Przerywamy program, by odczytać komunikat: biuro prasowe rządu wypełnia smutny obowiązek poinformowania ludu republiki argentyńskiej, że dziś, 26 lipca 1952 roku, o godzinie 20.25 zmarła pani Eva Perón, Duchowa Naczelniczka Państwa – po słowach spikera miliony ludzi zalały się łzami.

Argentyńczycy, zwłaszcza ci biedniejsi, kochali swoją Pierwszą Damę. Dla nich była po prostu Evitą, czyli po polsku – Ewunią.

Gdy Eva umierała, Maria Estela Martínez miała 21 lat i równie wielkie ambicje jak Duchowa Naczelniczka u zarania kariery. Jednak nie śniło jej się nawet, że już wkrótce zajmie miejsce Evy u boku najpotężniejszego polityka w kraju – Juana Peróna. Dla tancerki z teatrzyku rewiowego byłby to awans na miarę Kopciuszka. Życie potrafi jednak pisać bardziej niezwykłe scenariusze niż autorzy bajek. Bo w tej historii Kopciuszkami były obie panie Perónowe.

Upokorzenia i zemsta

Wszyscy w wiosce wiedzieli, że Juana Ibarguren, pracująca jako kucharka u zamożnego farmera i lokalnego polityka Juana Duarte, jest także jego kochanką. Regularnie rodziła mu dzieci; najmłodszym, piątym z kolei, była Eva.

Ojciec uznał nieślubne potomstwo i dał dzieciom swoje nazwisko. Niestety, sześć lat po urodzinach ostatniej córki zginął w wypadku. Wtedy rewanż za upokorzenia wzięła prawowita małżonka don Juana. Najpierw nie pozwoliła wejść kochance do kościoła na uroczystości pogrzebowe, potem przepędziła ją z farmy wraz z gromadką dzieci.

Evita nigdy o tym nie zapomniała. Chociaż uchodziła za piękność o anielskiej twarzy, w rzeczywistości była wyrachowana i mściwa. Jeszcze jako nastolatka poprzysięgła sobie, że zrobi karierę i odegra się na tych, którzy ją skrzywdzili. Mając zaledwie 15 lat, wyjechała realizować ten plan do stołecznego Buenos Aires.

Nie przebierała w środkach. Jeśli spotkała mężczyznę, który mógł jej pomóc, bez oporów szła z nim do łóżka. Chciała zostać aktorką lub piosenkarką. Nadzwyczajnych talentów jednak nie posiadała, ukończyła zaledwie 6-klasową szkołę podstawową, mówiła z wiejskim akcentem. Nic więc dziwnego, że dyrektorzy teatrów i producenci filmowi dawali jej co najwyżej role statystek.

Eva Duarte znosiła porażki z zaciśniętymi zębami. Gnieździła się w jednopokojowym mieszkaniu w podłej dzielnicy, śpiewała w nocnych klubach. W końcu odnalazła się radiu, gdzie ważniejsze od tego, jak się mówi, było to, co się ma do powiedzenia.

Dzięki protekcji wpływowych kochanków, zwłaszcza grożącego wstrzymaniem reklam producenta mydła, dostała 5-minutową audycję poświęconą problemom społecznym. To był jej temat. Wiedziała, czym jest bieda, szczerą nienawiścią darzyła wiejskich posiadaczy ziemskich i miastowych krezusów. Mówiła o tym, co leżało jej na sercu, i błyskawicznie zdobywała słuchaczy. Zachwycone kierownictwo przedłużyło audycję do pół godziny. Starczało już czasu na przeprowadzanie wywiadów, głównie z myślącymi podobnie działaczami związków zawodowych. Eva Duarte stawała się „kimś”.

