Na polskim rynku właśnie ukazała się jedna z najważniejszych książek poruszających temat zmian klimatycznych. Czy przejdzie, jak wiele innych, bez echa? „Długotrwały kataklizm jest w tej chwili najbardziej optymistycznym scenariuszem” – tak w prologu reportażu pisze jego autor, Nathaniel Rich. Te słowa powinny być alarmujące.

Paryskie porozumienie klimatyczne z 2016 roku zobowiązywało państwa globu do utrzymania globalnego ocieplenia na poziomie dwóch stopni Celsjusza. Cztery lata później wiemy, że prawdopodobieństwo sukcesu wynosi jeden do dwudziestu. Po drodze największy truciciel świata – Stany Zjednoczone – wycofał się z umowy. Planeta grzeje się dalej, rządy nie robią właściwie nic, a ludzie popadają w coraz większą apatię. Jedynie bezsilni naukowcy ogłaszają kolejne alarmistyczne raporty. 

Rich w swojej pracy z pieczołowitością rekonstruuje starania tych kilku dzielnych ludzi, którzy błąkając się po kolejnych departamentach, komisjach, sympozjach i szczytach próbowali przekonać możnych tego świata o beznadziejnych konsekwencjach węglowego kredytu energetycznego. Zapamiętajcie te nazwiska: Gordon McDonald, Jim Hansen, Rafe Pomerance. Być może to im będzie się należało miejsce na kartach historii. „Jest już później niż myślicie”te słowa Hansena brzmią jak refren tej samej smutnej piosenki, której od blisko czterdziestu lat niewielu chce słuchać.

Jest rok 1979. Na światło dzienne wychodzi tak zwany Raport Charneya opisujący wpływ stężenia dwutlenku węgla na klimat. Wnioski z niego są proste – trzeba zacząć natychmiast działać. „Czas między emisją gazów cieplarnianych a ociepleniem nią spowodowanym może wynieść kilkadziesiąt lat. Przypomina to przykrywanie się dodatkowym kocem w ciepłą noc: człowiek zaczyna się pocić dopiero po kilku minutach”.

„Odkąd spalamy na masową skalę paliwa kopalne, nasze życie wygląda lepiej, więc po co to zmieniać?”. Z takim poglądem bohaterowie książki Richa będą musieli się zwierać przez całą dekadę. Są lata osiemdziesiąte, szalony rozkwit wolnego rynku, zachodni kapitalizm rośnie w siłę, co może pójść nie tak? Wreszcie udaje się jednak odwrócić uwagę rządów od pieniędzy i skupić na klimacie. Relacja z wielkiej konferencji w holenderskim Noordwijk z 1989, to kulminacyjny punkt książki. Wydaje się, że to, co jest do ocalenia, da się uratować. Co więc poszło nie tak? „Więcej dwutlenku węgla dostało się do atmosfery od ostatniego dnia konferencji, niż w całej historii naszej cywilizacji przed nią” – pisze Rich.

„Tę książkę czyta się jak grecką tragedię”. Czy szczyt w Noordwijk miał szansę powodzenia? Jeden z uczestników konferencji odpowiada po latach Richowi: „To nie było możliwe ponieważ przywódcy światowi udawali tylko, że popierają tę politykę, bez konieczności podejmowania konkretnych zobowiązań, które kosztowałyby ich kraje potężne środki. Wówczas była to tajemnica poliszynela”.Inny z kolei tak podsumowuje praktykę wypełniana przez państwa umów klimatycznych: „To tylko kawałki papieru i nie wsadzą cię do więzienia, jeśli tego nie zrobisz”.

A jak to wygląda dziś? Żyjemy w czasach internetu, social mediów, nowych technologii wraz z ich prorokami w rodzaju Steve’a Jobsa czy Elona Muska. To epoka czarnego złota – węgla. Codziennie wydobywa się je w milionach ton. Węgiel nas ogrzewa, oświetla nasze mieszkania, dzięki niemu trzymamy w dłoniach nowoczesne smartfony. Na ile jesteśmy w stanie zrezygnować z naszych wygód?Czy stać nas na ponowny zryw? „Czytając książkę Nathaniela Richa, widziałem moje dzieci pochylone nad jej kolejnym wydaniem, pokazującym reakcję naszego pokolenia na to, co wiemy dziś”– pisze o „Ziemi” Jonathan Safran Foer.

 

Nathaniel Rich napisał tę poruszającą książkę po to, żebyśmy nigdy nie mogli powiedzieć – nie wiedzieliśmy. W bohaterach opisywanych przez niego odnaleźć możemy dzisiejszych polityków, aktywistów, dziennikarzy, a nawet – siebie samych. Czas, jak przekonuje autor, „zagrożenia dla naszej przyszłości nazwać po imieniu”.