Długowłosy mężczyzna z brodą, wąsami i w okularach idzie ulicą z dużym kartonem w rękach. Widnieje na nim napis „Free hugs” (darmowe przytulanie). Trzyma go wysoko nad głową i co pewien czas rozkłada ręce w zapraszającym geście. Mijający go ludzie uśmiechają się, robią zdjęcia. W końcu starsza pani w berecie przyjmuje zaproszenie, pada w ramiona mężczyzny i delikatnie głaszcze jego twarz. Po chwili kolejne osoby zaczynają się do niego przytulać. Młodzi chłopcy przejmują na chwilę transparent i zaczynają rozdawać uściski nieznajomym. Obcy ludzie rzucają się sobie na szyje, poklepują się i obejmują. Tak wyglądała akcja, która zapoczątkowała międzynarodowy ruch Darmowe Przytulanie. Jego celem jest bezinteresowne dzielenie się przyjemnością, którą daje bliski, nieerotyczny fizyczny kontakt z drugim człowiekiem. W 2004 r. zorganizował ją Australijczyk o pseudonimie Juan Mann (to on chodził z transparentem).

Popchnął go do tego życiowy kryzys. Rodzice Juana właśnie się rozwiedli, narzeczona go zostawiła, a on kilka miesięcy wcześniej wrócił z Londynu i czuł się w Australii samotny. W myślach wciąż przewijał scenę z lotniska, kiedy stał, obserwując witających się ludzi i marzył o tym, by jego też ktoś przytulił. Ubolewał nad tym, że w jego przypadku międzyludzki kontakt został zredukowany do przypadkowego dotknięcia kasjera rozmieniającego pieniądze. Momentem przełomowym była impreza, na którą zaprosił go dawny znajomy i na której został przytulony przez obcą kobietę. Było to na tyle wzmacniające i silne przeżycie, że mężczyzna postanowił fundować je w dużych ilościach wszystkim chętnym.

Dotkliwy brak kontaktu fizycznego z drugim człowiekiem, podobny do tego, na jaki cierpiał Juan Mann, jest uważany za coraz powszechniejsze zjawisko. „Żyjemy w otoczeniu wrogim dotykowi, naznaczonym społeczną izolacją, samotnością i brakiem wzajemnego zaufania” – pisze w książce „Dotknij mnie” profesor fizjologii z Uniwersytetu Medycznego w Wiedniu Cem Ekmekcioglu. Ubolewa nad tym, że „nasze ręce i palce, z bardzo wrażliwymi czujnikami, nie dotykają już innych rąk, innej ciepłej skóry, lecz
kuszących ekranów dotykowych z nieżywej masy”. Amerykańska antropolożka i etolożka Nina G. Jablonsky, autorka książki „Skin: a Natural History”, mówi wręcz o „głodzie
skóry”. Socjolodzy alarmują, że nieerotyczny kontakt fizyczny jest coraz rzadszy, zwłaszcza w zachodniej kulturze. – Jedną z przyczyn jest coraz większa świadomość tego, że dotyk może być źle odbierany, odczytany jako niewłaściwy – uważa psycholog i masażystka dr Kinga Tucholska z Uniwersytetu Jagiellońskiego, której zainteresowania naukowe dotyczą m.in. dotyku jako elementu komunikacji i oddziaływań terapeutycznych. – Coraz częściej też relacje międzyludzkie przenoszą się do świata wirtualnego.

PIERWSZY I NAJWAŻNIEJSZY

Zmysł dotyku pojawia się już u kilkutygodniowego zarodka. Jest więc pierwszym, jaki zyskujemy. Kiedy się rodzimy, może już pracować pełną parą, w przeciwieństwie chociażby do wzroku, który potrzebuje jeszcze sporo czasu, by uzyskać pełnię możliwości. – Zmysł dotyku nie starzeje się, bo jest najprostszy – mówi dr hab. Marcin Szwed, psycholog z Uniwersytetu Jagiellońskiego, który zajmuje się badaniami ludzkiego mózgu. – Wszystkie jego receptory działają według nieskomplikowanej zasady: komórka,
na którą wywieramy nacisk, zmienia kształt i daje impuls przekazywany następnie przez nerw do mózgu. – Jest też zmysłem paradoksalnym – opowiada dalej Szwed. – Z jednej strony najuboższym, a z drugiej, jako najbardziej intymny, najbliższy człowiekowi – kluczowym. Ilość informacji, których nam dostarcza, jest nieporównywalnie mniejsza od tych pochodzących z innych zmysłów.