 

Madonna ubogich

W styczniu 1944 r. Argentynę nawiedziło trzęsienie ziemi. Zginęło ponad 10 tysięcy osób. Akcją pomocy kierował pułkownik Juan Perón, minister pracy w wojskowym rządzie. Na jednym z charytatywnych festynów podeszła do niego młoda reporterka radiowa. Zamiast zadać pytanie, zaczęła rozmowę od westchnienia: „Jakie to szczęście, że mamy pana”. Dobijający pięćdziesiątki pułkownik nie pozostał obojętny na komplementy. Z imprezy wyszli razem.

Połączyło ich uczucie i ambicje. Perón już wówczas uchodził za tak silnego człowieka, że bali się go nawet szefowie junty wojskowej. Eva jeszcze go wzmocniła, gorąco reklamując w radiu i zapewniając poparcie związków zawodowych. Sama też oczywiście korzystała na romansie z politykiem. Gdy wieść, że zostali kochankami, stała się tajemnicą poliszynela, natychmiast sypnęły się propozycje ról w filmie i teatrze. Reżyserzy, którzy jeszcze niedawno pokpiwali z jej dykcji i min, zaczęli się nimi zachwycać.

Stanęła na szczycie, lecz niewiele brakowało, by z niego spadła. Generałowie trzymający władzę uznali, że pułkownik Perón stanowi dla nich zbyt wielkie zagrożenie. Niespodziewanie osadzili go w areszcie.

Eva, czując, że może stracić wszystko, pokazała lwi pazur. Nie poddała się, lecz rozpoczęła gorączkowe narady ze związkowcami, swój program radiowy przekształciła w trybunę, z której nawoływała do walki o uwolnienie „najlepszego z ministrów”. Dziesięć dni później na ulice Buenos Aires wyległo 300 tysięcy demonstrantów. Przerażona generalicja natychmiast kazała wypuścić więźnia.

Perón wyszedł zza krat jako bohater. Tydzień później wzięli ślub. Panna młoda zaprosiła na wesele czterech nędzarzy z przedmieść Buenos Aires i troszczyła się nich jak o najważniejszych gości. Nie był to gest bezinteresowny. W Argentynie po raz pierwszy od wielu lat miały się odbyć demokratyczne wybory. Juan Perón uchodził za faworyta, ale i tak należało zabiegać o popularność. Eva dopilnowała, by wieść o jej szlachetnym zachowaniu dotarła do wyborców. Usłużni propagandyści zaczęli ją nazywać „Madonną ubogich”. Juan Perón wygrał wybory prezydenckie już w pierwszej turze.

Czekoladowa pogróżka

Marię Estel\ę polityka nie interesowała. Miała 15 lat i kończyła naukę w szkole baletowej. Pochodziła ze 100-tysięcznego miasta La Roja, była jednym z sześciorga dzieci urzędnika bankowego. Ojciec osierocił rodzinę, gdy córka miała zaledwie 8 lat.

Dorastająca dziewczyna marzyła o karierze primadonny, lecz talentu starczyło jedynie na posadę w nocnych klubach i kabaretach. Występowała pod pseudonimem Isabel. Gdy podejmie próbę wcielenia się w rolę Evity, będzie zabiegała, by nazywano ją Isabelitą, czyli Izunią.

Takiego dowodu sympatii społeczeństwa nie da się jednak wymusić. Ludzie albo kogoś kochają, albo nie. W zdobywaniu serc rodaków Evita była niedościgłą mistrzynią.

Jak większość Pierwszych Dam Eva skupiła się na działalności charytatywnej. Prowadziła ją jednak w sposób, jakiego wcześniej nie widziano. Założona przez nią fundacja dosłownie zasypywała biedaków darami. Argentyńscy dziennikarze obliczyli, że rozdała 400 tysięcy par butów, 200 tysięcy kompletów naczyń, 50 tys. maszyn do szycia. Budowała szpitale, przytułki, sierocińce, szkoły. Zatrudniała ponad 20 tys. osób, w tym 6 tysięcy robotników, którzy wznieśli nawet nowe miasteczko Evita City.

