Naukowcy od dawna rozumieją, że konflikt nuklearny oznaczałby dla ludzkości katastrofę. Bomby zabiłyby miliony, ale nie mniej ważne byłyby późniejsze skutki. Wywołane przez jądrowe eksplozje pożary wniosłyby do stratosfery pył. Blokowałby on światło słońca, co znacząco ochłodziłoby Ziemię. Zjawisko to nazwano „zimą nuklearną”.

Z przeprowadzonej równo dziesięć lat temu przez NASA komputerowej symulacji wynika, że nawet lokalny konflikt jądrowy miałby zgubne skutki dla całej ludzkości. Wybuch stu głowic atomowych – czyli zaledwie 0,03 proc. potencjału nuklearnego świata – obniżyłby temperaturę na Ziemi o 1,25 stopnia, a opady zmniejszyłby o 10 procent.

Nawet takie z pozoru niewielkie wahanie sprowadziłoby ogólnoświatową klęskę głodu. Uważano, że klimat wróciłby do stanu sprzed nuklearnego starcia dopiero po 10 latach. Nowe wyliczenia wskazują jednak, że mogłoby to trwać nawet o połowę dłużej.

Nowe badania nad „nuklearną zimą”

Naukowcy postanowili przeprowadzić symulację, w której wykorzystali lepsze modele atmosfery. Przez dekadę zostały one znacznie ulepszone. Prócz wpływu samych pyłów pozwoliły rozważyć także inne czynniki.

Rozległe pożary wytworzyłyby bowiem także tlenki azotu, które niszczą warstwę ozonową. To ona chroni nas przed szkodliwym promieniowaniem ultrafioletowym Słońca, które dociera do górnych warstw atmosfery.

– Przypuszczaliśmy, że konflikt nuklearny zniszczyłby warstwę ozonową. Sądziliśmy jednak, że promieniowanie ultrafioletowe będzie blokowane przez cząsteczki pyłów unoszące się w atmosferze. Jako pierwsi wyliczyliśmy, ile musiałoby go być, by tak się stało – mówi prof. Alan Robock z Rutgers University, współautor pracy.

Pył po nuklearnej wojnie unosiłby się nawet przez osiem lat

Model badaczy pokazuje, że lokalna wojna między Indiami i Pakistanem – a oba te kraje dysponują bronią jądrową i od dziesięcioleci są w stanie konfliktu – wyniosłaby do atmosfery 5 milionów ton pyłów. Opadłyby one na ziemię w ciągu roku. Poziom ozonu w stratosferze spadłby o ok. jedną czwartą i taki stan utrzymywałby się przez około 12 lat.

Gdyby konflikt jądrowy wybuchł na skalę globalną, na przykład między Rosją a Stanami Zjednoczonymi, pyłów w atmosferze było by znacznie więcej, bo aż 150 mln ton. Taka ilość utrzymywałaby się znacznie dłużej, bo około osiem lat. Poziom ozonu w stratosferze zmniejszyłby się o trzy czwarte, a efekt ten utrzymywałby się znacznie dłużej, bo około półtorej dekady.

W porównaniu z wcześniejszymi modelami nowe wskazują, że pyły opadałyby szybciej niż poprzednio wyliczano, a temperatura szybciej wróciłaby do normy. Dłużej za to, jak wynika z nowych symulacji, utrzymywałby się niedobór ozonu. I są to bardzo złe wieści.

Ultrafiolet zniszczyłby uprawy, ludzie chorowaliby na zaćmę i raka

W kolejnej pracy badacze zamierzają wyliczyć, jaki wpływ zima nuklearna miałaby na produkcję żywności. Jej światowe zapasy są niepokojąco niskie. Szacuje się, że średnio statystycznie świat ma zapasy na dwa miesiące. W państwach rozwiniętych jest to więcej, ale żaden kraj nie ma zapasów pozwalających przeżyć jego mieszkańcom dłużej niż rok.

Badacze dodają, że nawet gdy pył po jądrowym konflikcie opadnie, promieniowanie ultrafioletowe będzie szkodzić roślinom, zwierzętom i ludziom. Promieniowanie UVB znacząco utrudnia fotosyntezę roślinom, co zmniejszy plony. UVC zaś wywoływać będzie zaćmę u wszystkich zwierząt, a u ludzi także nowotwory skóry.

– Wniosek jest taki, że konflikty nuklearne były by jeszcze gorsze niż sądziliśmy wcześniej i musimy ich uniknąć – mówi prof. Robock. Prócz naukowców z Rutgers University autorami pracy są naukowcy z University of Colorado, Columbia University, Instytutu Goddarda NASA, Uniwersytetu Autonomicznego w Barcelonie oraz Instytutu Badań nad Skutkami Zmian Klimatu w Poczdamie.

Źródła: Rutgers University, Journal of Geophysical Research: Atmospheres.