 

Zasoby mózgu do jego przetwarzania też są o wiele skromniejsze. Dla porównania: do przetwarzania komunikatów wzrokowych przeznaczona jest aż jedna czwarta naszej kory mózgowej, a tylko niewielki procent odpowiada za dotyk. Jednak choć strata wzroku czy słuchu jest dla człowieka dewastującym przeżyciem, to dopiero utrata czucia, a konkretnie receptorów bólowych, grozi śmiercią. Ludzie, którzy ich nie mają, często umierają z powodu urazów i przewlekłych zakażeń mimo podejmowania wszelkich środków zapobiegawczych.

JĘZYK CIAŁA

A co się dzieje, gdy jesteśmy pozbawieni nie tyle samego zmysłu, ile dotyku innych ludzi? Sprawdzano to przede wszystkim na dzieciach. Jednym z najbardziej okrutnych eksperymentów był ten przeprowadzony w XIII w. przez cesarza Fryderyka II Hohenstaufa. Władca zakazał opiekunkom mówić w obecności dzieci i je przytulać. Liczył na to, że maluchy zaczną wypowiadać słowa w pierwotnym języku, którym posługiwali się Adam i Ewa, ale po trzech miesiącach niemowlaki zmarły. Dziś nie ma już wątpliwości, że w przypadku malutkich dzieci dotyk jest niezbędny do życia. Im częściej są głaskane i przytulane, tym lepiej się rozwijają i tym lepiej są przygotowane do tworzenia satysfakcjonujących relacji.

W życiu dorosłym kontakt fizyczny z drugim człowiekiem nie jest już wprawdzie kluczowy dla przetrwania, ale nadal odgrywa ogromną rolę. Dr Kory Floyd, profesor komunikacji na Uniwersytecie Arizony, przeprowadził badanie, z którego wynika, że osoby pozbawione bliskiego kontaktu są mniej szczęśliwe, mają małe wsparcie społeczne, większy problem z odczytywaniem emocji i ich wyrażaniem, są bardziej narażone na zaburzenia nastroju, a ich układ odpornościowy jest słabszy. Praca Floyda, na co zwraca uwagę dr Kinga Tucholska, nie daje jednak odpowiedzi, czy to brak dotyku prowadzi do tych wszystkich problemów czy też jest ich konsekwencją. – Są jednak wiarygodne badania, które mówią już jednoznacznie, że u osoby, która rzadko doświadcza dotyku, tęskni za nim i jednocześnie nie wchodzi w kontakty seksualne, żeby tę potrzebę kontaktu fizycznego z drugim człowiekiem w jakiś sposób zaspokoić, z dużym prawdopodobieństwem rozwiną się symptomy depresyjne i spadnie samoocena. Przeprowadzili je amerykańscy naukowcy dr Narissra M. Punyanunt-Carter i dr Jason S. Wrench – mówi dr Kinga Tucholska.

Do czego jeszcze potrzebny jest dotyk? Między innymi do komunikacji. Długo sądzono, że jeśli mielibyśmy próbować odczytać emocje nieznanej nam osoby tylko na podstawie tego, w jaki sposób nas dotyka, bylibyśmy w stanie odgadnąć tylko to, czy są one pozytywne czy negatywne. Jednak profesor Matthew Hertenstein z Uniwersytetu DePauw swoimi badaniami obalił ten pogląd. Zaczął od sadzania nieznajomych parami po dwóch stronach stołu, nad którym wisiała kurtyna. Uczestnicy badania nie mogli się zobaczyć. Jeden miał dotykać ręki drugiego, starając się przekazać swoje emocje. Drugi miał je odczytywać. Okazało się, że badani potrafili rozróżnić konkretne emocje. Kolejne eksperymenty Hertensteina pokazały, że bez względu na to, w której części świata żyjemy, tylko dzięki dotykowi jesteśmy w stanie z niemal 80 proc. trafnością rozpoznać osiem stanów emocjonalnych: strach, złość, niesmak, miłość, szczęście, smutek, współczucie i wdzięczność.

Kontakt fizyczny, nawet krótki, nie tylko zwiększa więc szansę na to, że zostaniemy zrozumiani, ale też, że inni ludzie będą skłonni spełniać nasze prośby. Wielokrotnie potwierdził to Nicolas Guéguen z Uniwersytetu Południowej Bretanii. W jego eksperymentach sprzedawcom samochodów muśnięcie ręki klienta pomagało zdobyć jego przychylność. Ten sam gest wykonywany przez mężczyzn wobec kobiet ułatwiał zaciągnięcie ich na parkiet w klubie nocnym, a na ulicy – zdobycie ich numeru telefonu.

