Violet Jessop siedziała  w szalupie z rozbitą głową i z przerażeniem patrzyła, jak potężny kadłub Britannica pogrąża się w morskiej otchłani. To był już trzeci „niezatapialny” okręt, na którym pracowała i z którego musiała się ewakuować. 

Violet miała 24 lata, kiedy zatrudniła się jako stewardesa w White Star Line – towarzystwie żeglugowym, które ostro walczyło o klientów na trasach z Europy do Stanów Zjednoczonych. Był rok 1911 i kapitanowie dostawali pod swoje dowództwo coraz potężniejsze, bezpieczniejsze i bardziej luksusowe transatlantyki. I chociaż o wielu z nich mówiono, że są niezatapialne, to właśnie na początku XX wieku zaczęła się czarna seria katastrof wielkich statków pasażerskich.

Pierwszym statkiem, na którym Violet została zatrudniona, był Olimpic – jeden z dwóch siostrzanych statków Titanica, zbudowany zaledwie 3 miesiące przed nim. 20 września 1911 roku wyruszył w swój piąty rejs do Nowego Jorku, kiedy niedaleko wyspy Wight, u południowych wybrzeży Anglii, kapitan Olimpica postanowił pościgać się z płynącym nieopodal krążownikiem HMS Hawke. Okręt wojenny był sześciokrotnie mniejszy od potężnego transatlantyku, ale przez pewien czas jednostki płynęły burta w burtę. Do momentu, gdy potężne ciśnienie, wytworzone przez kadłub  i śruby Olimpica, niemal wessało krążownik. Statki zderzyły się z potężną siłą. W boku Olimpica zostały wyrwane dwie dziury, zniszczeniu uległa jedna ze śrub napędowych. Statek nie zatonął, ale Violet Jessop po raz pierwszy doświadczyła, czym jest ewakuacja na morzu. I chociaż lekkomyślność kapitana ewidentnie przyczyniła się do wypadku, nie postawiono mu żadnych zarzutów. Pół roku później dostał pod swoje dowództwo jeszcze większy transatlantyk. Kapitan nazywał się Edward J. Smith, a statek – Titanic. Na jego pokład trafiła też Violet.

ZATOPIŁ? I CO Z TEGO?

Kolejnej katastrofy kapitan Smith już nie przeżył, natomiast stewardesie udało się uratować na pokładzie szalupy nr 16. Zapewne dzielna Irlandka miała chwilowo dość przygód na morzu, ale wkrótce wybuchła I wojna światowa i Violet Jessop została zmobilizowana jako pielęgniarka brytyjskiego Czerwonego Krzyża. Tak trafiła na pokład ostatniego statku z rodziny Titanica.

Statek nazywał się Britannic i był jeszcze większy od tragicznie zatopionego brata (wcześniej ochrzczono go Gigantic, ale wkrótce nazwę zmieniono na mniej pretensjonalną). Z powodu wojny Britannic nie zdążył wejść do służby jako transatlantyk. Przejęty przez armię, został skierowany na Morze Śródziemne i zamieniony w pływający szpital. W listopadzie 1916 roku wypłynął z Neapolu, kierując się w stronę Grecji. Statkiem dowodził 48-letni kapitan Charles Alfred Bartlett, weteran służby dla White Star Line. Bartlett był głównym kandydatem na stanowisko kapitana Titanica i to on kierował rekrutacją załogi na ten statek. Mówiono, że kapitan Edward J. Smith po poprowadzeniu Titanica w dziewiczy rejs miał przejść na emeryturę i przekazać dowództwo właśnie Bartlettowi. Po katastrofie transatlantyku pojawiły się także głosy, że nigdy by do niej nie doszło, gdyby Titanikiem kierował Charles, zwany Iceberg Charlie z powodu nadzwyczajnej zdolności do wyczuwania gór lodowych. Teraz jednak kapitan Bartlett dowodził Britannikiem na Morzu Środziemnym, gdzie zagrożenia były zupełnie inne.

Rankiem 21 listopada 1916 roku 275-metrowy statek płynął z pełną prędkością niedaleko greckiej wyspy Kea, gdy kadłubem wstrząsnęła potężna eksplozja. Był to wybuch miny, który przedziurawił poszycie prawej burty niemal w tym samym miejscu, w którym góra lodowa przebiła Titanica. Jednak konstrukcja Britannica po tamtej katastrofie została znacznie poprawiona: statek mógł utrzymać się na wodzie nawet w przypadku zalania 6 przedziałów – o dwa więcej niż na Titanicu. 

Mimo to poszedł na dno w zaledwie 55 minut – 3 razy szybciej niż jego pechowy poprzednik. Dlaczego?

Złożyła się na to cała seria błędów  kapitana Bartletta. Po pierwsze mimo że statek pływał w strefie wojennej, dowódca pozwolił, żeby część iluminatorów w kadłubie pozostała otwarta. Gdy więc po wybuchu miny statek przechylił się, przez bulaje zaczęła wlewać się woda. Mimo zatopienia 6 wodoszczelnych przedziałów Britannic mógłby jednak utrzymać się na powierzchni, gdyby nie kolejna błędna decyzja – płynięcia w stronę wyspy Kea. To spowodowało, że do kadłuba dostało się więcej wody i okręt zaczął tonąć. Dodatkowo kapitan zbyt późno nakazał wyłączyć silniki, przez co dwie szalupy z rozbitkami zostały dosłownie zmielone przez wynurzone już śruby. W jednej z tych łodzi tkwiła Violet Jessop, jednak w ostatniej chwili udało jej się wyskoczyć. Głową uderzyła o stępkę okrętu i na chwilę straciła przytomność, ale uratowali ją rozbitkowie z innej szalupy.

Mimo popełnionych błędów kapitan Bartlett sprawnie dowodził ewakuacją i sam zszedł ze statku jako ostatni. W rezultacie z 1125 osób na pokładzie Britannica zginęło tylko 30  (większość z dwóch nieszczęsnych szalup). Po powrocie do Anglii Charles Bartlett został superintendentem brytyjskiej marynarki, jednak nigdy nie powierzono mu już dowództwa statku. Nawet w 1921 roku, kiedy dostawał z rąk króla Jerzego V tytuł Komandora Imperium Brytyjskiego, władca nie odmówił sobie kąśliwej uwagi, że nieczęsto się zdarza, by taki zaszczyt spotykał człowieka, który stracił swój statek.

Violet Jessop zmarła w 1971 roku w wieku 84 lat. Pod koniec  życia narzekała na bóle głowy, rozbitej o kadłub Britannica.

KAPITANOWIE WE MGLE