Na początku lat 60. XVII w. królowa Maria Teresa, żona Ludwika XIV, otrzymała od władcy Dahomeju (dzisiejszy Benin) czarnoskórego karzełka o imieniu Nabo. Nowy służący szybko stał się ulubieńcem Marii Teresy. „Brykał i wywijał koziołki na dywanach niczym mały kociak, dokazywał na biurkach, sofach, a czasem nawet na kolanach królowej” – jak pisała w pamiętnikach królewska metresa hrabina de Montespan. I właśnie owo brykanie kilka miesięcy później stało się źródłem złośliwej plotki o niewierności monarchini – królowa bowiem zaszła w ciążę!

KRÓLOWA I KARZEŁ

W całej Francji wznoszono modły za pomyślność dziecka i Marii Teresy. Jednak sama królowa – jak zanotowała hrabina de Montespan – miała złe przeczucia. Mawiała, że czuje się dziwnie i najchętniej fikałaby koziołki i jadła surowe owoce – dokładnie tak jak Nabo. Król nalegał, aby Maria Teresa przestała się martwić, bo urodzi jakieś „monstrum”. Poród zaczął się przedwcześnie 16 listopada 1664 r. Kiedy dziecko w końcu przyszło na świat, okazało się… że jest czarne. Piękna i zdrowa dziewczynka niepokojąco przypominała ulubieńca królowej. Nabo został natychmiast odesłany ze dworu i słuch po nim zaginął. Dziecko również zniknęło – podobno umieszczono je na wsi, w miejscowości Gisors. Hrabina de Montespan znana była z niechęci do królewskiej małżonki. Mogła więc wymyślić całą tę historię. Jednak jeszcze dziś, zwiedzając gmach biblioteki Saint Geneviene w dzielnicy Łacińskiej Paryża, można natknąć się w jednej z sal na portret, który zdaje się potwierdzać wspomnienia hrabiny. Wizerunek czarnoskórej mniszki Luizy Marii Teresy powstał w latach 80. XVII w.! A więc wtedy, kiedy mogła żyć córka żony Króla Słońce i Nabo. Przypuszczenie to potwierdzają pamiętniki królewskiej krewnej La Grande Mademoiselle. Opisując lata 1664–1666, wspomina o poważnej chorobie Marii Teresy i przedwczesnych narodzinach córeczki. Dziewczynka z wyglądu przypominała czarnoskórego karła, ulubieńca królowej, i zmarła wkrótce po narodzinach. Jednak sama Mademoiselle dziewczynki nie widziała i powołuje się na relacje swojego męża, który podobno był obecny przy narodzinach.  Inni pamiętnikarze, choć nie wspominają o tym fakcie, opisują postać tajemniczej mniszki z klasztoru w Moret. „Wydaje się, że w tym klasztorze przebywała czarnoskóra kobieta, mauretanka, która została tam umieszczona za młodu przez królewskiego kamerdynera, Pana Bontems – zanotował w swoich wspomnieniach diuk de Saint-Simon. – Otoczona była największą opieką i troską, lecz nigdy nikomu nie przedstawiana. Kiedy zmarła królowa lub Madame de Maintenon [małżonka morganatyczna Ludwika XIV – przyp. aut.] udawały się do klasztoru, nie zawsze spotykały się z nią, ale zawsze dbały o jej dobrobyt. Traktowana była z większym szacunkiem niż osoby o najlepszym pochodzeniu”.

Według pamiętnikarza wiele osób twierdziło, że była córką królewskiej pary, ukrywaną ze względu na kolor skóry (sam diuk de Saint-Simon raczej nie wierzył w te przypuszczenia). Hrabina de Montespan dodawała, że jej wyniosłe zachowanie wywoływało skargi przełożonych klasztoru. Wolter w „Wieku Ludwika XIV i Ludwika XV” podawał, że madame de Maintenon próbowała nawet przekonać zakonnicę, aby przestała się wywyższać, bo nie jest królewskim dzieckiem. „Madame, sam trud, który powzięła osoba o pani statusie, aby przybyć tu i powiedzieć, że nie jestem córką króla, przekonuje mnie o tym, że to prawda” – miała odpowiedzieć Mulatka. O niezwykłym statusie mniszki świadczą też dokumenty. W 1685 roku król przyznał Luizie Marii Teresie dożywotnią pensję.

PANI PANA CZY PAN PANIĄ?

 