 

KOJĄCA MOC

Dr Konrad Piotrowski z Uniwersytetu SWPS nie ma wątpliwości, że gdy rezygnujemy z kontaktu fizycznego, utrudniamy sobie wchodzenie w relacje i ich budowanie. – Jednak o wiele poważniejszą konsekwencją jest niemożność obniżenia napięcia nerwowego w sytuacji, kiedy tego potrzebujemy – mówi i tłumaczy: – Wprawdzie różne osoby mają różną skłonność do korzystania z dotyku w sytuacji stresowej, ale jednak każdy na pewnym podstawowym poziomie tego potrzebuje. Rodzimy się z takim właśnie sposobem obniżania napięcia. Przytulenie, pogłaskanie czy uścisk są plastrem na emocjonalne rany. Prowadzą m.in. do spadku poziomu kortyzolu. Delikatny, czuły dotyk wywołuje całą lawinę pozytywnych zmian w organizmie. Zaczynają się wydzielać endorfiny i oksytocyna – substancja, którą Cem Ekmekcioglu nazywa w swojej książce „cudownym narkotykiem”, bo poprawia samopoczucie, tłumi złość i napięcie oraz działa więziotwórczo. – Są badania, które pokazują, że nawet samo wyobrażenie sobie bycia czule dotykanym przez bliską osobę sprawia, że wzrasta nasze poczucie bezpieczeństwa i stajemy się spokojniejsi – mówi dr Konrad Piotrowski.

Dotyk łagodzi też poczucie odrzucenia i jest w stanie obniżyć lęk, zarówno ten, który pojawia się w reakcji na określony bodziec, jak i egzystencjalny. Profesor Sander Koole z Wolnego Uniwersytetu w Amsterdamie udowodnił to w eksperymencie z udziałem osób o niskiej samoocenie (ich najbardziej dotyka strach przed śmiercią). Okazało się, że by zmniejszyć ich niepokój, wystarczyło podczas wręczania im kwestionariusza przytrzymać przez sekundę otwartą dłoń na ich łopatce. Życiu bez dotyku towarzyszy często stres. A ten, jeśli utrzymuje się przez dłuższy czas na wysokim poziomie, potrafi

ROZMOWA MAGDALENA FIAŁKOWSKA, PRZYTULANIE.PL - OBJĘCIA NA ŻYCZENIE

Pomagamy samotnym i zestresowanym, czują się u nas jak u bliskich znajomych – mówi założycielka gabinetów oferujących sesje przytulania

Ewa Pągowska, Focus: Kto przychodzi do was się poprzytulać?

Magdalena Fiałkowska: Nasi klienci są w zasadzie przekrojem całego społeczeństwa. Z usług przytulania korzystają zarówno kobiety, jak i mężczyźni w wieku mniej więcej od 22 do 60 lat. Są to osoby pracujące w różnych branżach, studenci, nowo przyjezdni, a nawet osoby na emeryturze. Duże grono naszych klientów wraca do nas wielokrotnie. Po przełamaniu bariery, która może się pojawić podczas pierwszej sesji, następne spotkania są już jak spotkanie z bliskim znajomym.

Co czują przytulacze? Czy zdarzają się im niekomfortowe sytuacje?

- Z opisów doświadczeń naszych przytulaczy wynika, że jest to najprzyjemniejsza praca na świecie. Nasi przytulacze to bardzo uduchowione osoby, które chcą dawać ludziom
serdeczność i ciepło. Dbamy o to, żeby sesje były komfortowe dla obu stron, stąd zawsze przed sesją zarówno przytulacz, jak i klient przebierają się.

Czy klienci zawsze rozumieją, po co przychodzą? Przytulanie nie myli im się z kontaktem erotycznym?

- Do tej pory nie zdarzyła nam się sytuacja, w której klient nie rozumiałby, po co do nas przyszedł. Mamy bardzo klarowną komunikację. Przed samą sesją też rozmawiamy z klientem, przypominając reguły, które mówią o tym, że nasza usługa przytulania jest czysto platoniczna.
 

