Kto chciałby dziś polecieć w kosmos, musi wydać 30 mln dolarów – tyle kosztuje rosyjska kilkudniowa wycieczka na Międzynarodową Stację Kosmiczną. W przyszłym roku wystarczy 200 tys. dolarów, za dwa lata 95 tys. Kłopotów ze znalezieniem chętnych nie ma. Virgin Galactic przyjęła już zaliczki od 300 osób. Jej statek SpaceShipTwo pomieści sześciu pasażerów i dwóch pilotów, osiągnie pułap 110 km, lot potrwa 2,5 godziny, a w stanie nieważkości turyści spędzą 6 minut.

Firma Xcor ma dopiero 20 chętnych, oferuje tańszy lot na wysokości 61 km, ale za to na przednim fotelu, gdzie krzywiznę Ziemi, pas atmosfery i czerń kosmosu można podziwiać przez frontową szybę. Jej wehikuł Lynx (firma zapowiada cztery loty dziennie) mieści dwie osoby, a podczas półgodzinnej wycieczki pasażer spędzi w stanie nieważkości minutę. Loty w kosmos zapowiada też firma Rocketplane Global. Jej pojazd XP sięgnie 110 km, pomieści pięciu pasażerów, którzy doświadczą czterech minut nieważkości. Cena biletu – 250 tys. dolarów. Drogo, ale firma zamierza czarterować loty. Ofertą zainteresowany jest Microsoft, indyjska telewizja Bindass, która chce wysłać w kosmos bohaterów reality show, a First Adventure planuje organizować śluby orbitalne.Ceny biletów będą jeszcze spadać, bo kolejne firmy wchodzą do gry. Za chwilę loty w kosmos będą codziennością. Wszyscy chcą mieć jednak gwarancję, że wrócą. Dotychczasowe analizy katastrof kosmicznych budzą jednak wątpliwości.

CEGŁA ZE SKRZYDŁAMI

W 1981 r. NASA oceniała ryzyko katastrofy promów na 1:100.000. Jednak rzeczywistość szybko skorygowała te entuzjastyczne kalkulacje. Warunki w kosmosie są nieporównywalne z panującymi na wysokościach osiąganych przez samoloty pasażerskie. Promy, które miały wykonywać kilkadziesiąt lotów rocznie, startowały ledwie kilka razy. Wracały na Ziemię w takim stanie, że wymagały wielomiesięcznych przeglądów technicznych, ale nawet to nie wystarczyło.28 stycznia 1986 r., niespełna półtorej minuty po starcie, rozpadł się wahadłowiec Challenger. Zginęło siedmioro kosmonautów, w tym nauczycielka Christa McAuliff. Jej obecność miała świadczyć, że po odpowiednim przeszkoleniu w kosmos może polecieć każdy. Badanie przyczyn katastrofy wykazało, że o zniszczeniu złożonej z milionów części maszynerii zadecydowała kilkucentymetrowa uszczelka, która pod wpływem panującego na Florydzie niewielkiego mrozu skurczyła się. Po odpaleniu silników, przez szczelinę o szerokości pół milimetra zaczęły wydostawać się rozgrzane gazy. Doszło do ich zapalenia, a pęd powietrza skierował płomień w stronę wspornika łączącego zbiornik paliwa z silnikiem. Gdy pod wpływem wysokiej temperatury wspornik pękł, odłamki metalu przebiły zbiornik i doszło do eksplozji.W momencie wybuchu Challenger poruszał się z prędkością ok. 4 tys. km na godzinę. W zbiorniku głównym miał dwa miliony (!) litrów ciekłego paliwa (tlen i wodór o temperaturze –240°C), dodatkowo wspomagały go dwa silniki rakietowe. W ciągu jednej sekundy zużywał… pięć ton paliwa!

FERALNY LOT