Uderzyła po raz pierwszy na wiosnę, ale wówczas była jeszcze zbyt słaba. Gdy wróciła jesienią, okazała się przygotowana tak dobrze, że nie mieliśmy żadnych szans. Obiegła kulę ziemską, zabijając przede wszystkim młodych zdrowych ludzi. Liczba jej ofiar przekroczyła 70 mln. Historia zapamiętała ją jako hiszpankę – najbardziej śmiercionośną epidemię grypy, z jaką dotychczas mieliśmy do czynienia. Ale to może się wkrótce zmienić za sprawą wirusa takiego jak A/H1N1. Wstępne analizy wykazały bowiem, że świńska grypa ma wszelkie cechy szczepu pandemicznego i możliwe, że za kilka miesięcy zaatakuje nas znowu. A w dzisiejszym świecie taka choroba mogłaby bez trudu uśmiercić 180 mln ludzi – prawie pięć razy więcej niż dziś mieszka w Polsce.


Możemy tego uniknąć. Być może lekcja, jaką dała światu świńska grypa, sprawi, że politycy zaczną poważniej traktować naukowców, którzy od lat apelują o przeznaczenie większych środków na badania nad nową generacją szczepionek. Bo tylko w ten sposób możemy wygrać z wirusami, które prędzej czy później znów dobiorą nam się do skóry.

MEDYCYNA PRZEGRYWA Z EWOLUCJĄ


Statystycznie każdy mieszkaniec Ziemi przynajmniej raz do roku pada ofiarą infekcji wirusowej. W 10–20 proc. przypadków jest to „zwykła” grypa – z jej powodu do szpitali trafia 3–5 mln ludzi rocznie, a 250–500 tys. z nich umiera wskutek powikłań. Dzieje się tak, choć przeciwnik jest znany od dziesięcioleci, a lekarze mają do dyspozycji leki przeciwwirusowe. Jednak wirusy przez miliony lat ewolucji stały się pasożytami niemal idealnymi.

Jedną z ich podstawowych broni jest prostota. Wirus to nic innego jak kawałek informacji genetycznej otoczonej białkową osłoną – kapsydem. DNA czy RNA najbardziej paskudnych mikrobów koduje zaledwie kilka białek (wirus grypy ma ich osiem). Ich geny podlegają ciągłym mutacjom i przetasowaniom – meksykański szczep H1N1 to genetyczna mieszanka wirusów świńskich, ptasich i ludzkich. Taka zmienność sprawia, że farmakologia jest bezradna – trudno jest opracować lek skutecznie blokujący wirusowe białka. A że wirusy mnożą się w naszych komórkach, mniej precyzyjne farmaceutyki uderzają bezpośrednio w nasz organizm.

Świńskia grypa okazała się wrażliwa na dwa istniejące leki: oseltamivir i zanamivir. Teoretycznie dzięki nim możemy zatrzymać rozwój epidemii. Jednak gdyby H1N1 zaatakował na wielką skalę na całym świecie, zapasy mogłyby okazać się niewystarczające. Co gorsza, masowe stosowanie farmaceutyków to prosta droga do „wyhodowania” szczepów lekoopornych – a wtedy będziemy niemal zupełnie bezbronni. Tak naprawdę leki pomagają niektórym pacjentom przetrwać do momentu, w którym ich układ odpornościowy „obudzi się” i zacznie niszczyć wirusa. Dlatego jedyną naprawdę skuteczną bronią może być szczepionka.

FATALNE JAJA


Dziś szczepienia przeciw grypie trzeba powtarzać co roku, aby były w miarę skuteczne.

Światowa Organizacja Zdrowia typuje trzy najgroźniejsze szczepy, które mogą w danym okresie wywołać pandemię. Przypomina to grę w ruletkę – trafić jest trudno, natomiast nietrafiona szczepionka może tylko pogorszyć sytuację. Na dodatek cykl produkcji preparatu jest bardzo długi – trwa do sześciu miesięcy. Winę za to ponosi stosowana od półwiecza technika produkcji, czyli namnażanie wirusów w kurzych zarodkach. Firmy potrzebują w tym celu setek milionów jaj, a z każdego uzyskują materiał na zaledwie jedną czy dwie szczepionki. A jeśli zarodki zainfekuje przypadkiem inny wirus, cała partia idzie do kosza.

Dlatego uczeni szukają innych „pożywek” dla wirusów – linii komórkowych, które można łatwo namnażać i kontrolować w laboratorium. Jednym z takich rozwiązań jest wykorzystanie komórek owadów, a konkretnie ćmy zwanej rolnicą gwoździówką (Spodoptera frugiperda). Dzięki temu można skrócić czas produkcji szczepionki o jeden–dwa miesiące. „Jest to jednak na razie droższe niż wykorzystanie zarodków kurzych” – podkreśla prof. Andrzej Piekarowicz, kierownik Zakładu Wirusologii Uniwerstytetu Warszawskiego.

AMUNICJA UNIWERSALNA