Dzisiejsi młodzi mężczyźni borykają się więc z niesprawnością seksualną na poziomie, który w latach 40. dotyczył najstarszej grupy wiekowej.

Zimbardo i Coulombe wśród przyczyn kryzysu męskości wymieniają: wzrastającą liczbę domów bez ojców, zmonopolizowanie edukacji dzieci przez kobiety, czyli brak męskich wzorców w szkole (wedle raportu Eurostatu 80 proc. absolwentów pedagogiki to kobiety). Efekt? Poczucie niedopasowania. I tu wkracza technologia. Młody mężczyzna realizuje się dziś w komputerze. W technoświecie nigdy nie poniesie bowiem kompletnej porażki. W grze wideo zdobędzie imperium. Na portalach randkowych wygra zainteresowanie haremu kobiet. Na Instagramie uwiedzie zastępy fanów.

Cyfrowa izolacja

„Jane McGonigal, dyrektorka działu badań i rozwoju gier w Institute for the Future w Palo Alto w Kalifornii, szacuje, że przeciętna młoda osoba spędzi na graniu 10 tys. godzin, nim osiągnie wiek 21 lat” – piszą Zimbardo i Coulombe. I podają statystykę: ludzie spędzają trzy miliardy godzin tygodniowo na grach wideo. Dziewczynki grają średnio pięć godzin tygodniowo, chłopcy – trzynaście. Polski nastolatek wpisuje się w ten pejzaż. W badaniu CBOS „Młodzież 2013”  51 proc. uczniów wyznało, że życie bez internetu byłoby puste. Przeciętnie polski uczeń spędza online trzy godziny dziennie. Światowe rekordy pod tym względem bije Korea Południowa.

„Wrażenie jest szokujące” – opowiada Suki Medencevic, hollywoodzki operator, który nakręcił reportaż o mistrzostwach w kultowej grze „League of Legends” w Seulu. Stadion wypełnia po brzegi 40-tysięczny tłum graczy śledzących rozgrywkę na monitorach. „Wizyta w Seulu przypomina podróż do wirtualnego świata” – opowiada Medencevic. „Wszędzie młodzi ludzie, w większości chłopcy, przyklejeni do komputerów”. Koreańskie PC Bongs to przestrzeń publiczna z ok. 100 boksami komputerowymi, gdzie nastolatki spędzają większość wolnego czasu, uciekając z małych mieszkań, w których żyją z rodzicami i dziadkami. „Ale nie ma między tymi chłopcami w boksach żadnej interakcji. Żadnej! Kiedy przestają grać, zachowują się dziwacznie. Są nieporadni, nieśmiali, małomówni. Nie potrafią się odnaleźć w sytuacji społecznej, izolują się w cyberfantazji. Restauracje w Seulu wypełnione są nastolatkami, ale nikt ze sobą nie rozmawia, wszyscy przyklejeni są do telefonu, na którym grają, piszą. To pokolenie bez głosu” – mówi Medencevic.

Tymczasem, jak podkreśla Sherry Turkle, analityczka kultury i założycielka Initiative on Technology and Self przy MIT: „Wykorzystujemy rozmowy między sobą, by nauczyć się, jak rozmawiać ze sobą samym. A więc ucieczka od rozmowy może mieć znaczenie, ponieważ może upośledzić naszą zdolność do autorefleksji. Dla dorastających dzieci umiejętność ta jest podstawą rozwoju”.

Schowani za SMS-emŚwiat technologii staje się dziś również areną męskich podbojów romantycznych. Telefoniczna swatka, bijąca rekordy popularności aplikacja Tinder używana jest przez kilkadziesiąt milionów osób na świecie. Każdego dnia tinderowicze przeglądają na ekranie swoich telefonów miliardy wirtualnych profilów, robiąc miliony dopasowań. Aplikacja, w której jedyne kryterium oceny atrakcyjności jest wizualne – szybkie „lajkowanie” lub odrzucanie zdjęcia – została stworzona jako wirtualny harem dla mężczyzn (kobiety reagują na inne aspekty atrakcyjności erotycznej). Czy ten gigantyczny e-biznes przygotowuje młodych ludzi do budowania relacji, czy przeciwnie: skazuje na romantyczne inwalidztwo w realnym świecie?

„Człowiek jest z natury jednostką relacyjną: jako niemowlę bez troski otoczenia nie przeżyłby, więc jest tak zaprogramowany, by wchodzić w relacje” – wyjaśnia Milska-Wrzosińska. „Prędzej czy później przychodzi pora, kiedy człowiek chce się związać. Trudno się jednak tego nauczyć w internecie”. Dotychczas młodzi ludzie w wieku 13–18 lat ćwiczyli rozpoznawanie wzajemnych emocji, chłopcy obmyślali tak-tykę zapoznawczą, niepewni, jak druga strona na to odpowie. Uczyli się podejmować i znosić ryzyko związane z relacjami międzyludzkimi. Proces pozwalał na tzw. mentalizację, czyli za-interesowanie myślami i emocjami drugiego człowieka. „Jestem jednak przekonana, że pewne aspekty naszej psychiki są trwałe. Młodzi chłopcy mogą randkować w aplikacjach, ale partnerkę na życie poznać w całkiem innym miejscu, zresztą związki internetowe jak już zaczną rozwijać się w realnym świecie, odrywają się od wirtualnych reguł” – uważa optymistycznie psycholog.

To także technologia pozwala dziś mężczyznom komunikować trudne treści bez osobistej konfrontacji. „Po sześciu latach wspólnego mieszkania dowiedziałam się, że Paweł mnie rzuca, z Facebooka” – opowiada 31-letnia Marta. „Byłam w pracy, weszłam na Facebooka i zobaczyłam, że zmienił właśnie swój status z »zaręczonego« na »wolny«. Chwilę potem wyrzucił mnie z grona znajomych. Dwa tygodnie wcześniej wróciliśmy z wakacji w Brazylii”. Czy wirtualny świat to jedynie narzędzie tchórzów czy też powstaje nowy kodeks zachowania? „Jeśli komuś łatwiej skończyć związek bez osobistej konfrontacji, zawsze znajdzie sposób: zmieni numer telefonu, wystawi walizki, wyprowadzi bez słowa siebie albo kogoś” – sądzi psycholog Zofia Milska-Wrzosińska.