KOLOROWE MASKI

Po jakimś czasie umysł Hofmanna zaczął wracać do normy. Strach i przerażenie ustąpiły szczęściu i wdzięczności. „Fantastyczne obrazy przelewały się przeze mnie, zmieniając, bawiąc, otwierając się w kręgach i spiralach, wybuchając w różnobarwnych fontannach, łącząc i grupując się w ciągłej przemianie. Docierało do mnie ze szczególną wyrazistością, jak doznania akustyczne, takie jak odgłos klamki u drzwi lub odgłos przejeżdżającego samochodu, przekształciły się w doznania wzrokowe. Każdy dźwięk generował żywo zmieniający się obraz, posiadający spójną formę i kolor” – wspominał Hofmann. Po kilku godzinach zmysłowych doznań zasnął. Nazajutrz był już pewny, że LSD jest substancją psychoaktywną o niezwykłej mocy. Nauka nie poznała dotąd związków, które wywoływałyby tak silne doznania psychiczne. Co więcej, podczas działania substancji nie została zakłócona zdolność zapamiętywania. Hofmann cały czas był świadomy i nawet po latach pamiętał tamte doznania.

Pod koniec lat 40. doktor nawiązał kontakt z Ernstem Jüngerem. W książkach niemieckiego pisarza odnalazł opisy bliskie jego doświadczeniom z LSD. Korespondencyjna znajomość zmieniła się w przyjaźń. To, co dziś nazwalibyśmy wspólnym ćpaniem, oni uznali za naukowy eksperyment. Nad jego przebiegiem czuwał prof. Heribert Konzett, lekarz i farmakolog. On także zaaplikował sobie dawkę LSD. „Ernst Jünger podziwiał nasycone kolorami orientalne obrazy, ja podróżowałem pośród plemion berberyjskich w północnej Afryce, obserwując barwne karawany i bujne oazy”. Siła doznań była jednak niewystarczająca. „W porównaniu z tygrysem meskaliny, twoje LSD to tylko domowy kotek” – zauważył Jünger. Gdy chemik zwiększył dawkę, pisarz zmienił zdanie. Tym razem zrobili to przy dźwiękach Mozarta. „Znaleźliśmy się blisko ostatecznych drzwi” – napisał Hofmann. Wrażenia były niezwykle silne. Nie słyszał muzyki, ale szklane laleczki. Na widok książek w bibliotece zapisał: „Jak czerwone złoto, wyciągnięte ze środka na zewnątrz”. Drogą przechodziły dzieci w maskach, przejeżdżały kuligi. Hofmann otworzył okno. Dostrzegł wielobarwne maski w radosnym błękicie.
 

NA CZERWONYCH OBCASACH

Doświadczenia z LSD nie przeszkodziły Hofmannowi w pracy naukowej. W uznaniu zasług został mianowany członkiem Komitetu Noblowskiego. W 1955 roku do laboratorium naukowego firmy Sandoz w Bazylei trafiły nasiona mimozy. Indianie znad Orinoko używali ich jako środka pobudzającego. Zakopywali nasiona i czekali, aż sfermentują. Wtedy mieszali je z popiołem spalonej łuski węża i przez wydrążoną kość ptaka wciągali proszek do nosa. Hofmann chciał się dowiedzieć, jaka substancja wywoływała u Indian agresję, dzięki której pokonywali wrogów.

Niemal dokładnie w tym samym czasie dowiedział się z prasy, że amerykańscy naukowcy odkryli grzyby, wywołujące halucynacje. Zażywali je podczas ceremonii religijnych Indianie w Meksyku. Grzyby, nazywane przez Indian ololiuqui, Hofmann pozyskał dla swojego laboratorium. Próbował wyizolować z nich aktywny składnik. Ku jego zdumieniu okazał się on chemicznie blisko spokrewniony z LSD. Badacz doszedł do wniosku, że LSD, choć jest owocem chemii syntetycznej, należy do grupy świętych meksykańskich narkotyków. Od tego momentu zaczął przypisywać mu znaczenie sakralne. Kolejne eksperymenty postrzegał w kategoriach duchowych, mistycznych. W tym przekonaniu utwierdziła go podróż do Meksyku i udział w rytualnych obrzędach religijnych z udziałem magicznych grzybów. Po powrocie do Bazylei podjął badania nad teonanacatl, meksykańskimi grzybami halucynogennymi. Chciał ustalić, czy działanie narkotyczne roślin może być użyteczne w medycynie. Efektem tych prac było wyizolowanie psylocybiny i psylocyny, dwóch niezwykle aktywnych substancji. Rozważaniom teoretycznym towarzyszyły eksperymenty praktyczne. Doświadczeniu z grzybami znów towarzyszył Jünger, który zapisał: „Kobieta wyłoniła się zza zasłony. Widziałem jej buty z czerwonymi obcasami. Podwiązki podtrzymywały grube uda i poruszały nimi. Olbrzymie piersi, mroczna Delta Amazonki, papugi, piranie, wszędzie półszlachetne kamienie. Weszła do kuchni albo może to była piwnica. Błyski, szepty, syki i iskry były nie do odróżnienia. Wyglądało, jakby skupiały się, zawieszone w górze, pełne oczekiwania. Zrobiło się gorąco nie do zniesienia. Odrzuciłem koc. Pokój rozświetlił się nieco”.