Chiński „Me-ism” to odrzucenie gotowych szablonów z katalogów na rzecz projektowania przestrzeni, która jest przedłużeniem osobowości, potrzeb i wewnętrznego spokoju właściciela. Zamiast mieszkania na pokaz, wnętrze, które wspiera rozwój osobisty i codzienne rytuały.
Od „kremowej estetyki” do buntu przeciw szablonom
To tak naprawdę powrót do tego, co najważniejsze, czyli domu jako naszego prywatnego schronienia. Chodzi tu o coś głębszego niż własna przestrzeń w kontekście lokalizacji, a bardziej o to, by to miejsce było naprawdę „nasze” w kontekście wystroju. Jeszcze niedawno chiński internet zdominowany był przez konkretne nurty, takie jak surowe Wabi-Sabi, styl Mid-century modern czy niezwykle popularny „buttercream-style” (styl kremowy).
W zamyśle wnętrza w kremowej kolorystyce, pełne obłych linii i spokojnych, bardzo neutralnych odcieni, miały przynosić ukojenie. Jednak gdy stały się viralem, zmieniły się w powtarzalne matryce obecne w każdym salonie pokazowym. W naszym regionie podobnie wyglądało z szarością – szare meble, szare ściany i… szare życie. To właśnie zmęczenie tą „katalogowością” i byciem „takim jak wszyscy” dało początek „Me-ism”. Ludzie przestali pytać, co jest modne, a zaczęli pytać: „Co jest moje?”.
Dom dopasowany do „mnie”to właśnie podstawa tego trendu
„Me-ism” nie posiada jednego wzorca. Dzieli się na liczne subkategorie, które odpowiadają na specyficzny styl życia. Właściciele zwierzaków wybierają design, który jest im przyjazny. Zamiast legowiska w kącie, które nie będzie rzucało się w oczy, instalują przejścia dla kota w każdych drzwiach albo tworzą domową ściankę wspinaczkową dla pupila. Zabawki psa nie są ukrywane, tylko są częścią wystroju.
„Leniwi” też mają swoją przestrzeń. Taką, w której ergonomia została przemyślana tak, by wyeliminować najmniejszy dyskomfort. Przykład? Podwyższenie blatów kuchennych i szafek tylko po to, by właściciel nigdy nie musiał się schylać. I jasne, dla niektórych to może być już przesada, ale właśnie o to chodzi – to nie nam ma to służyć, tylko mieszkańcowi, a skoro tego potrzebuje i tak czuje się lepiej, dobrze dla niego.
Najciekawsza wydała mi się jednak subkategoria, którą można nazwać „wolnością duchową”. To nic innego, jak przekucie marzeń w rzeczywistość. Właściciele takich mieszkań tworzą sobie pokój do gier, bo chcą. Tak samo, jak mieszkanka Chengdu poświęciła drugą sypialnię, by połączyć ją z balkonem i stworzyć… zamknięty, wewnętrzny dziedziniec inspirowany tradycyjnymi chińskimi ogrodami.
Dom jako akt twórczy, a nie symbol statusu
Dla pokolenia rodziców dom pełen drogich mebli i wystawnych wykończeń był symbolem sukcesu życiowego. Dla wyznawców „Me-ism” taki dom może być niepraktyczny lub po prostu nudny. Współczesne, „meistyczne” wnętrza mogą wydawać się osobom postronnym „dziwne” lub „nielogiczne”, ale dla ich właścicieli są jedynym miejscem, gdzie mogą odnaleźć autentyczny spokój.
Kiedy tak przeglądałam treści otagowane tą frazą, doszłam do wniosku, że dawno nie było w mediach społecznościowych tak zdrowego trendu. Oczywiście, niektóre osoby będą ironizować i mówić, że stosowali „me-ism” zanim to było modne, urządzając mieszkanie tak, jak chcą, a nie pod katalog. Jednak tu chodzi o coś innego. Trendy, zwłaszcza dla młodego pokolenia, są czymś, co łatwiej do nich trafia niż czcze gadanie. Powinniśmy się więc cieszyć, że popularność zdobywa coś, co promuje indywidualizm i skupienie na własnych potrzebach, a nie dbanie o opinię innych.
Moim zdaniem siła tego nurtu tkwi w tym, że tworzy on „bezpieczną przestrzeń” do bycia sobą. To „me” nie oznacza egoizmu, tylko samoświadomość. Fakt, że młodzi ludzie chętnie dzielą się swoimi „dziwnymi” domami, a publiczność reaguje na to z otwarciem, pokazuje zmianę mentalności. Przestajemy być konsumentami stylów, a stajemy się ich twórcami, jednocześnie akceptując różnorodność. To pobudza kreatywność i wyobraźnię, zmusza do szukania nowych rozwiązań, więc i myślenia. A to zawsze jest w cenie. Szczerze mam nadzieję, że przeniknie on także i do nas, bo ciekawie będzie zobaczyć, jakie pomysły wcielą w życie młodzi Polacy.
