Niewielkie mieszkanie, z wychodzącymi na podwórze oknami w jednopiętrowej kamienicy przy ulicy Majowej 6 w Sosnowcu. Pijany z radości czeladnik piekarski – a trudno mu się dziwić, bowiem wreszcie doczekał się upragnionego syna – daje aż 5 rubli w złocie kobiecie, która po raz pierwszy kąpała dziecko, urodzone 16 maja 1902 r. przez jego ślubną, 18-letnią Marię Stanisławę. Na taką kwotę Franciszek Kiepura musiał pracować tydzień! Humor mu jednak dopisuje, a następnego dnia do izdebki z oknem trafia „najpiękniejsza kołyska” – jak oceni po latach Wacław Panek – „jaką można było dostać w Sosnowcu”.

ŚPIEWAK, NIE ADWOKAT


22 lata później czeladnik jest już majstrem i właścicielem piekarni „Lech”. W dniu urodzin syna – studenta wydziału prawa Uniwersytetu Warszawskiego, który niespodziewanie pojawił się w domu, dowiaduje się, że młodzieniec nie zdał egzaminów. W zamian za to macha ojcu przed oczami wizytówką adepta chóru Teatru Wielkiego. Nie uchroni go to jednak przed gniewem ojca za trwonienie pieniędzy. „Nie mam czym zapłacić za dorożkę, którą przyjechałem spod dworca” – mówi chłopak. Ale dorożkarz nigdy nie dostanie należności. Przestraszony odjeżdża, nie chce być świadkiem, jak piekarz tłucze kułakami syna, niedoszłego prawnika. „Sprał Janka zupełnie fantastycznie” – opowie o wydarzeniu Władysław, brat Jana Kiepury, w rozmowie z Jerzym Waldorfem.

Mimo to jakiś czas później do domu zaczynają przychodzić listy, że Janek zarabia po 150 zł za występ, później, że już po trzysta, a też że domaga się „przynajmniej pięciuset” złotych. Za koncert w Grosses Konzerthaus otrzyma 12 tys. szylingów, a z Tonfilmem podpisze kontrakt na 45 tys. dolarów plus procenty od wpływów kasowych. „Razem jest to pół miliona złotych za dwa miesiące” – napisze do Sosnowca Jan Kiepura. „Jeśli mi więc dawano i po 2000 dolarów za koncert, to chyba muszę coś, na miły Bóg umieć. I mieć w sobie coś, co ludzie opłacają i pragną słyszeć (...) Mówię Wam, kochani – zapewnia rodziców – że za trzy lata będziecie milionerami...”.

Rodzice, znowu razem po romansowych przygodach pana Franciszka, ostatecznie uwierzą, że ich syna – nawet gdyby był bardzo dobrym adwokatem po studiach na Uniwersytecie Warszawskim – nie byłoby stać, tak jak teraz, na wybudowanie w Krynicy luksusowego hotelu na „200 pokoi z salą teatralną, restauracyjną, łazienkami, telefonami w pokojach, dywanami i dwiema windami” – jak opisywał Jan Kiepura swój pomysł [Hotel Patria, który stanął w Krynicy Zdroju w 1933 r. według projektu Bohdana Pniewskiego, funkcjonuje do dzisiaj – przyp. red.]. I dodawał w liście do przyjaciela: „Robię to dla Starych, no i to dobra, i pewna lokata pieniędzy. Będziemy tam z Twoimi i moimi Starymi wypoczywać...”.

POKONAŁ NAWET GÖRINGA


Ilość filmów z udziałem Jana Kiepury potwierdza jego słowa, że chciał być słuchany i oglądany. W 1930 r. znany już wówczas reżyser Carmine Gallone daje Polakowi główną rolę włoskiego przewodnika amerykańskiej milionerki w filmie „Neapol, śpiewające miasto”, na reklamówkach nad Wisłą prezentowane jako „arcydzieło śpiewaczo-dźwiękowe”. Kiepura zastrzegł sobie, że w filmie zaśpiewa również po polsku. Film powstaje w trzech różnych wersjach językowych. Kiepura jest zawsze na planie, zmieniają się tylko aktorki, grające amerykańską turystkę. Po „Neapolu..” przychodzą następne filmy. Anatol Litvak obsadza sławnego na świecie tenora w „Das Lied einer Nacht”, w Polsce wyświetlanym jako „Pieśń nocy”. Jan Kiepura jest też głównym wykonawcą w zrealizowanych w trzech wersjach językowych filmach „Zdobyć cię muszę” i „Dla ciebie śpiewam” (tu razem z Martą Eggerth po angielsku i niemiecku, a z Danielle Darieux w wersji francuskiej). Z filmu „Kocham wszystkie kobiety” pochodzi znana piosenka „Brunetki, blondynki...” autorstwa Roberta Stolza. Następne filmy, przynoszące sławę i pieniądze, niektóre realizowane z Martą Eggerth – żoną Kiepury – w głównej roli kobiecej, to „Czar cyganerii” i „Kraina uśmiechu”.

