powrót
Focus na życie w dobrym stylu
  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie

Focus na życie w dobrym stylu. Lifestyle'owy magazyn o zdrowiu, domu, podróżach, kulturze i relacjach - codziennie o tym, co realnie wpływa na jakość życia.

FacebookPlatforma XYoutubeInstagram

Nasze tematy

  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie
  • Parenting
  • Podróże
  • Kultura
  • Promocje
  • Styl życia
  • Pupile

Redakcja

  • Polityka prywatności
  • Redakcja
  • Kontakt

© 2026 focus.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.

theprotocol.it
Kultura

Ograłem nowego Cyberpunka. Teraz wiem, że ta gra może namieszać na rynku

Rekordowy sukces na platformie Kickstarter mówi sam za siebie – świat pragnął kolekcjonerskiej gry karcianej w świecie Cyberpunka, a dokładniej mówiąc, Cyberpunka 2077, którego CD Projekt Red w tym akurat zakresie powierzył firmie WeirdCo. Co więc ma do zaprezentowania podstawowa wersja gry, do której za kilka miesięcy uzyska dostęp każdy, kto wybrał choćby najniższy poziom wsparcia kampanii?

MMateusz Łysoń
Mateusz Łysoń
1h temu·6 minut
Ograłem nowego Cyberpunka. Teraz wiem, że ta gra może namieszać na rynku

Kiedy piszę o podstawowej wersji gry Cyberpunk TCG, to mam na myśli stworzony specjalnie dla recenzentów zestaw Alpha Kit. Obejmuje on dwie talie, dwa zestawy sześciu kostek, dwie papierowe plansze (po jednej dla gracza) oraz wersję jednej legendy w wydaniu foil. Co ciekawe, jedna z talii jest nawet źle zbudowana (znalazła się w niej karta o zbyt wysokim koszcie), ale nie utrudnia to oceny samego projektu tej nowej karcianki. 

Dlaczego Cyberpunk TCG jest karcianką godną uwagi?

Najważniejsze jest to, że ewidentnie nie jest to projekt z gatunku wielkich skoków na kasę, żeby ot tak niskim kosztem sprzedać kolejny produkt w świecie Cyberpunka. Widać to zarówno w samym designie skrojonym akurat pod uniwersum, jak i wykonaniu kart, które na całe szczęście nie są pełne znanych nam grafik z gry. Wspominam o tym nie bez powodu, bo w moich oczach recykling grafik to ogromna bolączka zwłaszcza ostatniego projektu polskiej firmy Go On Board, która projektuje planszówki we współpracy z CD Projekt Red. Uczciwie trzeba jednak przyznać, że w talii znalazła się pewna grafika (Mandibular Upgrade), która została bezpośrednio przeniesiona (i nieco ustylizowana) z trailera Cyberpunka 2077.

To, co jest najlepszym wyróżnikiem Cyberpunk TCG, to zasady, które zostały wplecione w ciekawy sposób w to uniwersum. Nie ma tutaj prostej zabawy z bohaterami o konkretnej sile oraz punktach życia, ale naturalnie nie jest to gra, która wywraca wszystkie zasady tego typu karcianek do góry nogami. Kompletnie nie. U samych podstaw to doskonale nam znana tradycja – dobieramy karty w postaci jednostek, jednorazowych programów (wydarzeń) i sprzętu (ulepszeń jednostek), mamy odnawiające się co rundę zasoby w postaci sprzedanych kart (lub legend, o których za chwilę), a naszym celem jest zdominowanie przeciwnika. To właśnie tutaj zaczyna robić się ciekawie. 

Czytaj też:Recenzja gry planszowej Everdell Duo. Klasyk w wersji dla dwóch osób

Aby wygrać grę, musimy na początku swojej tury posiadać w zasobach sześć “gigsów”, czyli kostek, których cały zestaw znajduje się z boku planszy na początku rozgrywki. Każda nasza tura obejmuje trzy etapy i zaczyna się od dobrania karty z talii, rzucenia jedną kością (od D4 do D20, z czego D20 rzucamy jako ostatnią, a pozostałe w dowolnej kolejności), a następnie całkowicie opcjonalnych akcji w postaci sprzedania jednej karty na odnawialne co rundę eurodolary, odwrócenia jednej losowej legendy oraz zagrania dowolnej liczby kart (płacąc ich koszt w eurodolarach). Ostatni (trzeci) etap sprowadza się do wyprowadzania ataków swoimi jednostkami. Ich celem mogą być albo wyczerpane (zwykle atakujące w poprzedniej rundzie) jednostki przeciwnika, albo sam przeciwnik. Pierwszy rodzaj ataku skutkuje zniszczeniem jednostki o niższej sile (lub obu jednostek w razie remisu), a drugi zabraniem jednej kostki z puli wroga (lub większej liczby za każde pełne 10 punktów siły atakującej jednostki).

