390 (ok. 1 540 zł) dolarów dla państw rozwiniętych oraz 520 dolarów (2 050 zł) dla prywatnych ubezpieczycieli – to cena za jedną dawkę leku remdesivir. Jak podaje Gilead, w standardowej pięciodniowej kuracji wykorzystuje się sześć dawek leku.

To oznacza, że terapia remdesivirem dla jednego pacjenta to koszt od 2 340 dolarów (9 250 zł) w przypadku państwowej służby zdrowia, do 3 120 dolarów (12 330 zł) dla prywatnych ubezpieczycieli. Możliwe jest też leczenie dziesięciodniowe – proporcjonalnie droższe.

Remdesivir to pierwszy i jak na razie jedyny lek, którego skuteczność w walce z koronawirusem została potwierdzona badaniami. Co prawda remdesivir nie leczy koronawirusa, ale skutecznie łagodzi objawy i skraca czas hospitalizacji – średnio o 4 dni.

 

USA robią zapasy

CEO koncernu Gilead, Daniel O'Day poinformował, że jest świadomy, że decyzja o wycenie leku niosła za sobą „znaczącą odpowiedzialność”. Zapewnił, że cena leku została ustalona tak, by nie było przeszkód z dostępem do remdesiviru we wszystkich krajach.

Gileada zapewnił, że „dostęp do remdesiviru nie będzie problemem”, bo cena za fiolkę dla państw rozwiniętych została ustalona na podstawie danych z krajów o najniższej sile nabywczej. Odgórne ustalenie jednolitej ceny ma też pozwolić uniknąć negocjacji z każdym krajem osobno, a dzięki temu przyspieszyć dostęp do leku.

Niestety zapowiedzi mogą póki co okazać się pustymi obietnicami, bo – jak wynika z doniesień „The Guardian” Gilead podpisał umowę z administracją Stanów Zjednoczonych. USA zakupiło od koncernu 500 000 dawek leku, co stanowi całą produkcję Gilead w lipcu i 90 proc. produkcji zaplanowanej na sierpień i wrzesień.

USA mają dostęp do większości zapasów leku [remdesiviru], więc nie zostanie nic dla Europy – powiedział dr Andrew Hill, starszy pracownik naukowy na Uniwersytecie Liverpoolu.

Tym samym niewykluczone, że żaden inny kraj na świecie, poza Stanami, nie będzie w stanie zakupić remdesiviru przez najbliższe trzy miesiące. Choć producent leku informuje, że wszedł we współpracę nad produkcją remdesiviru z fabrykami zajmującymi się lekami generycznymi, by możliwie obniżyć koszty produkcji i wypuszczać na rynek więcej dawek.

 

„America first”

Eksperci i obserwatorzy międzynarodowi są zaniepokojeni zarówno jednostronnymi działaniami USA w sprawie remdesiviru, jak i kolejnymi zapowiedziami tego typu działań. Donald Trump już kilka miesięcy temu zapowiedział, że jest w stanie przelicytować każdy inny kraj, aby wykupić pierwsze serie szczepionek przeciwko koronawirusowi, które zostaną dopuszczone do obrotu.

Umowa między USA a Gileadem została zawarta, gdy stało się jasne, że pandemia w Stanach Zjednoczonych wymyka się spod kontroli.

– Prezydent Trump zawarł niesamowitą umowę, aby zapewnić Amerykanom dostęp do pierwszego autoryzowanego leku na COVID-19. Chcemy zapewnić, że każdy amerykański pacjent, który potrzebuje remdesiviru, może go otrzymać. Administracja Trumpa robi wszystko, co w naszej mocy, aby dowiedzieć się więcej o ratujących życie lekach na COVID-19 i zapewnić Amerykanom dostęp do nich – powiedział amerykański sekretarz ds. zdrowia Alex Azar.

Do tej pory w USA odnotowano ponad 2,6 mln potwierdzonych przypadków zakażenia koronawirusem, a ponad pół miliona chorych zmarło. Faktyczne liczby mogą być o wiele wyższe, a sytuacja stale się pogarsza. W zeszłym tygodniu padł tam dobowy rekord zakażeń – w ciągu 24 godzin potwierdzono 40 000 nowych zakażeń.

Na postawę Trumpa, który w obliczu pandemii postawił na zasadę „najpierw Ameryka”, już zareagowały władze innych krajów. Administracja Trumpa powołała się nawet na Ustawę o produkcji obronnej, aby zablokować wysyłanie niektórych towarów medycznych wyprodukowanych w USA za granicę.

Premier Kanady Justin Trudeau ostrzegł, że jeśli USA będą nadal przebijać swoich sojuszników, mogą wystąpić „niezamierzone negatywne konsekwencje”.

– Wiemy, że w naszym interesie leży współpraca i współdziałanie w celu zapewnienia bezpieczeństwa naszym obywatelom – powiedział Trudeau.

– Po raz kolejny jesteśmy na końcu kolejki. Wyobraź sobie, że chodziłoby o szczepionkę. To wywołałoby prawdziwą burzę. Ale być może jest to przedsmak tego, co czeka nas w przyszłości – ocenił dr Andrew Hill.

Hill w rozmowie z „The Guardian” poinformował, że istnieje sposób aby Wielka Brytania oraz inne kraje mogły zabezpieczyć dostawy remdesiviru – jest to tak zwana licencja przymusowa. W wyjątkowych sytuacjach – np. w przypadku zagrożenia bezpieczeństwa państwa – sąd może zdecydować o zmianie patentu. Pozwoliłoby to rządowi brytyjskiemu kupować lek od firm generycznych w Bangladeszu lub Indiach, w których patent Gilead nie jest uznawany.

Obecnie remdesivir objęty jest patentem należącym do Gileadu, co oznacza, że żadna inna firma nie może wyprodukować leku.

Dr Hill podkreśla, że Wielka Brytania zawsze szanowała prawo patentowe, popierając argument firm farmaceutycznych, że potrzebują 20-letniego monopolu na dany lek, aby odzyskać pieniądze zainwestowane w badania i rozwój. Jednak obecna sytuacja zmusza państwa do przemyślenia strategii – szczególnie w obliczu działań USA.