Kiedy Hania, 42-letnia menedżerka wysokiego szczebla w dużej warszawskiej firmie farmaceutycznej, dowiedziała się, że w jej przedsiębiorstwie ogłoszono wewnętrzną rekrutację na stanowisko dyrektora jednego z działów, poczuła ekscytację. Przepracowała w tym miejscu dziesięć lat. Kochała swoją pracę, inwestowała w nią dużo czasu i energii. Ten awans byłby naturalnym krokiem naprzód. Kilka dni później okazało się, że jej kolega, starszy o dwa lata Andrzej, też postanowił wystartować w konkursie. „Poczułam, że nie mam szans. Andrzej pracował w firmie krócej, przy mniej prestiżowych projektach, ale był mężczyzną, lubił go nasz prezes. A ja miałam dwójkę dzieci i nie mogłam pracować w weekendy” – opowiada Hania.

Przez miesiąc spotykali się z zarządem, partnerami z zagranicy, z działem personalnym. Ona – trochę zrezygnowana, ale bojowa. Andrzej – arogancki i przekonany o wygranej. Kiedy w sierpniu ogłoszono, że nowym dyrektorem działu inwestycji zostaje Hanka, zdziwieni byli wszyscy, a najbardziej ona sama. „Na prywatnym spotkaniu z prezesem usłyszałam, że mam świetny styl zarządzania, jestem elastyczna, skromna i zaangażowana. Prawdziwy skarb dla firmy. Myślałam, że zemdleję!” – mówi ze śmiechem.

W tym, że coraz więcej kobiet wspina się na szczyt korporacyjnej hierarchii, nic dziwnego nie widzi Avivah Wittenberg-Cox, autorka książki „How women mean business” i prezeska „genderowej” firmy konsultingowej 20-first. Avivah ma trzy obywatelstwa – kanadyjskie, szwajcarskie i francuskie – i globalne spojrzenie na sprawy kobiet. Jej książki o tym, jak przedsiębiorstwa tracą miliony dolarów rocznie, nie wykorzystując siły i talentu kobiet, czytają najwięksi przedsiębiorcy świata  – od prezesów Microsoftu czy Nestle do żony byłego premiera Wielkiej Brytanii Cherie Blair.

„Korporacje XXI wieku to co innego niż te sprzed pięćdziesięciu lat. Tak jak kiedyś ważna była rywalizacja, dominacja i logicznie rozumowanie, tak teraz stawia się na współpracę i korzystanie z intuicji. Szykuje nam się ekonomiczna rewolucja w wykonaniu kobiet” – tłumaczy magazynowi „Coaching” Wittenberg-Cox.