Obdarowani nie pytali, skąd brała pieniądze na taką hojność. Dziś wiadomo, że część otrzymywała bezpośrednio z budżetu państwa, część od biznesmenów, którzy – jak głosiła oficjalna propaganda – prześcigali się w przekazywaniu datków. Rzeczywistość była nieco inna. Juan Perón miał absolutną władzę i mógł spełnić każdą zachciankę żony. Kiedy więc Evita informowała go, że któryś z przedsiębiorców wzbrania się z udzieleniem wsparcia jej fundacji, prezydent lub jego gorliwi podwładni uruchamiali aparat państwowy. Do firm wkraczali urzędnicy kontroli skarbowej i sanitarnej, którzy nie wychodzili z nich tak długo, aż znaleźli usterki pozwalające na nałożenie gigantycznej kary.

Przestrogą stał się los właściciela fabryki czekolady Mu-mu, w której znaleziono „szczurze odchody”. Zakład został zamknięty. Odtąd inspektorzy sanitarni nie musieli już skłaniać opornych „darczyńców” do hojności. Wystarczyło, że położyli na biurku tabliczkę czekolady.

Rozdawanie darów było starannie wyreżyserowanym spektaklem. Evita doskonale wiedziała, że ludzie nie lubią bogatych, ale jednocześnie ich podziwiają, zwłaszcza gdy ci dzielą się swą fortuną. Perfekcyjnie więc grała na tych emocjach. Zajeżdżała na imprezy rolls royce’em, wkraczała na scenę w butach ze skóry krokodyla, futrze z norek i wartej dziesiątki tysięcy dolarów biżuterii.

Po wygłoszeniu pompatycznej i wzruszającej przemowy, niczym dobra wróżka przystępowała do spełniania marzeń zgromadzonych. Wielodzietna rodzina dostawała klucze do mieszkania, bezrobotny ojciec skierowanie do dobrej pracy, inni musieli się zadowolić odzieżą, obuwiem i sprzętem AGD. Sprawiedliwości nie było, ale nikt nie wychodził z pustymi rękami. Legenda Madonny Ubogich z każdym tygodniem rosła.

 

Santa subito!

Po pięciu latach Evicie przestała wystarczać filantropia. W następnych wyborach postanowiła wystartować u boku męża jako kandydatka na wiceprezydenta.

W tym momencie szczęście się od niej odwróciło. Ku przerażeniu Evy lekarze zdiagnozowali u niej raka macicy – złośliwego, dającego szybkie przerzuty. Zrozumiała, że nie starczy jej już sił na walkę o władzę. W oficjalnym komunikacie nie przyznała się do choroby. Wyjaśniła, że rezygnuje z kandydowania, gdyż bierne prawo wyborcze przysługuje osobom, które ukończyły 30 lat, tymczasem ona ma tylko 29. Kłamała, miała już 32.

Dla milionów Argentyńczyków jej śmierć była całkowitym zaskoczeniem. Zszokowani i zapłakani domagali się natychmiastowego ogłoszenia jej świętą. Kościół zbyt dobrze znał jednak jej przeszłość i metody rządzenia, by zareagować na te apele. Juan Perón kazał zabalsamować zwłoki żony i złożyć je w trumnie ze szklanym wiekiem.

Bez Evity prezydent stracił w oczach społeczeństwa cały swój urok, nieudolna polityka doprowadziła do kryzysu gospodarczego i masowych protestów. Atakowany ze wszystkich stron, w połowie 1955 r. Juan Perón zrezygnował z urzędu i udał się na emigrację. Niespełna rok później, podczas pobytu w Panamie zaszedł do kabaretu, w którym występowali jego rodacy. Wśród nich tancerka Isabel. Filigranowa blondynka była trochę podobna do Evity, więc od razu wpadła mu w oko.

