powrót
Focus na życie w dobrym stylu
  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie

Focus na życie w dobrym stylu. Lifestyle'owy magazyn o zdrowiu, domu, podróżach, kulturze i relacjach - codziennie o tym, co realnie wpływa na jakość życia.

FacebookPlatforma XYoutubeInstagram

Nasze tematy

  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie
  • Parenting
  • Podróże
  • Kultura
  • Promocje
  • Styl życia
  • Pupile

Redakcja

  • Polityka prywatności
  • Redakcja
  • Kontakt

© 2026 focus.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.

theprotocol.it
Dom i ogród

Jak odświeżyć drewniany blat? Naprawiam gruby fornir dębowy po dwóch latach używania

Czy naturalne drewno na powierzchniach użytkowych w kuchni to koszmar w dłuższej perspektywie czasu? Sprawdziłem to na przykładzie kuchennego blatu z grubego forniru dębowego, stosując na nim wiele środków na przestrzeni ostatnich dwóch lat.

M
Mateusz Łysoń
2h temu·6 minut·
Jak odświeżyć drewniany blat? Naprawiam gruby fornir dębowy po dwóch latach używania

Kiedy urządzałem swoje mieszkanie, dałem się kupić wizji blatów i półek z naturalnego drewna. Nie tylko przez charakter takiego materiału, ale przede wszystkim możliwość jego odświeżania oraz zmiany wyglądu w stosunkowo prosty sposób. Postawiłem więc na jesionowy blat na podnoszonym biurku w miejscu pracy, mniejsze i większe półki z pojedynczych desek, rozkładany stolik z drewna sosnowego oraz właśnie wyspę kuchenną z blatem pokrytym grubym fornirem dębowym. 

oplus_1048576

Wiedziałem oczywiście wtedy, że skazuję się na regularnie powracające w ciągu roku popołudnia z papierem ściernym i preparatami renowacyjnymi, ale wbrew pozorom, cały ten proces odnawiania powierzchni nie jest tak trudny, jak mogłoby się wydawać. Trzeba jednak wiedzieć, co jest osiągalne i co warto robić regularnie, a na co lepiej machnąć ręką i pogodzić się z mankamentami wpisanymi w charakter drewna. Kuchenna wyspa pełniąca funkcję blatu roboczego i stołu jadalnianego jest tego świetnym przykładem, bo jest to powierzchnia, która musi znosić trudy życia codziennego – od uderzeń i zabrudzeń po regularne czyszczenie.

Czy kuchenny blat z drewna bez lakieru to utrapienie?

Zacznę może od tego, że wybór różnych rodzajów drewna podczas doboru mebli jest kluczowy do tego, aby po kilku tygodniach od zakupu nie zacząć narzekać. Różnią się one nie tylko wyglądem, ale też wagą, twardością i wytrzymałością na starzenie się. W skrócie? Sosna jest lekka i miękka, więc na mocno eksploatowanych powierzchniach szybko pokazuje ślady codziennego życia. Dąb jest cięższy, twardszy i bardzo przewidywalny w roli blatu roboczego, dlatego od lat ma opinię jednego z najbezpieczniejszych wyborów do kuchni. Jesion też nie jest delikatnym drewnem, ale jego jaśniejsza powierzchnia i charakterystyczne usłojenie potrafią inaczej eksponować drobne wgniotki, rysy i przebarwienia.

Z perspektywy czasu wiem już, że na biurku w pracowni lepiej spisałby się u mnie dąb, a nie jesion, który kupił mnie swoim wyglądem. Kilka drobnych wgniotek regularnie mi o tym przypomina. Mam też dziś wątpliwości co do wyboru sosnowego drewna na stolik kawowy, który wprawdzie jest dzięki temu lekki, ale też narażony bardziej na drobne wgniecenia przy chwili nieuwagi. Z kolei wygląd najbardziej narażonego na uszkodzenia dębowego blatu już po dwóch latach użytkowania jednoznacznie potwierdził mi, że ten rodzaj drewna nie bez powodu dorobił się takiej renomy.

Zwłaszcza że nie jest to po prostu jeden wielki kawał dębu, a gruba warstwa naturalnego drewna dębowego nałożona na tańszy rdzeń, która została pokryta twardym olejem woskowym. Kluczowe jest więc tutaj hasło “gruba warstwa”, bo tylko przez nią producent może dumnie oświadczyć, że jego produkt (w rzeczywistości fornir) możemy go po czasie delikatnie przeszlifować, odświeżyć i nawet zmienić jego kolor, stosując odpowiednie środki. Nie jest to możliwe w przypadku cienkiej okleiny tańszych blatów, której praktycznie nie da się uratować po głębszym uszkodzeniu, choć musimy pamiętać, że fornir to ciągle nie lite drewno – aż tak dużego zapasu tutaj nie mamy.

Od samego początku jednak blat ten był dla mnie wyzwaniem w kwestii pielęgnacji, bo z jednej strony producent wspominał o tym, że został on pokryty twardym olejem woskowym, a z drugiej zalecał regularne traktowanie go olejem do drewna. To też z początku robiłem, ale zauważyłem, że nie przynosi to specjalnie dużego efektu i trudno się temu tak naprawdę dziwić, bo przecież próbowałem wetrzeć olej w twardą powłokę wosku, a nie otwarte pory czy wyeksponowane włókna drewna. 

