Karnegia olbrzymia to największy kaktus w Stanach Zjednoczonych, ikona południa Dzikiego Zachodu. Ten kilkunastometrowy wieloramienny „kandelabr” pojawia się czasami na filmach za plecami kowbojów. Dziś każdy mieszkaniec Arizony chce mieć przynajmniej jedną karnegię w ogrodzie. Niestety, ta moda szkodzi kaktusom i sprzyja handlującym nimi kłusownikom.

Wykopać, przemycić, sprzedać

Karnegie, zwane też saguaro, można uprawiać w szkółkach. Jest to jednak mało opłacalne, ponieważ rosną w ślimaczym tempie. Na czarnym rynku największe wzięcie mają okazy 30–50-letnie. Kłusownicy mogą je bez trudu wykopać i przewieźć samochodem dostawczym. Za taką karnegię bez problemu dostaną 1000 dolarów. Kilka lat temu niejaki Kenneth Cobb ukradł osiem dużych roślin, z których dwie sprzedał w Austrii. Każda była warta 2 tys. dol. Siedmiometrowy kaktus z pięcioma ramionami osiąga cenę rzędu 6,5 tys. dolarów.

Najcenniejsza zdobycz to karnegia grzebieniasta – dziwak wśród kaktusów. Na czubku ma karbowany kolczasty wachlarz. W naturze taki mutant zdarza się raz na 100 tys. normalnych roślin. Piękny sześciometrowy okaz takiej karnegii rósł w Saguaro National Park. Aż pewnego dnia zniknął. Na poszukiwania ruszyła policja. Odnalazła kaktus w szkółce w Las Vegas, której właściciel wycenił go na 15 tys. dolarów.

Karnegie są chronione przez prawo federalne i stanowe, ale to nie powstrzymuje złodziei. Dyrekcja Saguaro National Park postanowiła sięgnąć po nowe technologie. Od 2008 roku najładniejsze i rosnące w najłatwiej dostępnych miejscach okazy są znakowane mikroczipami. Dzięki temu łatwiej udowodnić, że kaktus został skradziony. Wystarczy przyłożyć czytnik do rośliny, by ją zidentyfikować.

Kolczaste ogrodnictwo

Moda na kaktusy to w sporej części zasługa władz. Od lat przekonują mieszkańców Arizony, by zamiast trawników wymagających obfitego podlewania zakładali przydomowe ogródki pustynne. Jednak dbanie o taką kolczastą roślinność wcale nie jest łatwe.

Ciernie karnegii są duże. Z reguły udaje się je usunąć ze skóry przy pomocy pęsety, a nawet karty płatniczej.

Gorzej wygląda sprawa w przypadku opuncji. Poza cierniami mają też drobne i łamliwe kolce, tzw. glochidy. Przenosi je każdy podmuch wiatru. Dlatego podczas ich wykopywania i przenoszenia należy dbać, by wiatr nie wiał w twarz. Ale i tak glochidy wnikają w każdą tkaninę, dostają się do oczu i wbijają w skórę. Czasami jedynym wyjściem jest ogolić to, co wystaje ze skóry, a potem czekać cierpliwie, aż organizm sam upora się z tkwiącą głębiej resztą.

Karnegie sprawiają też kłopoty, bo ludzie nie potrafią się z nimi obchodzić. „Traktują je jak drzewa, spryskując zbyt często wodą. Tego nie wolno robić. Na pustyni deszcz pada co kilka miesięcy” – mówi „Focusowi” Rilee Leblanc, lekarz kaktusów z Phoenix. Kaktusy wypuszczają korzenie promieniście i nie głę-biej niż na 20 cm pod powierzchnią gruntu. Sięgają daleko (ich długość zwykle dorównuje wysokości głównej łodygi), by szybko zebrać jak najwięcej wody podczas deszczu. Robią to tak wydajnie, że duża karnegia po „napojeniu” waży o 750–900 kg więcej.

 

„Na pustyni ziemia jest twarda jak skała, kaktus ugina się pod uderzeniami wiatru, ale się nie przewraca. Wilgotny miękki grunt przestaje dawać karnegii oparcie” – wyjaśnia Rilee Leblanc. Nagle napęczniały kaktus może być śmiertelnie groźny. Trzy lata temu pracownik zakładów wodociągowych w Yumie został przy-gnieciony przez pięciometrową karnegię pod-czas usuwania awarii kanalizacji. Z poważnymi obrażeniami pleców, nóg i setkami cierni wbitych w skórę trafił na oddział intensywnej terapii.

Mimo wysokich kar – za kradzież grozi na-wet 100 tys. dolarów grzywny i do 12 miesięcy więzienia – kradzieże zdarzają się nadal, choć rzadziej niż kilkanaście lat temu. W większości przypadków sprawcy nie zostają wykryci, choć są wyjątki. 30 lat temu policja w ramach akcji walki z kłusownictwem założyła szkółkę kaktusów. W ciągu czterech lat udało się złapać 21 kłusowników zamierzających sprzedać kradzione kaktusy.

Co prawda karnegia olbrzymia nie jest zagrożona wyginięciem, ale przyrodnicy apelują, by chronić jej największe okazy. Każdy z nich jest centrum pustynnego życia. Z wielkimi kaktusami swe istnienie związało co najmniej sto gatunków zwierząt, od owadów po antylopy. Karnegia poi, karmi i daje schronienie. Jeśli ktoś ją wykopie lub zniszczy, trzeba czekać dziesiątki lat na wyrośnięcie nowej...


150 lat na pustyni

Karnegia olbrzymia zakwita w kwietniu. Ma duże kremowe kwiaty, które otwierają się półtorej do dwóch godzin po zachodzie słońca i zamykają późnym popołudniem następnego dnia. Nektar, czyli pokarm dla zapylaczy, jest serwowany dwukrotnie. Najhojniej o drugiej nad ranem, a potem dwie godziny po wschodzie słońca. W ten sposób kaktus przywabia zapylające go nietoperze (liścionosy), pszczoły i ptaki (gołębiaki białoskrzydłe).

W ciągu całego życia karnegia produkuje do 40 mln nasion, zamkniętych w mięsistych owocach, dojrzewających na przełomie czerwca i lipca. Jednak niewiele z tych nasion wykiełkuje. Tylko jeden procent siewek przeżywa pierwszy rok. Malutka karnegia jest wrażliwa na upał i ginie, jeśli nie znajdzie się w cieniu drzewa lub krzewu. Na otwartym terenie temperatura ziemi latem sięga 60 st. C. Jednak pod osłoną gałęzi i liści jest o 20 stopni niższa. Czy rosnąca karnegia po jakimś czasie zabija swego opiekuna, pozbawiając go wody i składników mineralnych? Uczeni cały czas się o to spierają. Faktem jest, że dorosłe kaktusy zawsze stoją samotnie, a wokół nich nie ma śladu rośliny, w której cieniu musiały się kiedyś „wychować”.

Po osiągnięciu 2–3 metrów wysokości główna łodyga rośnie w tempie ok. 10 cm na rok. Na tym etapie zaczyna tworzyć ramiona, których może być nawet 25. W ten sposób kaktus zwiększa swe zdolności reprodukcyjne – kwiaty tworzą się tylko na wierzchołkach łodyg. Większość karnegii obumiera po 150 latach, nieliczne żyją dłużej niż dwa stulecia.