Japoński rząd podjął decyzję o wypuszczeniu radioaktywnej wody z Fukushimy do oceanu. Stanie się to dopiero w 2023 roku, ale decyzja wzbudziła wiele komentarzy i protestów. Nowe badania wskazują, że radioaktywna woda szybko rozprzestrzeni się w Pacyfiku. Jednak stężenie promieniotwórczego izotopu wodoru – trytu – będzie w niej tak znikome, że nie będzie stanowić zagrożenia.

Radioaktywna woda pochodzi z awarii elektrowni jądrowej Fukishima Daiichi, do której doszło w 2011 roku. Po tym zdarzeniu często można było zobaczyć w internecie mapy pokazujące rzekomy zasięg skażenia wód. W rzeczywistości była to mapa wysokości fal tsunami, które spowodowały uszkodzenie elektrowni.

Cała radioaktywna woda z systemu chłodzenia to około 1,3 miliona litrów, co starczyłoby do napełnienia 500 olimpijskich basenów. Została ona zatrzymana w tysiącu stalowych silosów w Fukushimie. Następnie została oczyszczona z cięższych pierwiastków promieniotwórczych. Pozostały w niej ich śladowe ilości oraz cały, trudny do usunięcia tryt. Ten izotop wodoru wchodzi w skład cząsteczek tzw. ciężkiej wody, więc usunięcie go nie jest możliwe z powodów praktycznych.

Radioaktywna woda z Fukushimy trafi do oceanu w ciągu 40 lat

Woda nie zostanie uwolniona do oceanu jednorazowo. Cały proces ma zająć około czterdziestu lat. Tryt ma okres półtrwania 12,5 roku – oznacza to, że po takim czasie ubywa go połowa. Izotop ten rozpada się, emitując energetyczne elektrony. To ich strumień stanowi promieniowanie, zwane w tym przypadku promieniowaniem beta.

Teraz naukowcy postanowili stworzyć prawdziwą mapę ewentualnego skażenia, gdy radioaktywna woda z Fukushimy już trafi do oceanu. Wyniki swoich symulacji publikują w czasopiśmie naukowym „National Science Review”.


    
Wynika z nich, że woda rozprzestrzeni się na niezwykle rozległym obszarze, zajmującym około jednej dziesiątej całego Oceanu Spokojnego w ciągu około 120 dni. Większość radioaktywnej wody skupi się w pasie wokół 35 równoleżnika półkuli północnej.

Dziesięciokrotnie dłużej, bo 1200 dni, czyli około 4 lata, zajmie radioaktywnej wodzie dotarcie do wybrzeży Ameryki Północnej. Po 2400 dniach z kolei dotrze przez Kanał Panamski do wód Atlantyku i przez cieśniny Indonezji do Oceanu Indyjskiego.

Tryt z radioaktywnej wody z Fukushimy nie będzie zagrożeniem

Choć to brzmi jak bardzo katastrofalny scenariusz, z tej samej symulacji wynika, że tryt stanowić będzie bardzo niewielkie zagrożenie. Promieniowanie beta emitowane przez tryt nie przenika przez skórę – zatrzymuje je naskórek.

Większe ryzyko stanowiłoby spożycie, jednak ilość trytu w oceanicznej wodzie będzie znikoma. 1,3 miliona litrów skażonej w wyniku awarii elektrowni wody wydaje się olbrzymią ilością. Jednak objętość Pacyfiku jest nieporównywalnie większa. 660 miliardów kilometrów sześciennych to 660 trylionów litrów. Woda z Fukushimy stanowić będzie więc zupełnie zaniedbywalną domieszkę wód oceanu.

Awaria elektrowni w Fukushimie przyczyniła się do złej prasy całej energetyki jądrowej. To między innymi pod wpływem tego zdarzenia Niemcy postanowiły wygasić istniejące elektrownie atomowe do 2022 roku. Tymczasem, jak zauważył znany biolog i ekolog James Lovelock, tsunami, które spowodowało awarię w Fukushimie, zabiło 26 tys. osób. W wyniku awarii elektrowni nie zginęła ani jedna.

Źródła: National Science Review, Science.