NA INDEKSIE

Pod koniec lat 50. cudowne dziecko Alberta Hofmanna zaczęło sprawiać trudności. Zamieszczane w prasie opisy doświadczeń naukowców z substancjami psychoaktywnymi rozbudziły zainteresowanie LSD. Ludzie zaczęli się nim odurzać. Mania LSD, zwłaszcza w USA, przybrała rozmiary społecznej epidemii. Hipisi uważali go za święty narkotyk, a Hofmanna za swojego guru. Jego dom w Bottmingen stał się celem pielgrzymek. Doktor sprzeciwiał się nadużywaniu „kwasu” jako narkotyku służącego rozrywce. Do dziś uważa, że ludziom Zachodu brakuje duchowego przygotowania. „Dlatego Indianie mówią: zanim wezmę świętego grzyba, muszę pościć, muszę się modlić, muszę być czysty. Wtedy grzyb zbliży mnie do Boga”.

Niestety, amatorom z LSD brakowało takiej refleksji. W końcu stało się najgorsze. Kilka podróży na „kwasie” zakończyło się tragicznie. Ludzie ginęli, skacząc z dachu, pewni, że potrafią latać. Cudowne dziecko wymknęło się spod kontroli. Zakłady Sandoz zaprzestały produkcji, a CIA wykupiła zapasy LSD. Z substancją eksperymentowała amerykańska armia. Dr. Olsona, naukowca wojskowego, testującego na sobie działanie „kwasu”, znaleziono martwego. Lekarze dowodzili, że – zwłaszcza u osób z zaburzeniami osobowości – LSD powoduje depresje, załamania nerwowe, próby samobójcze. Podobnej argumentacji przeciwnicy LSD używają do dzisiaj. Znane są przypadki, że stan po „kwasie” utrzymywał się przez trzy tygodnie. 15% badanych doświadczyło uczucia tzw. flashbacku – niespodziewanego nawrotu wrażeń halucynogennych – które zdarzało się nawet po kilku tygodniach czy miesiącach. Niektórzy, wskutek częstego zażywania LSD, popadli w schizofrenię. W 1966 roku władze USA zakazały posiadania i produkcji LSD. Kilka miesięcy później podobnie uczyniły rządy Niemiec i Szwajcarii.

JESIEŃ W RAJU

Hofmann nie przejął się zakazem. Jeszcze w wieku 64 lat, wspólnie z Jüngerem eksperymentował z LSD. Z okazji jubileuszu, w kwietniu tego roku gościł na światowym sympozjum w Bazylei. W auli Muzeum Kultur profesorowie, naukowcy, artyści i terapeuci przekonywali, że LSD nie jest środkiem odurzającym, tylko „cudownym narkotykiem”. Referat wygłosił też sam jubilat. Mimo że prawo Szwajcarii stawia jego narkotyk na równi z heroiną, zebrał rzęsiste oklaski. Hofmann nigdy nie przeczył, że LSD może być niebezpieczne. Mimo wielu lat eksperymentowania z narkotykami – dożył 102 lat. Do końca zachował zadziwiającą sprawność ciała i umysłu. Chwalił się, że w wieku 100 lat nie musiał nawet nosić okularów. „Gdybym musiał żyć w mieście, z całą pewnością już bym umarł. Mam szczęście, że mieszkam w raju, w Rittimatte. Gdy się żyje w raju, to się go nie chce opuszczać” – odpowiadał, pytany o receptę na długowieczność. Twórca LSD nigdy nie poddał się badaniom, które potwierdziłyby wpływ LSD na jego organizm. Dożył swych dni w spokoju.

Zmarł 29 kwietnia 2008 roku.