Tego typu tury rozgrywamy naprzemiennie aż do momentu, w którym jeden z dwóch graczy rozpocznie turę z sześcioma kostkami w swojej puli lub kiedy obaj gracze zakończą swoje rundy bez dobierania kostki z placu zasobu, a jeden z nich w dowolnej chwili będzie miał siedem kostek. Czy to skomplikowane? Oczywiście nie, ale samo przerzucenie warunku wygranej z punktów siły na kwestię podkradania kostek sprawia, że Cyberpunk TCG to karcianka unikalna. Zwłaszcza że same kostki oraz wyniki, które na nich wypadły, określają nasz aktualny poziom pobocznego modyfikatora w postaci Street Cred, od którego zależą działanie niektórych kart. Innymi słowy, dodaje to kolejną warstwę kombinowania i strategii, ale niestety obie talie kart nie robią z niego aż tak dużego użytku, aby móc wyczuć pełen potencjał tego pomysłu. Dlatego też znacznie więcej mojej uwagi przyciągnęły karty-legendy.

Tutaj musimy wrócić do podstaw. Jak wspomniałem wcześniej, główną walutą/zasobem w Cyberpunk TCG są eurodolary, których na początku gry zawsze mamy dokładnie trzy w postaci trzech losowo rozmieszczonych legend. Legendy to z kolei konkretne postacie z uniwersum, które możemy w swojej turze odwrócić za dwa eurodolary, aby uzyskać do nich dostęp z ciągłym zachowaniem ich funkcji jako eurodolara. Jedne mają typowe pasywki, drugie działają w momencie ich odkrycia, a trzecie możemy potraktować jako jednostki, opłacając ich koszt i wprowadzając na pole jednostek. To wprowadzenie (określane słowem-kluczem “Go Solo”) ma jednak swoją cenę, bo choć zyskujemy w tej chwili jednostkę, to bezpowrotnie tracimy jednego eurodolara.

Czytaj też:Recenzja Wiedźmin: Ścieżka Przeznaczenia. Niczym gra wideo pocięta dla sprzedaży DLC

Cyberpunk TCG wyróżnia się tym samym kartami legend, walką o kostki (gigsy), dodatkowym zasobem (Street Creed) oraz ograniczeniem kart do mocy (a nie mocy i życia), co daje ciekawy powiew świeżości na rynku. Jedyny zarzut, jaki można mieć do samego designu, to oparcie systemu zasobów na kartach, bo przez obecność legend wprowadza to pewien bałagan na stole. Zwykle można machnąć na to ręką, bo przecież karcianka to karcianka, ale jako że i tak do gry potrzebujemy kostek, to byłoby racjonalne, aby zrezygnować również z wykorzystywania kart w roli waluty i po prostu dorzucić do zestawu żetony, które zdobywałoby się poprzez usuwanie kart z gry, zamiast odkładać je do obszaru zasobów. Jest to już jednak tylko mój przejaw czepialstwa, bo sama zabawa w Cyberpunk TCG udowodniła mi, że w tej karciance kolekcjonerskiej drzemie ogromny potencjał. Pomysł jest też pozornie wadliwy, bo może twórcy planują już mechanikę, która zacznie dotykać kart jako surowców.

Recenzja Cyberpunk TCG – podsumowanie

Na pewno więc na Cyberpunk TCG warto czekać, bo u samych podstaw jest to bardzo ciekawa i dobrze rokująca pełnoprawna kolekcjonerska gra karciana. Wiecie, jest to ot szybka gierka rywalizacyjna, którą rozegracie ze znajomym w przerwie na kawę. Inna sprawa, że na pewno nie jest ona warta tych około 180 złotych za dwie podstawowe talie w kwestii czysto surowej zabawy i gameplayu. Stówka? Spoko – wtedy grę Cyberpunk TCG można byłoby polecić w ciemno. Jeśli jednak szukacie najlepszego stosunku ceny do zabawy w przypadku gier 1v1, to na rynku znajdziecie całą masę lepszych planszówek i tańszych karcianek. No, naturalnie jeśli nie zależy wam na samym uniwersum Cyberpunka, bo w tym przypadku ten “podatek od marki” jak najbardziej obowiązuje. Osobiście jednak uważam, że najpopularniejszy zestaw Netrunner Starter Kit za około 1360 złotych to sroga przesada jak na tego typu projekt.

Czytaj też:Recenzja Everdell: Dalekobrzeg. Nie grałem w Everdella i sprawdziłem “lepszego następcę”

Musimy pamiętać, że w przypadku tego typu produktów trudno przewidzieć, czy Cyberpunk TCG będzie na tyle popularny, że bez problemu znajdziecie w swojej okolicy innych graczy, oraz jak twórcy podejdą do nowych dodatków, podaży oraz balansowania nowych kart w dłuższej perspektywie. Jak to bowiem z kolekcjonerskimi produktami bywa, wiele kwestii jest niepewnych, bo przykładowo inwestowanie w wyjątkową talię, kolekcjonowanie unikalnych kart czy po prostu zbieranie kart dla samej radości ze zbierania czegoś mającego pewną wartość jest bezpośrednio powiązane z tym, jak spiszą się twórcy w dłuższej perspektywie czasu. Mogą bowiem popełnić tak wiele błędów przy rozwijaniu fizycznej gry tego typu, że głowa mała i nawet zebrana kwota rzędu ponad 101,8 miliona złotych od ponad 50 000 wspierających nie jest tutaj gwarancją niczego.

logo
polecamy
icon
MMateusz Łysoń

Mateusz Łysoń

Pisze od 2016 roku na przeróżne tematy - od gier, po nowe technologie i na najpotężniejszych systemach wojennych kończąc. Poza tym tworzy gry i jest autorem książki fantasy pod tytułem Powrót do Korzeni.

Więcej tekstów autora→
Udostępnij
FacebookX