W Wielkiej Brytanii swego czasu ruszył projekt pod nazwą Internet Eyes. Każdy obywatel Unii Europejskiej mógł zarejestrować się w portalu i otrzymać dostęp do obrazu z kamer rozmieszczonych w sklepach, urzędach, na ulicach miast Wielkiej Brytanii, aby wypatrywać złodziei sklepowych lub innych przestępców, na przykład pijanych kierowców czy włamywaczy.

Po zalogowaniu na naszym monitorze pojawiał się obraz czterech przypadkowo wybranych kamer. Jeśli internauta zauważył coś podejrzanego, wystarczy, że kliknął w odpowiednią ikonkę. Właściciel firmy czy sklepu uczestniczącego w projekcie miał być wtedy zaalarmowany esemesem, a na jego skrzynkę e-mailową miał przyjść obraz z ekranu ukazujący moment popełnienia przestępstwa.

Obserwatorzy mieli nie znać lokalizacji miejsc, które obserwują. Twórca Internet Eyes biznesmen Tony Morgan ustalił też następujące zasady: pierwsze pięć esemesów w miesiącu ma być darmowych, a kolejne płatne – ma to zniechęcić użytkowników do wywoływania fałszywych alarmów. Oczywiście, jeżeli zużyjemy esemesa na prawidłowe wskazanie przestępcy, dostaniemy do wykorzystania kolejny darmowy strzał. Co miesiąc ma być publikowana lista najaktywniejszych „łapaczy złodziei” – oczywiście nie ich danych osobowych, które będą ściśle tajne, ale internetowych pseudonimów. Najlepszy łowca otrzyma nagrodę pieniężną – tysiąc funtów.