Podaj mi portfel, s'il te plaît. Zut, nie mam cashu... Maman, jest tu niedaleko bankomat?” – podsłuchuję rozmowę w polsko-francuskim domu państwa Arnoux w Londynie. 22-letnia Patrycja Arnoux z mamą Polką rozmawia po polsku, z tatą Francuzem po francusku, a ze znajomymi i rodzeństwem po angielsku (wychowała się w Wielkiej Brytanii). „Dzięki temu bez wysiłku opanowałam trzy języki. Nauka nowych nie sprawiała mi już trudności, więc w szkole zaczęłam uczyć się japońskiego i hiszpańskiego” – tłumaczy.

Płeć języka

W świecie otwartych granic i elastyczności zawodowej Polacy coraz częściej osiedlają się na stałe poza granicami kraju i wchodzą w związki małżeńskie z obcokrajowcami. Prof. Michaël Byram z Durham University twierdzi, że nawet połowa ludności świata jest dziś dwujęzyczna, a liczby te wciąż rosną. Według danych z 2001 roku, w samym tylko Londynie mówi się w 300 językach, a dla ponad miliona londyńczyków angielski nie jest mową ojczystą.

Tak jak w domu Beaty Shue, 31-letniej Polki z Kaszub, która mieszka z mężem Chińczykiem i dwójką dzieci w New Jersey. „W domu rodzice mówili do mnie po kaszubsku, odpowiadałam im po polsku, którego uczyłam się w szkole. Ostatnio podczas imprezy na Brooklynie jeden z Polaków stwierdził, że mój polski jest świetny jak na Kaszubkę” – śmieje się Beata, która mówi oczywiście płynnie po angielsku, a z wykształcenia jest germanistką. Studiowała i pracowała w Niemczech i w Anglii. Jej mąż urodził się w Chinach, ale mieszkał w pięciu krajach i na trzech kontynentach. „I tak nasze dzieci przyszły na świat w domu międzykulturowym i multijęzykowym. Teraz wychowują się wokół trzech języków: angielskiego, niemieckiego i polskiego, a mąż zaczął im właśnie wprowadzać czwarty, chiński” – opowiada.

„Do połowy XX wieku psycholingwiści i językoznawcy uważali, że język ojczysty to swoiste więzienie, które zniewala nasze procesy rozumowania. Później zaczęły przeważać teorie, że systemy językowe podlegają uniwersalnym zasadom i wszyscy na świecie myślimy tak samo. Pora przyznać, że pewne nawyki językowe są zatopione w kulturze danego języka i wpływają na nasz ogląd świata” – mówi dr Guy Deutscher, izraelski lingwista, którego ostatnia książka „Through the Language Glass. How Words Colour Your World” odnowiła stary spór z gatunku: czy język wpływa na nasz sposób myślenia.

Deutscher, idąc śladem kontrowersyjnej hipotezy Whorfa i Sapira z lat 40., dowodzi, że w strukturze, gramatyce i słownictwie języków znajdują się schematy, które determinują sposób oceny rzeczywistości. Według badacza inaczej patrzy na świat Japończyk, któremu gramatyka wpoiła ogromny szacunek do rozmówcy, zwłaszcza starszego, a inaczej zdystansowany Brytyjczyk, który chętnie chowa się za formułkami grzecznościowymi i neutralną gramatyką. Jeśli przyznaje, że spędził miły wieczór z sąsiadem (ang. neighbour), nie będzie wiadomo, czy był to mężczyzna, czy kobieta. Natomiast w polskim czy francuskim samo użycie słowa „sąsiadka” lub „voisine” zdradzi płeć towarzystwa. Kolejnym wyzwaniem jest rodzaj gramatyczny. Dla uczących się nowego języka taka „płeć” słów może być barierą nie do przeskoczenia. W 1880 roku amerykański pisarz Mark Twain w humorystycznym eseju „This Awful German Language” narzekał na nieobliczalną naturę niemieckich zasad gramatycznych. Zresztą, czy naturalne jest, że jabłko to po niemiecku męskobrzmiący der Apfel? Albo co kobiecego jest w męskiej brodzie, która w polskim i francuskim (la barbe) przyjmuje rodzaj żeński? I dlaczego woda w rosyjskim jest kobietą, ale po zanurzeniu w niej herbaty staje się mężczyzną (ten czaj)?

Szczęśliwi wielojęzyczni