Czy krnąbrna mniszka mogła być córką Marii Teresy i Nabo? „Pomysł, żeby królowa Maria Teresa wdała się w romans z karłem, wydaje się kompletną fikcją – twierdzi dr hab. Piotr Ugniewski z Uniwersytetu Warszawskiego. – Zdrada małżeńska po prostu nie leżała w jej charakterze”. Maria Teresa znana była ze swojej pobożności, a większość czasu spędzała na modlitwie i pielgrzymkach do świętych sanktuariów, w których często towarzyszyła jej teściowa. „Poza tym Ludwik XIV niezwykle szanował swoją małżonkę i nigdy nie zaniedbywał swoich obowiązków małżeńskich oraz dzielił z nią łoże aż do jej śmierci” – dodaje dr Ugniewski. Poza tym dwór francuski nie był miejscem, w którym łatwo mogło dojść do potajemnego romansu. Panowała tam sztywna etykieta, a królowa nieustannie przebywała w towarzystwie dworzan. „W tamtych czasach inaczej postrzegano prywatność – komentuje dr Ugniewski. – Arystokracji wszędzie towarzyszyła służba i domownicy. Mimo to do romansów dochodziło. Jednak w przypadku królowych niewierność małżeńska była sprawą wagi państwowej”. To król mógł sobie pozwolić na utrzymywanie metres i płodzenie bękartów. Kobiety decydujące się na taki krok były zazwyczaj obdarzone bardzo silnym charakterem i posiadały własne ambicje polityczne. Często – jak choćby caryca Katarzyna Wielka – nie znajdowały partnerów w swoich małżonkach – ludziach o słabych osobowościach. Maria Teresa nie była kobietą formatu Katarzyny. Siłą charakteru nie dorównywała też swojej teściowej Annie Austriaczce, oskarżanej przez wielu o związek z kardynałem Mazarin. Dlatego pogłoska o jej rzekomym romansie z czarnoskórym karłem wydaje się tylko złośliwą plotką. Zwłaszcza że żaden z autorów pamiętników nie znał osobiście czarnoskórej mniszki z Moret. Najbliższy wydarzeniom był piszący pamiętniki w latach 90. XVII wieku diuk Saint-Simon. Uczciwie przyznał, że powołuje się na plotki i pogłoski dotyczące czarnoskórej zakonnicy. Inne źródła, w których znajdują się informacje o Luizie Marii Teresie, to utwory powstałe w XVIII w. Ich autorzy mogli opierać się na tych samych pogłoskach co Saint-Simon.

Tymczasem istnieje inne wytłumaczenie pochodzenia czarnej mniszki z Moret, o którym pisze w swoich pamiętnikach Wolter. Kobieta mogła być córką… Ludwika XIV.  Jest to hipoteza bardziej prawdopodobna, jeśli brać pod uwagę temperament Króla Słońce. Tym bardziej że dwór francuski utrzymywał ożywione kontakty z sułtanatem Maroka, a w otoczeniu Ludwika XIV służyli ciemnoskórzy Maurowie. Może to jedna z ciemnoskórych kobiet urodziła królowi dziecko? Szczególną urodą wyróżniała się na przykład żona królewskiego stangreta. Parze urodziła się córeczka, której rodzicami chrzestnymi zostali król i królowa. Ludwik XIV mógł być również biologicznym ojcem dziewczynki. Nawet jeśli króla nie łączyło z dzieckiem pokrewieństwo, po śmierci biologicznych rodziców chrzestni, zgodnie ze zwyczajem, przejęliby nad nią opiekę. Odesłanie jej do klasztoru i troska o jej materialny byt to w takim wypadku prawdopodobne rozwiązanie. Wyniosłe zachowanie mniszki, o którym piszą pamiętnikarze, oraz specjalna uwaga, jaką poświęcali jej członkowie rodziny królewskiej, wynikałyby z faktu bycia królewską chrześnicą. Miejska legenda może mieć więc bardzo prozaiczne wyjaśnienie. Córeczka Marii Teresy urodzona w 1664 r. zmarła. Być może cierpiała na sinicę związaną z niewydolnością układu oddechowego, co często przytrafia się wcześniakom. Objawem tej choroby jest zasinienie skóry, które mogło stać się zarzewiem plotki o czarnym dziecku i rzekomym romansie. Złośliwa plotka połączyła ją w jedną osobę z wyniosłą mniszką z Moret – Luizą Marią Teresą.


NIEDOBRANE CHARAKTERYMałżeństwo Ludwika XIV z infantką hiszpańską Marią Teresą było wynikiem skomplikowanej gry politycznych interesów. Choć z pozoru wszystko układało się dobrze, nie był to związek udany. Ludwik i Maria Teresa byli równolatkami – ojciec Ludwika zmarł, gdy ten miał zaledwie kilka lat, a chłopiec został koronowany na króla Francji. W imieniu syna rządy w kraju objęła Anna Austriaczka, wspierana przez kardynała Mazarin. Królowa podziwiana była za niezwykłą urodę i bystrą inteligencję. Rozbudowany ceremoniał oraz wszechobecna sztuka, teatr i taniec rozsławiły jej dwór na całą Europę. Młody Ludwik podzielał pasje matki. Uwielbiał tańczyć i występował w balecie. Otaczały go kobiety z matczynego dworu, które podobnie jak królowa, ceniły intelektualne rozrywki. Jego piękna małżonka w niczym nie przypominała francuskich dam.Wychowana w rygorystycznym środowisku hiszpańskiego Escorialu była osobą nieśmiałą i wielce pobożną. Najchętniej pozostawała w swoich komnatach, unikając jak ognia dworskich ceremonii. Niedługo po ślubie Ludwik zaczął szukać towarzystwa innych pań, gdyż jego małżonka okazała się po prostu nudna. Brakowało jej ciętego dowcipu i błyskotliwego intelektu, które Ludwik wysoko cenił u kobiet. Nie podzielała również jego zainteresowań i pasji. Królewskie kochanki wywodziły się najczęściej spośród dam dworu królowej, a z czasem liczne romanse Króla Słońce obrosły prawdziwą legendą.