Dlatego też, kiedy tylko drobnych rys zaczęło pojawiać się coraz więcej, a zalecany do pielęgnacji olej nie pomagał aż tak w ich ukryciu, to sięgnąłem po specjalną mieszankę olejów roślinnych, żywic i wosków. Tutaj właśnie zaczyna się historia z tytułu.

Jak odświeżyć drewniany blat bez lakieru w prosty sposób?

Ostatnie woskowanie blatu przeprowadzałem jakieś 6-8 miesięcy temu, a tak wygląda on po tym czasie:

Na całe szczęście blat nie dorobił się żadnych głębokich wgniotek (ich usunięcie jest naturalnie trudniejsze), ale już bardzo łatwo dostrzec szereg drobnych rys różnej głębokości i kilka przebarwień nieznanego pochodzenia. Pozostaje więc mieć nadzieję, że jest to tylko uszkodzenie warstwy ochronnej, a nie samego drewna. Odkryć to można w prosty sposób – szlifując cały blat odpowiednią gradacją papieru ściernego.

Ja używam do tego kostek o gradacji 120, 180 i 220, ale najgrubszą traktuję wyłącznie jako etap ostrożnego wyrównania najbardziej widocznych śladów. Przy fornirze nie chodzi o zdzieranie materiału za wszelką cenę, tylko o zmatowienie powierzchni i usunięcie tych rys, które znajdują się w warstwie ochronnej. Kolejne gradacje prowadzę już wzdłuż klepek, aż blat staje się równy w dotyku i gotowy na ponowne zabezpieczenie. Efekt?

Blat został zmatowiony, większość rys zniknęła, powierzchnia została przygotowana pod ponowne zabezpieczenie, a pył dokładnie zebrany. Czas więc na głównego bohatera – preparat renowacyjny. Ja stawiam na produkt przeznaczony do powierzchni kuchennych, który po pełnym utwardzeniu nadaje się do takiego zastosowania.

Dzięki łączeniu w sobie oleju, żywicy oraz wosków, nie tylko wnika głębiej w drewno, ale też tworzy na jego powierzchni interesującą mnie powłokę ochronną. W procesie nakładania nie stosuję żadnych sztuczek czy trików, bo korzystam ze środka tak, jak sugeruje to instrukcja. Sprowadza się głównie do równomiernego rozprowadzenia cienkiej warstwy gęstej mazi na całej powierzchni blatu.

W procesie nakładania można posłużyć się spisaną na straty bawełnianą ściereczką, najtańszą gąbką kuchenną (byle gładką) albo czymś profesjonalnym pokroju piankowego pada. Na tym etapie trzeba już bardziej uważać, aby nie zachlapać otoczenia, a jeśli idzie o same sposoby rozprowadzania, to są one różne. Można zacząć od dynamicznego wmasowywania środka okrężnymi ruchami, a następnie przeciągnąć po blacie wzdłuż albo w poprzek klepek. Wszystko po to, aby wyrównać powierzchnię w jednym kierunku i zebrać nadmiar preparatu, który po wyschnięciu nie jest już tak wdzięczna w usuwaniu (w razie niepowodzenia trzeba ponowić proces). Tutaj jednak odsyłam do instrukcji konkretnego produktu, którego dobierzecie pod swoje wymagania i zalecam stosowanie się do zasady, że “dużo, wcale nie znaczy lepiej”.

Przykładowo mój środek po naniesieniu i zebraniu nadmiaru należy pozostawić na kilka godzin (zależnie od temperatury otoczenia), zaaplikować drugą warstwę i następnie unikać intensywnego użytkowania przez nawet 2-3 dni. Jest to więc dosyć problematyczna czynność, ale jednak warta zachodu. Drewno zyskuje bowiem wtedy głębszy kolor, uzyskuje dodatkową ochronę przed uszkodzeniami mechanicznymi (oczywiście przy stosowaniu wosku nie aż tak dobrą, jak w przypadku warstwy lakieru), a przede wszystkim staje się odporne na zabrudzenia, więc nawet najbardziej chaotyczne danie nie pozostawi na nim trwałego śladu. 

Czy warto to robić? Ewidentnie. Tak bowiem blat wygląda już po procesie nakładania środka:

Wprawne oko wychwyci, że nie zrobiłem tego idealnie. Z bliska widać, że na blacie pozostała widoczna faktura, której nie wypolerowałem w porę (przed wyschnięciem środka). Wysoka temperatura w tegoroczną majówkę zrobiła swoje, ale to akurat świetny dowód na to, że w takich czynnościach nie musimy dążyć do perfekcji. Cel został bowiem osiągnięty – blat zyskał głębszy kolor i połysk, rysy oraz przebarwienia zniknęły, a hydrofobowość oraz łatwość usuwania zabrudzeń wzrosła. W blacie kuchennym nie chodzi zresztą o perfekcję oglądaną pod światło, tylko o to, czy powierzchnia po odświeżeniu znów dobrze znosi codzienne użytkowanie. Pod tym względem efekt spełnił więc swoje zadanie, a następnym razem cały proces przeprowadzę po prostu uważniej.

M

Mateusz Łysoń

Pisze od 2016 roku na przeróżne tematy - od gier, po nowe technologie i na najpotężniejszych systemach wojennych kończąc. Poza tym tworzy gry i jest autorem książki fantasy pod tytułem Powrót do Korzeni.

Więcej tekstów autora→

Spodobał Ci się ten artykuł?

Daj znać autorowi — kliknij wielokrotnie.

Udostępnij
FacebookX