Zbrodnia doskonała?

Znawcy tematu podkreślają, że nawet najgłębiej zahipnotyzowana osoba nie jest bezwolna. Człowiek będący w transie nie wykona polecenia, które jest niezgodne z jego sumieniem.

Hipnotyzerzy uspokajają, że gdyby polecić komuś, aby wyskoczył przez okno - nie uczyni tego. W takich przypadkach ludzie natychmiast się budzą. Nawet najwytrawniejszy hipnotyzer nie jest zdolny utrzymać transu, jeżeli wydaje polecenia sprzeczne z wartościami wyznawanymi przez zahipnotyzowanego. Gdyby jednak hipnotyzer zasugerował, że jest upalny dzień, a za oknem znajduje się wspaniały basen... Wszystkie autorytety przyznają, że taka sugestia spowodowałaby wykonanie polecenia – zahipnotyzowany skoczyłby z okna.

Dowodzi to, że zabezpieczenie w postaci naszego sumienia można obejść. Ktoś, komu wydaje się, że jest na planie filmu i strzela tylko na niby, teoretycznie może być wykorzystany do prawdziwego zabójstwa. Taki człowiek nie będzie miał oporów przed pociągnięciem za spust. Jemu się przecież wydaje, że to jedynie gra.

Oczywiście, to tylko teoria. Dotychczas nie odnotowano przypadków hipnotyzowania ludzi w celu popełnienia zbrodni. Jedynym oficjalnie przedstawionym przypadkiem wykorzystania hipnozy do celów przestępczych była afera z Hindusami okradającymi sklepy we Włoszech.

Strach ma wielkie oczy

Czy moc, jaką daje hipnoza, oznacza, że należy się bać hipnotyzerów? Z pewnością nie. Chociaż można ją wykorzystać w niecnym celu - zazwyczaj jednak dzięki niej można człowiekowi pomóc. Specjaliści podkreślają skuteczność sugestii hipnotycznej w leczeniu rożnych uzależnień, nerwic, a także łagodzeniu bólu.

Wojciech Górecki stosuje hipnoterapię w leczeniu alkoholików. Twierdzi, że w 95 procentach przypadków uzależnienia na stałe znikają już po kilku seansach. Często korzysta z hipnozy regresywnej. W czasie seansu „cofa” więc swoich pacjentów do czasów niemowlęcych, a nawet okresu płodowego.

„Trzeba pamięć przykrego zdarzenia wyjąć z mroków podświadomości” - mówi Górecki. „Ujawnić ją, pokazać pacjentowi i przemienić tamten strach w oswojonego wróbla”. Często seanse odbywają się w płytkim transie. Jak twierdzi, głębokość hipnozy nie jest wyznacznikiem sukcesu terapii.

Hipnoterapeuta Ryszard Bohiński stosuje hipnozę głęboką. Mówi, że taki trans szybciej przynosi efekty. Nie trzeba powtarzać - sesji tak wiele razy, jak w przypadku płytkiej hipnozy. Bohiński również zajmuje się uzależnieniami. Jego ponadprzeciętne zdolności pomogły też niejednemu otyłemu w zrzuceniu nadwagi, wiele osób cierpiących na nerwice odzyskało wewnętrzny spokój.

Z pomocy hipnotyzerów czasami korzysta nawet policja, ale dzieje się tak w sporadycznych przypadkach „Kilka lat temu prowadziliśmy sprawę napadu na bank w Otwocku” - opowiada Grażyna Puchalska z Komendy Głównej. „Świadkowie nie pamiętali sprawców, w wyniku przeżytego stresu nie potrafili powiedzieć nic konstruktywnego. Wtedy poprosiliśmy o pomoc hipnotyzera. Zeznania w transie oczywiście nie mogły być dowodem w sprawie, ale umożliwiły sporządzenie portretów pamięciowych”.

W Polsce nie odnotowano przypadku, by wykorzystywano hipnozę przeciw człowiekowi. Jak twierdzi Ryszard Bohiński, hipnozą interesują się ludzie, którzy chcą pomagać, a nie szkodzić. Wtajemniczeni hipnotyzerzy nie przekazują zresztą swej wiedzy niepewnym osobom. „Na ucznia można wziąć tylko kogoś zaufanego. Nie wyobrażam sobie, żeby któryś z hipnotyzerów szkolił niesprawdzoną osobę” - zapewnia hipnotyzer - „A my potrafimy rozpoznać, co drzemie w człowieku. Wystarczy jeden seans...”