Na początku wydaje ci się, że już nigdy nie dojdziesz do siebie. Z powodu bólu w ogóle nie możesz myśleć. Włożyłeś w związek część siebie, z nim wiązały się twoje plany i marzenia. Wraz z ukochaną osobą twoja przyszłość zniknęła. Nic dziwnego, że cierpisz. Niestety, bólu nie unikniesz, bo nie zmienisz tego, co się wydarzyło – możesz jednak zmienić to, co w związku z tym czujesz. A przez to łatwiej i szybciej stanąć na nogi.

NIE ZWARIOWAŁEŚ

Po pierwsze musisz uświadomić sobie, że to, co odczuwasz, jest zupełnie normalne. Nie postradałeś zmysłów, nie jesteś beznadziejny i nie jesteś sam. Wszystko, co się z tobą dzieje, znajduje odzwierciedlenie w procesach biochemicznych zachodzących w mózgu. „Te substancje neurochemiczne wpływają na nasze uczucia, i na odwrót, uczucia wpływają na wydzielanie substancji neurochemicznych” – pisze światowej sławy psychoterapeuta Peter McKenna w poradniku „Jak uleczyć złamane serce”.

Jeśli czegoś potrzebujemy, wydziela się dopamina, która daje motywację do działania. Gdy osiągniemy cel, mózg produkuje serotoninę, dzięki której odczuwamy satysfakcję. Jeśli oczekiwana nagroda nie nadchodzi, neurony wytwarzające dopaminę przedłużają jej działanie. Zwiększa się determinacja, nadchodzi niepokój. Wraz z rosnącą ilością dopaminy spada poziom serotoniny – uwalnia się agresja. Dlatego właśnie pierwszą fazę porzucenia określa się mianem protestu. Zalani dopaminą kochankowie walczą o swój „skarb” jak lwy, zgodnie ze słowami Terencjusza, że im mniejsza ma nadzieja, tym gorętsza miłość. Zdarza się, że bunt zadziała i przekona odchodzącą osobę do powrotu. „Co za ironia: kiedy uwielbiana osoba porzuca nas, te same związki chemiczne, które przyczyniają się do powstania romantycznych uczuć, przybierają jeszcze bardziej na sile, podsycając gorącą namiętność, strach i niepokój i zmuszając nas do protestowania i starania się o zdobycie za wszelką cenę upragnionej nagrody – odchodzącego w siną dal kochanka czy kochanki” – pisze prof. Helen Fisher, antropolog z Rutgers University w książce „Dlaczego kochamy”.

Próby odzyskania ukochanej osoby, tęsknota, lęk przed rozdzieleniem i panika wywołana rozstaniem – wszystkie te reakcje są zrozumiałe. Ale co sprawia, że ludzi w takiej sytuacji ogarnia wściekłość? „Wiele porzuconych osób przerzuca się gwałtownie od przygnębienia do niepohamowanej furii, nawet kiedy odchodzący kochanek czy kochanka podtrzymuje swoje zobowiązania jako przyjaciel (a często także jako ojciec lub matka wspólnego dziecka) i odchodzi ze współczuciem i uczciwie” – pisze Fisher. Dlaczego najgłębsza miłość zamienia się w najstraszniejszą nienawiść?

Obie te emocje mają wiele wspólnego: łączą się z fizjologicznym i psychologicznym pobudzeniem, obu towarzyszy nadmiar energii. Obie zmuszają do skupienia uwagi na ukochanej osobie, obu towarzyszy intensywne pragnienie: połączyć się z kochankiem albo się na nim zemścić. Oba układy – miłości i nienawiści – są ze sobą w mózgu ściśle powiązane. Nasi praprzodkowie rozwinęli w mózgu połączenia, które pozwalają nam nienawidzić tych, których kochamy – po to, byśmy mogli wywikłać się ze związku bez perspektyw, wylizać rany i zawalczyć o dobro potomstwa – twierdzi prof. Fisher. Jej zdaniem wściekłość to potężny mechanizm oczyszczający, w jaki wyposażyła nas Natura. Pomaga wyrzec się nieodpowiedniego partnera i żyć dalej.