Dodaje jednak, że bałtyckie ryby mają gorsze warunki do życia również z wielu innych powodów. Dorszom przeszkadza ocieplenie morza, jego spadające zasolenie i natlenienie. – W Morzu Bałtyckim te ryby są na skraju przetrwania. Musiały się bardzo mocno dostosować do warunków, dlatego są mniejsze niż w Morzu Północnym czy w Atlantyku – mówi prof. Psuty. Zmiany zachodzące w morzu zaszkodziły też śledziom, które są dziś mniejsze niż jeszcze 20 lat temu.

Ucierpią też inne gatunki ryb. Łososie i węgorze staną się rzadkością, a rybacy będą musieli zrezygnować z połowów przybrzeżnych, żeby zarobić na życie. Eksperci jednak zapewniają, że ekosystem sobie poradzi tak czy inaczej. Ważne jest natomiast, by korzystać z tych zasobów rozsądnie. Dziś główne stada komercyjne bałtyckich ryb – dorszy, śledzi, szprotów, łososi i płastug – są stale kontrolowane. Międzynarodowa Rada Badań Morza (ICES) określa, ile z nich można złowić, w jakich miejscach i w jaki sposób. To jeden ze sposobów na zmniejszenie negatywnego wpływu człowieka na ekosystem Bałtyku..

DRUGIE MORZE CZARNE

Uczeni pocieszają, że w ciągu najbliższych lat wielka katastrofa ekologiczna w Bałtyku nam nie grozi. Jednak z modelu ewolucji Bałtyku, stworzonego przez międzynarodowy panel ekspertów wynika, że nie unikniemy poważnych zmian. – Nie ma wątpliwości, że Bałtyk będzie się stawał coraz mniej słony. Wskutek
wzrostu temperatury, większego parowania i przenoszenia wilgotnego powietrza znad Atlantyku na obszar północnego Bałtyku zwiększą się opady, co sprawi, że morze będzie coraz słodsze, a woda ulegnie stratyfikacji, czyli podziałowi na warstwy – wyjaśnia prof. Węsławski, jeden z autorów publikacji przedstawiającej model przyszłości Bałtyku.

Zgodnie z wyliczeniami Bałtyk w ciągu stu lat upodobni się do Morza Czarnego i innych zbiorników w strefach ciepłego klimatu. Mają one strukturę dwuwarstwową: na górze znajduje się lżejsza i lepiej dotleniona woda, na dole cięższa, bardziej słona i zimniejsza. Nie jest to bardzo zła wiadomość dla rybaków, ponieważ w tej górnej warstwie nie brakuje ryb. – W Morzu Czarnym produkcja rybacka intensywnie się rozwija, połowy są możliwe do głębokości 200 m. Poniżej tej granicy akwen, którego głębokość przekracza dwa tysiące metrów, jest kompletnie martwy. To siarkowodorowa pustynia zamieszkiwana jedynie przez wąską grupę bakterii i beztlenowych nicieni – dodaje prof. Węsławski. Gdyby jeszcze klimat na polskim wybrzeżu zaczął przypominać ten panujący nad Morzem Czarnym, turyści pewnie też nie mieliby powodów do narzekania.