Możliwa jest jednak przestrzenna telewizja bez wirujących luster, drogich laserów i tysięcy woltów napięcia – dobre trójwymiarowe wyświetlacze już są produkowane, na przykład przez firmę Philips. W lipcu odbyła się premiera nowego 52-calowego ekranu WOWvx. Wyświetlacz ma rozdzielczość 1920 na 1080 pikseli i byłby po prostu dużym dobrym wyświetlaczem ciekłokrystalicznym, gdyby nie cieniutki filtr, składający się z czegoś w rodzaju pionowych przezroczystych przepołowionych wałeczków.

Jak ten filtr działa, najłatwiej wyjaśnić przez analogię do nowoczesnej metody druku, nazywanej drukiem soczewkowym. Na papier nanosi się warstwę soczewek, dzięki której – zależnie od tego, pod jakim kątem na kartkę patrzymy – oglądamy inny jej fragment. Jeżeli patrzymy pionowo z góry, wtedy widzimy to, co jest bezpośrednio pod soczewką. Kiedy patrzymy pod lekkim skosem, wypukła soczewka odsyła nasz wzrok do nieco innego punktu obrazka.

Technologia WOWvx to jak gdyby druk soczewkowy zastosowany w wyświetlaczach. Soczewki rozkładają obraz na dziewięć nieco różniących się od siebie obrazów i każdy z nich wysyłają w innym kierunku. Pozwala to na podziwianie przestrzennego filmu z wielu różnych punktów sali. Widz ma wrażenie, że przedmioty wystają z ekranu albo chowają się w głąb. Pewnym mankamentem tej metody jest to, że obraz przestrzenny uzyskujemy kosztem rozdzielczości – ale to jest niestety cecha wszystkich trójwymiarowych wyświetlaczy.

Philips WOWvx ma tę zaletę, że można w każdej chwili zmienić go w zwykły dwuwymiarowy wyświetlacz. Taka zmiana odbywa się automatycznie, ekran rozpoznaje typ obrazu, który przekazuje. Ponieważ warstwa soczewek tak naprawdę składa się z ciekłych kryształów, wystarczy przyłożyć do niej odpowiednie napięcie, by z falistej stała się zupełnie płaska, straciła swoje soczewkowe właściwości.

CZYJA ILUZJA WYGRA


Dlaczego więc, skoro odpowiedni sprzęt istnieje, trójwymiarowa telewizja nie stała się powszechna? Cóż, cena wyświetlacza WOWvx (za ekran 42-calowy) to ponad 9 tys. euro. To po pierwsze. Po drugie, nawet gdyby ktoś kupił sobie taki sprzęt do domu, to i tak nie miałby czego na nim oglądać. Trójwymiarowa telewizja potrzebuje filmów i programów nakręconych z uwzględnieniem trzeciego wymiaru. A takich na razie niewiele

Philips próbuje uzupełnić ten brak za pomocą programu komputerowego, który dodaje na bieżąco trzeci wymiar. Na podstawie ruchu obiektów na ekranie komputer oblicza, jakie miejsca zajmowałyby one w fotografowanej przestrzeni. Efekt jest interesujący, ale jakość takiej przeróbki jest zbyt niska, by zadowolić współczesnych telewidzów, przyzwyczajonych do obrazów najwyższej jakości.

Lepsze efekty daje zastosowanie ekranu w rodzaju WOWvx w grach komputerowych. Wiele współczesnych gier rozgrywa się w wirtualnej trójwymiarowej przestrzeni w pamięci komputera; ta przestrzeń jest następnie przedstawiana w dwóch wymiarach na monitorze – zamiast tego można ją bez większego kłopotu zaprezentować w trzech wymiarach.

Na razie niezwykłe ekrany Philipsa znajdują zastosowanie przede wszystkim jako nośniki reklam umieszczane w przestrzeni publicznej. Podobnie jak inna technologia tego rodzaju: niemieckiej firmy Newsight. Metoda ta jest bardzo podobna, tyle że zamiast warstw soczewek Niemcy zastosowali przesłonę z bardzo wąskimi szparkami. System Newsight wyświetla jednocześnie osiem różnych obrazów. Firma próbuje też zdobyć odbiorców prywatnych, wprowadzając na rynek specjalną dwuobiektywową kamerę. Filmy zarejestrowane z jej pomocą, po pewnej obróbce komputerowej, można oglądać na monitorach Newsight.

Choć technologie Philipsa i Newsight są podobne, zgodności pomiędzy nimi nie ma. W przyszłości nie unikniemy więc wojny pomiędzy producentami sprzętu elektronicznego o to, czyj trójwymiarowy standard zwycięży, to znaczy w czyim systemie nagrywane będą programy i filmy. Może wygra rozwiązanie Philipsa? Może firmy Newsight? A może jakaś inna technologia oparta np. na holografii? Do gry przystąpiła także Toshiba, która opracowała malutki, ważący kilogram, projektor 3D oparty na wyświetlaczu ciekłokrystalicznym i 12 lustrach. Toshiba twierdzi wprawdzie, że stworzyła wynalazek z myślą o szkołach i muzeach, ale kto wie, może na jego bazie powstaną kiedyś telewizory? Jedno jest pewne: trójwymiarowa telewizja prędzej czy później wyprze płaską, tak jak kolorowa wyparła czarno- białą. W wojnie o trzeci wymiar chodzi o bardzo wymierne zyski.

ZJAWY I FANTOMY

Nie trzeba wyświetlać obrazu trójwymiarowego, żeby wywołać u widza wrażenie trójwymiarowości – wystarczy odpowiednio wyeksponować obraz płaski. Można to zrobić, np. wyświetlając go w powietrzu. Taki fantom, projektowany na tle znajdujących się za nim przedmiotów, będzie przypominał trójwymiarowy obiekt, bo będzie zajmował konkretne miejsce w przestrzeni. Przykład: wyświatlacz Heliodisplay. W jaki sposób urządzenie wyświetla obrazy w powietrzu, jest tajemnicą jego wynalazcy Chada Dynera. Najprawdopodobniej tworzy nad projektorem niewidoczną dla oka mgiełkę, która służy za ekran. W podstawowej wersji urządzenie wyświetla obraz o przekątnej 30 cali, a kosztuje w USA ponad 18 tys. dolarów. W Polsce można wynająć taki projektor za ok. 3 tys. złotych. Jeszcze mocniejsze niż Heliodisplay wrażenie trójwymiarowości daje duński aparat Cheoptics360. Urządzenie wyświetla obraz wewnątrz wielkiej, przezroczystej, odwróconej piramidy. Producent, firma Vizoo, nie ujawnia, jak aparat działa. W każdym razie dzięki lustrom i czterem projektorom na fantom można patrzeć z każdego punktu dokoła piramidy. Nie jest to obraz naprawdę trójwymiarowy, ale o tym widz zapomina zauroczony niezwykłym widowiskiem.