Zaproponował, by została jego sekretarką. W zamian obiecał dostatnie i bezpieczne życie. Zamieszkali w Hiszpanii, tam wzięli ślub. On, z powodu nieskrywanych planów powrotu do władzy, miał zakaz wjazdu do Argentyny, ona mogła podróżować bez przeszkód. Wykonywała w jego imieniu jawne i tajne misje, kontaktując się – tak jak Evita – z przywódcami związków zawodowych.

Junta wojskowa, z obawy przed wybuchem gwałtownych protestów, nie odważyła się tknąć ciała „świętej”. Ukryła jednak szklaną trumnę w nieznanym miejscu. Nieprzejednani wrogowie byłego prezydenta co pewien czas domagali się kremacji zwłok. Gdy zagrożenie stało się realne, oficerowie sympatyzujący po cichu z Perónem wykradli trumnę. Następnie skontaktowali się z ambasadą Watykanu i uzgodnili, że trumna z ciałem Evity zostanie dyskretnie przewieziona do Europy. Po długiej wędrówce przez Belgię i Niemcy ostatecznie trafiła do Mediolanu, gdzie Evitę pogrzebano pod fałszywym nazwiskiem.

W 1971 roku, gdy w kraju znów wzrosło napięcie i wojskowa dyktatura zaczęła się chwiać, wiadomość o miejscu spoczynku żony przekazano Perónowi. Natychmiast kazał sprowadzić trumnę do Madrytu. Zamiast na cmentarzu, umieścił ją w… domu. A dokładnie – w pokoju nad małżeńską sypialnią, gdzie pozostawała przez następne trzy lata.

Święta i zapomniana

Na realizację planów o powrocie do władzy Perón czekał 18 lat. Gdy Argentynie zaczął grozić wybuch rewolucji, junta zdecydowała się przeprowadzić demokratyczne wybory. Perón wystartował, a u jego boku jak niegdyś stanęła elegancka kobieta, kandydatka na wiceprezydenta. By maksymalnie upodobnić się do Evity, nie tylko występowała jako Isabelita, lecz nakładała podobne stroje i biżuterię, upięła też włosy w kok.

Perón wygrał. Różnica polegała jednak na tym, że nie był już pełnym wigoru oficerem, lecz schorowanym 78-latkiem. Wiara wyborców, że wraz z nim wrócą dawne dobre czasy, szybko okazała się złudzeniem. Prezydent zmarł pół roku po objęciu urzędu. Głową państwa została pierwsza w historii Ameryki Łacińskiej kobieta.

Zadanie przerosło jej siły. Isabel nie potrafiła jak Evita uwodzić społeczeństwa. Obowiązki prezydenta wypełniała sumiennie, lecz pustki w budżecie nie pozwalały na rozdawanie darów i kupowanie poparcia. Gdy pod naciskiem związkowców zgodziła się na dużą podwyżkę płac, wybuchła inflacja, która pożarła ludziom oszczędności.

Zdesperowana próbowała poprawić swój wizerunek, kończąc wreszcie ziemskie peregrynacje Evity. Kazała sprowadzić z Hiszpanii trumnę z jej zwłokami i złożyć w rodzinnym grobowcu na słynnym cmentarzu Recoleta w Buenos Aires. Niewiele to pomogło. Po dwóch latach wszyscy mieli dość wdowy po Perónie. Władzę znów przejęło wojsko, Isabelitę osadzono w areszcie domowym. Spędziła w nim pięć lat, potem wyjechała do Hiszpanii. Mieszka tam do dziś.

Historia dwóch słynnych żon Juana Peróna kończy się w sposób paradoksalny. Ta, która żyje, popadła w całkowite zapomnienie. Natomiast nieżyjąca od pół wieku Evita wciąż pozostaje w pamięci ludzi.

Warto wiedzieć:

- Podczas rządów Isabelity zginęło ponad 500 Argentyńczyków.

- Evita sfinansowała zakup 1500 karabinów dla wiernych jej robotników.