rozwiniętym układem nerwowym (czyli inteligencja gatunków z tych gromad to właściwie wariacje na ten sam temat), o tyle nasz wspólny przodek z ośmiornicą żył w zamierzchłej przeszłości ewolucyjnej i raczej geniuszem nie był.

A jednak ośmiornice potrafią się uczyć przez obserwację innych osobników, umieją rozwiązywać skomplikowane zadania, wysnuwać logiczne wnioski. Wykorzystują te umiejętności między innymi podczas spektakularnych ucieczek. Kilka lat temu nowozelandzka ośmiornica Inky odsunęła niedomkniętą pokrywę akwarium, wypadła na podłogę, podpełzła do pokrywy odpływu, odkręciła ją i rurami wydostała się do Pacyfiku. To o tyle fascynujące, że u tych zwierząt przekazywanie informacji nie odbywa się z pokolenia na pokolenie. Ponieważ ośmiornica umiera, gdy nowe pokolenie przychodzi na świat, więc każde dziecko musi wynaleźć koło na nowo! Gdyby było inaczej, niewykluczone, że to jeden z tych głowonogów siedziałby teraz przy komputerze, zastanawiając się, czy człowiek ma jakieś przemyślenia i osobowość, czy raczej nie. Ośmiornice mają nie tylko „główny” mózg, ale też każde z ich ramion zaopatrzone jest w niemal niezależny zwój nerwowy pozwalający na podejmowanie własnych decyzji, niekoniecznie związanych z tym, co myśli centrala!

 

WYJĄTKOWO TĘPA ORKA

Jeden z najsłynniejszych artykułów w historii filozofii nosił tytuł „Jak to jest być nietoperzem?” (What Is It Like to Be a Bat?). Jego autor, Thomas Nagel, dochodzi do wniosku, że nigdy nie wejrzymy na tyle głęboko w umysł innego zwierzęcia, żeby się tego dowiedzieć. 45 lat po publikacji wciąż wygląda na to, że miał rację. Dr Lori Marino, amerykańska neurobiolożka i behawiorystka specjalizująca się w badaniu inteligencji i zdolności kognitywnych waleni, powiedziała kiedyś, iż „możliwe, że orki nie są najbystrzejszymi ludźmi,
ale ludzie są naprawdę głupimi orkami”. I to zdanie idealnie ilustruje problemy z ocenianiem zdolności umysłowych zwierząt innych niż ludzie. Samo pojęcie inteligencji pozostaje trudne do zdefiniowania, a precyzyjne określanie czyjejś inteligencji jest właściwie niemożliwe. Nawet w obrębie naszego własnego gatunku najlepsze narzędzie, jakie mamy, to testy IQ – oceniając ich rzetelność, pewne jest tylko, że doskonale nadają się do… mierzenia umiejętności rozwiązywania testów

EKOLOGIA BEHAWIORALNA ZABAWY ZWIERZĄT – GRY INTELEKTUALISTÓW

Podobnie jak u ludzi, skłonność do zabawy u innych zwierząt jest silnie skorelowana z inteligencją

Choć zabawy są nieodłączną częścią każdego dzieciństwa, u wielu zwierząt ich częstotliwość spada z wiekiem. Jednak na przykład psy i koty (ale kozy, krowy i świnie też) chętnie bawią się przez całe życie. Wbrew pozorom zabawa nie jest stratą czasu. Stwarzanie niespodziewanych sytuacji i reagowanie na nie to doskonałe ćwiczenie dla mózgu, a często niezbędny dla przeżycia trening. Prof. Bernd Heinrich, badając kruki w Ameryce Północnej, zwrócił uwagę, że młode osobniki, jeśli tylko mają okazję, zaczepiają duże śpiące drapieżniki, takie jak wilki czy niedźwiedzie, bezczelnie ciągnąc je za ogon albo dziobiąc. To pozornie samobójcze działanie okazało się mieć dużo sensu.

Kruki często współbiesiadują z drapieżnymi ssakami, więc w wolnych chwilach starają się poznać ich reakcje, refleks i zasięg łap lub pysków. Dzięki temu później, przy padlinie,
nie muszą się zastanawiać, na ile blisko można podejść, lecz mogą koncentrować się na jedzeniu. Czy możliwe, że zachowania ludzkich nastolatków również mają taki głębszy sens, czasem bardzo trudny do zauważenia? Krukowate znane są też z zabaw, których poważnego celu trudno by się jednak doszukiwać. Wrona zwieszająca się do góry nogami z prania, saneczkująca po ośnieżonym zboczu na własnym grzbiecie lub na pokrywce od pudełka (takie filmiki można łatwo znaleźć w internecie) zdaje się robić to tylko dla jednej przyczyny: bo to jest frajda.
 

IQ. Oczywiście istnieją korelacje, ale problem właściwie sprowadza się do tego, że naszą miarą inteligencji innych zwierząt jest to, na ile zachowują się podobnie do nas. Albo ujmując rzecz precyzyjniej: „na ile podobnie zachowują się do białego mężczyzny klasy średniej, wychowanego w szeroko pojętej kulturze europejskiej lub jej przeszczepach na inne kontynenty”. Dlatego, choć wiemy, że wokoło pełno jest inteligentnych zwierząt, trudno je ze sobą porównywać. Zwierzęta żyją w innych środowiskach niż my, co innego jest dla nich ważne i spotykają się z innymi problemami. I właśnie dlatego, choć możemy powiedzieć, że orki czy goryle świetnie sobie radzą w byciu orkami czy gorylami, to absolutnie nie da się stwierdzić, jak wypadałyby jako ludzie.

dr Mikołaj Golachowski – autor jest biologiem, polarnikiem, autorem tekstów popularnonaukowych. We wrześniu ukaże się poniższa książka w jego tłumaczeniu:

“Czy jesteśmy mądrzejsi od szympansów”, Ben Ambridge , wydawnictwo PWN