 

poważnie osłabić nasz układ immunologiczny. Czy kontakt fizyczny jest więc swego rodzaju szczepionką? Profesor Sheldon Cohen z Carnegie Mellon University przeprowadził eksperyment z udziałem 404 dorosłych mieszkańców Pittsburgha. Przez 14 dni co wieczór byli wypytywani telefonicznie o to, ile czasu spędzali z innymi, czy kłócili się, czuli wsparcie bliskich i byli przytulani. Później podano im wirusa wywołującego przeziębienie i obserwowano, jak radzi sobie z nim ich organizm. Okazało się, że osoby, które czuły wsparcie społeczne, szybciej pokonały chorobotwórcze drobnoustroje. Według badacza w 32 proc. było za to odpowiedzialne przytulanie.

PROFESJONALNE PRZYTULANIE

Na rosnącą potrzebę przytulania rynek odpowiada pełnym wachlarzem usług i produktów. Na przykład brytyjska firma CuteCircuit stworzyła Hug Shirt – koszulkę, która pozwala przesłać uścisk drugiej osobie. Jak działa? Nakładamy bluzkę, przytulamy się tak, jak chcielibyśmy przytulić „odbiorcę”, a ubranie za pomocą specjalnych sensorów pobiera wszystkie potrzebne informacje, np. o sile nacisku, jego lokalizacji czy temperaturze skóry. Potem przesyła je przez bluetooth do specjalnej aplikacji w smartfonie i dalej do adresata. Oczywiście, żeby on mógł cokolwiek poczuć, musi mieć na sobie taką samą koszulkę.

ANATOMIA ZAKOŃCZENIA NERWOWE W SKÓRZE - CZYM CZUJEMY?

Nie istnieje wyspecjalizowany organ, który odpowiada wyłącznie za odbieranie dotyku

Dotyk możemy odczuwać całą powierzchnią skóry, która spełnia przecież jeszcze inne funkcje – chroni przed bakteriami czy utratą ciepła. Znajdują się więc w niej zakończenia nerwowe, które prowadzą do różnego rodzaju receptorów. Te, które reagują na odkształcenia mechaniczne np. ucisk, to mechanoreceptory. Należą do nich ciałka Paciniego, ciałka Ruffiniego, ciałka Meissnera i tarczki Merkla. Różnią się od siebie m.in. miejscem położenia (jedne są w naskórku, inne w skórze właściwej), szybkością adaptacji i działaniem, np. jedne reagują tylko na ucisk, inne również na wibracje o wysokiej, a jeszcze inne o niskiej częstotliwości.

Najgęściej rozmieszczone są na opuszkach palców, języku, czubku nosa, zewnętrznych narządach płciowych, brodawkach sutkowych i w okolicach odbytu – te części ciała są więc najbardziej wrażliwe na dotyk. Najmniej – plecy, ramiona i uda. Oczywiście silny dotyk może też sprawić ból i uaktywnić nocyreceptory, które informują mózg nie tylko o tym, że jakiś bodziec wystąpił, ale że jest on niebezpieczny.

Japończycy z kolei wymyślili krzesło, na którym można się poczuć tak, jakbyśmy siedzieli w objęciach na czyichś kolanach. Wzrasta też zainteresowanie masażami. Niektórzy nawet zamawiają sobie taką usługę do biura i korzystają z niej w przerwie na lunch. Co ciekawe, pojawia się też wiele zajęć, podczas których instruktorzy uczą automasażu – całego ciała lub twarzy (głaskanie samego siebie też działa kojąco). Sporo kontrowersji budzą przytulane party, podczas których kompletnie ubrani nieznajomi dotykają siebie nawzajem w nieerotyczny sposób.

„Przytulankowe imprezy są wynalazkiem nowojorskim – pisze Cem Ekmekcioglu. – Obecnie w USA rozwinął się z tego prawdziwy ruch, również w obszarze niemieckojęzycznym przytulane party cieszą się coraz większym zainteresowaniem”. W dr. Konradzie Piotrowskim takie spotkania budzą mieszane uczucia: – Z jednej strony wyobrażam sobie, że osoby bardzo samotne, pozbawione fizycznego kontaktu z drugim człowiekiem, płacąc za przytulanie, realnie coś zyskują. Z drugiej ich nastrój poprawia się na krótko i pewnie lepiej byłoby, gdyby popracowały nad relacjami, żeby zbliżyć się do drugiego człowieka na co dzień.

Ewa Pągowska – dziennikarka i redaktorka, uprawia tai-chi, lubi planszówki i literaturę dziecięcą.