Zostawić rolę za sobą

Ciekawe, czy dla współczesnych mężczyzn granie geja to nie igranie z tożsamością seksualną, tak płynną w dobie metroseksualności? Problem może pojawić się wtedy, gdy aktor hetero zaczyna geja szukać w sobie – twierdzi psycholog Piotr Mosak. „Niestety wiele szkół aktorskich praktykuje taką metodę wcieleniową. Znajdź w sobie mordercę, geja, chorego. A to tak nie działa. Bo prawdopodobnie takiej cechy w sobie nie znajdę, a nawet jeśli, to trudno będzie mi to zagrać. Albo znajdę, i co wtedy?” – pyta. „Dla zdrowia psychicznego i wiarygodności roli aktor powinien ją poczuć. Tak jak w teorii białej karty, którą często stosują psycholodzy: ma stać się homoseksualistą na czas grania spektaklu czy kręcenia filmu, wykorzystując własną fizyczność i sposób myślenia. Zrozumieć bohatera. A potem zostawić rolę za sobą”.

Jeden z aktorów broadwayowskich, prywatnie gej, wygłupiał się niedawno w amerykańskim talk-show. „Zagrałem w życiu tyle gejowskich ról, że ludzie zaczynają myśleć, że jestem hetero!”. Jego słowa to nie tylko autoironia, ale też potwierdzenie obiegowej opinii środowiska aktorskiego, że tylko heterycy mogą dobrze zagrać gejów. „Gej w życiu to niekoniecznie dobry gej na scenie. Aktor heteroseksualny buduje pewien dystans, tworzy rolę i ten proces jest zrozumiały dla publiczności. Dla obu stron takie przedstawienie jest bezpieczne” – potwierdza David Gerstner, profesor nowojorskiego City University. Z kolei John M. Clum w książce „Still acting gay: male homosexuality in modern drama” pisze, że tak jak dawniej o homoseksualizmie pisali tylko heteroseksualiści, tak teraz gejów w filmach i sztukach grają aktorzy hetero. Dlaczego kiedy geja gra aktor hetero, wierzymy mu bardziej, niż kiedy homoseksualista wciela się w rolę heteryka?

Prof. Matt Bell z amerykańskiego uniwersytetu Bridgewater State College tłumaczy to „teorią kolonizatorów”. „Według standardowej postkolonialnej fantazji tylko biali mężczyźni Zachodu, oczywiście o orientacji heteroseksualnej, mają prawo posiąść na własność umysł i tożsamość innych. Bo w założeniu tylko biały umysł hetero jest w stanie zrozumieć i przełożyć »inność« na »naszość«. W taki sam sposób, jak kolonizatorzy wyjaśniali swoim społeczeństwom, kim są tubylcy, aktorzy hetero przedstawiają widzom wciąż egzotyczny świat gejów i lesbijek”.

 

Gej nie zagra geja?



Dobrze zagrać geja to dla aktora hetero w miarę prosta droga na szczyt sławy. Co ciekawe, w drugą stronę tak to nie działa. Colin Firth, prywatnie szczęśliwy mąż i ojciec, za rolę homoseksualnego profesora w debiutanckim filmie Toma Forda dostał nominację do Oscara. Mimo to w wywiadach przyznawał szczerze: „Polityka filmowa wciąż mnie zadziwia. Jeśli wszyscy wiedzą, że jesteś hetero, a zagrasz geja, dostajesz
nagrody. Ale jeżeli jesteś gejem i chcesz zagrać heteroseksualistę, nie dostaniesz roli. Nie dostanie też dzisiaj roli gej, który chce zagrać  geja. Te niewidzialne bariery strasznie mnie smucą”.

Przykładem może być inny Brytyjczyk Rupert Everett, który dopóki nie ujawnił swojej homoseksualnej orientacji, często grywał amantów. Teraz zostają mu role drugoplanowe. „Sukces roli, którą grasz, tylko w połowie jest w twoich rękach. Tak naprawdę lejce trzyma publiczność. Jeśli uwierzy, kim jesteś, wspaniale. Jeśli nie, masz problem” – tłumaczy kłopot z zatrudnianiem aktorów gejów amerykański profesor Sean Griffin, wykładający teorię kina i telewizji na Southern Metodist University. Po części winą za to można obarczyć kulturę celebrycką, która odziera aktorów z prywatności. To dlatego homoseksualny aktor serialu „Will and Grace” Sean Hayes nie ma szans na zagranie heteroseksualnego macho, nawet jeśli technicznie się do tego nadaje.