PTASIE MÓŻDŻKI?

Znawca waleni Justin Gregg zaczyna swoją książkę „Are Dolphins Really Smart? The Mammal Behind the Myth” (Czy delfiny naprawdę są mądre? Prawdziwy ssak kryjący się za mitem) od wypunktowania imponujących cech swoich bohaterów. Zapowiada historię związanego z człowiekiem od wieków zwierzęcia, które pojawia się w naszych najstarszych mitach i legendach. Jego złożone zachowania społeczne i niezwykłe zdolności kognitywne sprawiają, że zwolennicy intelektualnej dominacji człowieka muszą skromnie zamilknąć. Co więcej, „to niesamowite zwierzę jest jedynie daleko spokrewnione z człowiekiem i innymi naczelnymi, co sprawia, że poniższe odkrycia dotyczące ich zdolności intelektualnych są jeszcze bardziej uderzające”.

Następnie autor wymienia kilka z tych cech: zwierzęta te żyją w grupach liczących nawet setki osobników i potrafią rozpoznać i pamiętać każdego wraz z jego pozycją w skomplikowanej sieci hierarchii społecznej. Niektórych zachowań uczą się od innych członków grupy i jest to transfer informacji dotąd znany jedynie u naczelnych (naukowcy określają go obecnie jako zwierzęcą kulturę). Wykazują się empatią, reagując na sytuacje stresujące ich przyjaciół lub członków rodziny. Ogłaszają dostępność pokarmu, przy czym ich sygnał zmienia się zależnie od rodzaju pokarmu; różnymi sygnałami ostrzegają się też przed różnymi rodzajami niebezpieczeństwa, a ostrzeżone osobniki różnie reagują, zależnie od słyszanego sygnału. No i wreszcie – w warunkach doświadczalnych wydają się potrafić przewidywać przyszłe wydarzenia i zachować samokontrolę, wstrzymując się od sięgnięcia po natychmiastową nagrodę, jeśli spodziewają się, że w przyszłości mogą dostać większą. Czyli, jak ludzie, planują swoją przyszłość. I kiedy już zachwycimy się tymi wszystkimi cechami tytułowych waleni, autor przewrotnie oświadcza nam, że powyższy katalog intelektualnych talentów wcale nie należy do delfinów, co mógłby sugerować tytuł książki. Tylko do… kur domowych!

POMOCNY JAK WAMPIR

Wszystkie wymienione dotąd zwierzęta, z kurami włącznie, mają jedną cechę wspólną: są to gatunki społeczne. W ich życiu kluczową rolę odgrywa umiejętność rozpoznawania poszczególnych osobników swojej grupy. Potrafią to nawet zwierzęta, których nie podejrzewalibyśmy o nadzwyczajne zdolności komunikacyjne – np. wampiry, owiane złą sławą krwiożercze nietoperze z obu Ameryk. Niektóre gatunki z tej rodziny zajmują wspólne jaskinie, gdzie ich liczebność może dochodzić do dziesiątek tysięcy osobników. Wampiry nie współpracują ze sobą, codziennie wieczorem ruszając na polowanie. Kiedy jednak wracają, dzieje się coś niezwykłego. Każdy nietoperz musi codziennie pożywić się krwią,
bo inaczej umrze, jednak nie każdy ma szczęście na łowach. Taki pechowiec wyszukuje w kolonii swoich najedzonych pobratymców i żebrze o krew. Najedzony wampir ma w żołądku więcej krwi, niż potrzebuje, by przeżyć, więc chętnie zwraca część łupu niefortunnemu sąsiadowi. Kiedy jednak role się odwrócą, ten wcześniej obdarowany będzie pierwszym, do kogo pozorny altruista zwróci się o pomoc. Oczywiście taki system jest podatny na oszustów, bo łatwo sobie wyobrazić leni, którzy w ogóle na łowy nie ruszają, tylko zawsze żebrzą. Ale wampiry się przed tym bronią i przestają pomagać osobnikom, które same się nie dzielą. Nawet w dziesięciotysięcznej kolonii oszuści są szybko przez wszystkich rozpoznawani i ignorowani.

GWIZDANY ALARM

Niewiele wiemy o komunikacji wśród nietoperzy, ale już wspomniane wcześniej kury domowe nie tylko przekazują sobie komunikaty dotyczące rzeczywistych źródeł pokarmu lub zagrożenia. Według Nicholasa i Elsie Collias z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles, kury dysponują 24 różnymi dźwiękami przypisanymi różnym sytuacjom. Jak łatwo się domyślić, kiedy jesteś kurą i widzisz jastrzębia, powinieneś inaczej zareagować niż wtedy, gdy skrada się lis. Sygnały alarmowe są wśród zwierząt powszechne i nie tylko kury potrafią specyficznie opisać zagrożenie. Mistrzami są nieświszczuki, ziemne wiewiórki z Ameryki Północnej. Według niektórych badaczy mogą one wygwizdywać komunikaty typu „Człowiek, powoli, duży, niebieski”. Ich sposób porozumiewania się jest tak złożony, że emerytowany prof. Con Slobodchikoff z Arizony nazywa go językiem. Jego zdaniem nieświszczuki mają rzeczowniki, przymiotniki i fonemy, co objaśnia w swej książce „Chasing Doctor Dolittle” (W pogoni za doktorem Dolittle). Najbardziej niezwykłym jego odkryciem jest to, że – posługując się sekwencją gwizdów – nieświszczuki ze szczegółami opisują wygląd zewnętrzny, np.: „kojot, szybki, duży, brązowy” albo „pies, szybki, mały, biały”.

Kury, ale też na przykład koczkodany, idą o krok dalej. Potrafią z premedytacją wysyłać kłamliwe sygnały dla osiągnięcia własnej korzyści. Wzniecają fałszywy alarm, żeby spłoszyć konkurentów do pokarmu. Zaś Chris Evans z Macquarie University w Sydney odkrył jeszcze bardziej mroczną stronę kurzego gdakania. Niektóre koguty świadomie nie wydawały okrzyków, gdy nad wybiegiem przelatywał drapieżnik, kury były schowane, a w otwartej przestrzeni stał tylko konkurent. Poza tym, że można to pewnie kwalifikować jako morderstwo z premedytacją, takie zachowanie świadczy o czymś znacznie bardziej doniosłym: kury dysponują tzw. teorią umysłu, czyli potrafią sobie wyobrazić, co wie i co widzi inny osobnik. Choć naukowcy i filozofowie wciąż intensywnie spierają się o definicję (czy wręcz istnienie) świadomości, panuje w zasadzie zgoda, że teoria umysłu jest jednym z jej koniecznych warunków.