„O zapłatę dla skaldów cię zapytam, bo w swojej mądrości musisz wiedzieć, jaka jest pozycja poetów na dworze króla Haralda” - zapytała walkiria kruka, a czarny ptak jej odpowiedział: „Łatwo zauważyć po ich wesołych okrzykach i złotych pierścieniach, że zaliczają się do królewskich przyjaciół. Mają bogato zdobione czerwone płaszcze, miecze o srebrnych głowicach, świetne kolczugi, pozłacane końskie rzędy, grawerowane hełmy i obręcze na nadgarstkach: podarunki od Haralda”. Tak skaldów służących na dworze Haralda Pięknowłosego (żyjącego w latach ok. 855-933) opisał Thorbjorn Harnklofi w pieśni ułożonej w formie rozmowy walkirii z krukiem („Pieśń kruka”, ok. 900 r.). Widać z niej, jaką estymą cieszyli się na królewskich dworach skaldowie, czyli skandynawscy poeci tworzący w okresie wikingów i w czasach średniowiecznych.

PROPAGANDYŚCI WŁADCY

By zrozumieć, kim byli skaldowie, musimy zerwać ze sposobem myślenia, który każe nam oddzielać głupich krwiożerczych wojowników od lalusiowatych poetów mdlejących na I widok krwi. Skandynawscy pieśniarze należeli nie tylko do intelektualnej, ale i militarnej elity. Największych herosów sag, jak Grettir Asmundarson, Egil Skallagrimson, Ragnar I Ladbroka czy Orwar Odd ceniono zarówno § za wprawę w rąbaniu mieczem, jak i zdolność | poetyckiego opiewania tego, jak tym mieczem | rąbali. Skandynawscy pieśniarze byli królewskimi ulubieńcami i doradcami.

W świecie, w którym najważniejszymi etycznymi wartościami były honor i sława, to oni mieli siłę - bo nic nie nadawało się lepiej do sławienia królewskich dokonań niż pieśń.

Skaldowie umieli przeprowadzić skuteczną akcję propagandową i przekonać wojowników (często spragnionych przygód wyrostków, zbyt starych, by trzymać się maminej spódnicy, a zbyt młodych, by założyć rodzinę) do walki za ich władcę. Potrafili też legitymować królewską władzę, podkreślając w pieśniach przynależność króla do słynnego rodu i dowodząc, że jest ulubieńcem bogów. Byli wreszcie ówczesnymi historykami, przechowującymi pamięć swoich rodów i opowieści przodków. Dlatego wynagradzano ich „po królewsku”: złotymi pierścieniami lub uciętą głową - zależnie od tego, czy ich utwory spodobały się pracodawcy.

Mityczne karły z miodem poezji

Na zakończenie wojny między boskimi rodami Asów i Wanów niebianie potwierdzili pokój w iście podwórkowy sposób: wszyscy napluli do misy, a z tej substancji stworzyli niezwykle mądrego boga Kvasira. Żywot tej istoty nie był długi, gdyż dwa karły poderżnęły jej gardło i wytoczyły z niej krew do misy, a następnie wymieszały płyn z miodem. Tak powstał miód poezji, który czynił poetę z każdego, kto go spróbował.

W wyniku zmiennych losów miód trafił pod opiekę olbrzyma Suttunga, skąd wykradł go Odyn. Bóg wypił zawartość trzech mis, w których napój był przechowywany, i pod postacią orła uciekł przed ścigającym go Suttungiem. Lecąc po pijaku, zwymiotował jednak, a kilka kropel drogocennej wydzieliny spadło na ziemię, dając początek ziemskiej poezji.

Mit o miodzie poezji wskazuje, że powstanie sztuki skaldycznej miało wiele wspólnego z pijackim uniesieniem. Są na to zresztą i inne dowody. Do popularnych zabaw biesiadnych wikingów należał miodowy pojedynek, w którym dwaj skaldowie pili i równocześnie układali wersy, a przegrywał ten, kto padł pod stół, nie będąc już w stanie wyraźnie mówić.

KRNĄBRNY CHRZEŚNIAK

Większość znanych nam skaldów była Islandczykami. O wielu nic nie wiemy, bo - tak jak kronikarze - w swoich dziełach na ogół opiewali nie siebie, lecz władców. Kilku pieśniarzy zdobyło jednak taką sławę, że doczekało się własnych sag. Jednym z nich był Hallfred Skald Kłopotliwy. Jego losy świetnie obrazują typową karierę wikińskiego skalda. Hallfred już w młodości sprawiał rodzinie wiele problemów. Swój talent poetycki wykorzystywał bowiem głównie po to, by czynić innym różne złośliwości. Musiał więc opuścić rodzinne ziemie i - wzorem innych islandzkich bohaterów - po sławę i bogactwo udał się do Norwegii.