Kiepurę można usłyszeć nie tylko w kinie. Zadebiutował w Staatsoper w Wiedniu, występuje z ogromnym powodzeniem w mediolańskiej La Scali, na scenach operowych Buenos Aires, Rio de Janeiro, Berlina, Wiednia, Kopenhagi, Chicago, Londynu, Nowego Jorku, Paryża, Budapesztu, Pragi, Warszawy i Krakowa. Śpiewa za sumy, o jakich inni nawet nie marzyli, nierzadko uzyskane po twardym targowaniu się o każde... kilka tysięcy dolarów. Z Rzeszy wywiózł swoje pieniądze, skarżąc się w gabinecie Hermanna Göringa na zablokowanie kont artystów pochodzenia niearyjskiego. Gruby Hermann, który omal nie pocałował w rękę Marty Eggerth, zgadza się wyłączyć spod bankowej blokady ciężko zarobione – na koncertach i filmach – pieniądze państwa Kiepurów...

TRZYNAŚCIE, NIE DWANAŚCIE

 


Gdyby znawców tematu zaprosić do jakiegoś teleturnieju, to na pytanie o ilość filmów, w jakich wystąpił „chłopak z Sosnowca”, natychmiast odpowiedzieliby: w dwunastu! I to będzie błąd. „Focus Historia” dotarł do nieznanego amatorskiego filmu z Janem Kiepurą. Film przeleżał w domu znanego krakowskiego adwokata Janusza Nowińskiego 71 lat, schowany w pudełku po ciasteczkach „Brankach” na górnej półce szafy odziedziczonej po rodzicach. W pudełku znajdowała się metalowa okrągła puszka średnicy 13 cm z wyrytym słowem „Agfa” z jednej strony, a z drugiej opisana ołówkiem: „Kraków – Zakopane”. Wewnątrz szpula z filmem pt. „Jan Kiepura z żoną i redaktorem Dąbrowskim na Kasprowym”.

Adwokat w największym z pokoi swojego mieszkania, położonego w pobliżu pętli tramwajowej Bronowice Nowe, rozstawia ekran wielkości metr na metr, nasadza rolkę na odtwarzacz i włącza film. „W 1938 roku moi mieszkający we Lwowie rodzice wybrali się na wakacje do Zakopanego. Oczywiście przez Kraków” – wyjaśnia „Focusowi Historia” gospodarz. W tym czasie film, nakręcony przez jego ojca Romana, spod krakowskich Sukiennic przenosi widzów pod Giewont, prezentujący się tak samo okazale jak dzisiaj. Szczerzy zęby zakopiański niedźwiedź. Krupówki są wyraźnie mniej zasmrodzone niż teraz. Rżnie góralska kapela, a dookoła góry i cepry w tatrzańskich dolinkach. I nagle w oku kamery widać Jana Kiepurę z Martą Eggerth. Przyjechali pod stację kolejki linowej na Kasprowy Wierch i odtąd kamera łapie ich na szczycie, dopada w czasie zwiedzania Obserwatorium, filmuje przy obiedzie oraz na spacerze... W skromnej chusteczce na głowie Marta Eggerth nie wygląda wcale na sławną sopranistkę koloraturową, znaną ze światowych scen. Kiepura postawił kołnierz kraciastej marynarki i z wyraźną niechęcią spogląda w obiektyw. Redaktor Marian Dąbrowski, właściciel koncernu „IKC”, poprawia potargane wiatrem włosy. Niezadowolenie z „filmowców” widać i na jego twarzy. Czyżby obawiał się, że ktoś wykorzysta jego prywatną wycieczkę z Kiepurami do złośliwych plotek? Reżyser – właściciel kamery – powiedział artystom i redaktorowi, że nie jest dziennikarzem, i obiecał żonie Kiepury, że filmu nikomu nie udostępni. Słowa dotrzymał. Po obejrzeniu filmu opisał go i schował. Ale syn pana Romana mówi: „Ja pani Eggerth nic nie obiecywałem, dlatego jesteście na projekcji”, chowając kasetę do tego samego pudełka, w którym skarb przechowywał jego ojciec.

Ten zupełnie nieznany – i chociaż trzynasty to wcale nie feralny – film o Kiepurze ma obecnie unikatową wartość, pomimo że nie jest długi. Jedyny film, za który Marta Eggerth i Jan Kiepura nie otrzymali ani grosza honorarium, trwa dokładnie 267 sekund.