Mężczyzna był ogólnie zdrowy, a pierwszą infekcję przeszedł 4,5 miesiąca temu. Teraz ponownie wykryto u niego zakażenie koronawirusem. Po dokładnej analizie okazało się, że za każdą z infekcji odpowiada inny szczep wirusa. Tym samym pacjent z Hongkongu stał się pierwszym na świecie udowodnionym przypadkiem reinfekcji.

Na doniesienia naukowców natychmiast zareagowała Światowa Organizacja Zdrowia, która zaapelowała, aby nie wyciągać pochopnych wniosków na podstawie przypadku jednego pacjenta.

 

 

Ryzyko wystąpienia reinfekcji w tak krótkim czasie mogłoby oznaczać, że szczepionki opracowywane w światowych laboratoriach okażą się niewystarczającym środkiem do opanowania pandemii wirusa. Eksperci twierdzą jednak, że ponowne zakażenia mogą być rzadkie i niekoniecznie poważne. Wskazują, że w świetle obecnych danych – ponad 23 mln potwierdzonych przypadków na całym świecie – pierwszy przypadek reinfekcji nie powinien niepokoić, ale z pewnością niezbędne są dalsze badania w tym kierunku.

Odporność zbyt krótka?

Dotychczasowe badania nad odpornością na koronawirusa SARS-CoV-2 pokazują, że osoby zakażone rozwijają silną odpowiedź immunologiczną. Wyniki badań nie są jednak spójne – podczas, gdy niektóre pokazują, że siła odpowiedzi nie jest zależna od nasilenia objawów chorobowych, inne sugerują, że najmocniejszą i najtrwalszą odpowiedź immunologiczną można zaobserwować u chorych, u których COVID-19 miał poważny przebieg.

Nadal też nie znaleziono jasnej odpowiedzi na pytanie, jak długo utrzymuje się naturalna ochrona organizmu przed koronawirusem. Niektóre badania mówiły o co najmniej czteromiesięcznej ochronie, a inne stwierdzały, że przeciwciała przeciwko koronawirusowi zaczynają słabnąć i zanikać już w 21 dni od ustąpienia objawów.

WHO stwierdziła, że ​​aby dowiedzieć się więcej na temat ryzyka reinfekcji, potrzebne są większe badania przeprowadzone w dłuższym czasie na osobach, które wcześniej chorowały na koronawirusa.

 

Druga infekcja łagodniejsza

Raport Uniwersytetu w Hongkongu, który ma zostać opublikowany w Clinical Infectious Diseases, mówi, że przy pierwszej infekcji mężczyzna spędził 14 dni w szpitalu, zanim uznano go za zdrowego. Przy kolejnej infekcji nie miał objawów, a obecność koronawirusa stwierdzono u niego podczas rutynowych testów – badając ślinę podczas kontroli na lotnisku.

 

 

– To bardzo rzadki przykład reinfekcji i nie powinno to negować globalnego dążenia do opracowania szczepionek COVID-19. Należy się spodziewać, że wirus będzie z czasem naturalnie mutował – powiedział w rozmowie z BBC Brendan Wren, profesor z London School of Hygiene and Tropical Medicine.

Dr Jeffrey Barrett zajmujący się badaniami nad genomem SARS-CoV-2 w Wellcome Sanger Institute, stwierdził, że ponowne infekcje mogą okazać się rzadkie i nie tak poważne. – Chociaż nie wiemy, czy ta osoba była zaraźliwa podczas drugiego epizodu – zwrócił uwagę.

Pacjent z Hongkongu to pierwszy oficjalnie potwierdzony przypadek reinfekcji koronawirusem. W początkowej fazie epidemii mówiono o reinfekcjach w Japonii czy Chinach. Ostatecznie badania pokazały, że ówczesne metody testowania niewystarczająco skutecznie sprawdzały obecność wirusa u chorych. Za mylne reinfekcje uznano także przypadki, gdy ozdrowieńcy byli uznawani za ponownie zainfekowanych na podstawie wymazów z nosa czy gardła, podczas gdy w rzeczywistości organizm jeszcze wydalał martwego wirusa z płuc.