Pomysł, że nasze prawdziwe emocje mogą być widoczne na twarzy, rozważał już Charles Darwin. W 1872 roku zanotował: „Mięśnie twarzy, które są najmniej posłuszne woli, czasem zdradzić mogą najsłabszą i najbardziej ulotną emocję”. Ludzie jednak są wyjątkowo słabi w wykrywaniu takich oznak.

Z eksperymentów wynika, że rozpoznajemy nieszczere emocje tylko w jednym, góra dwóch przypadkach na cztery. Tylko wyjątkowo uzdolnione osoby są w stanie wychwycić grymasy zdradzające kłamcę.

Wykrywacze kłamstw, czyli wariografy są nieskuteczne

Taki talent miał zastąpić „wykrywacz kłamstw”, naukowo zwany wariografem lub poligrafem. Urządzenie to ma wykrywać nieświadomy stres związany z kłamaniem. Mierzy między innymi tętno i napięcie elektryczne skóry, które to parametry – jak sądzono – powinny rosnąć, gdy zestresuje nas mówienie nieprawdy.

Szczególną popularnością urządzenia te cieszyły się w Stanach Zjednoczonych. Używano ich w kryminalistyce, za ich pomocą pracodawcy badali nawet pracowników. Badania naukowe jednak nie potwierdzają tego, żeby wykrywacze kłamstw rzeczywiście coś wykrywały. Łatwo można je oszukać, a ich wyniki nie są miarodajne.

Kłamstwo może być wypisane na twarzy, twierdzą badacze z Izraela

Tymczasem Darwin rzeczywiście miał rację. Kłamstwo może być wypisane na twarzy – twierdzą badacze z Izraela. Zdradzają to ruchy niektórych grup mięśni.

Opracowane przez Izraelczyków urządzenie składa się z umieszczanych na twarzy elektrod, które mierzą aktywność elektryczną mięśni. Mimikę rejestruje także kamera. Tak zebrane dane analizują algorytmy uczenia maszynowego – forma sztucznej inteligencji.

W ten sposób badaczom udawało się w teście rozpoznać kłamstwo niemal w trzech czwartych, a dokładnie w 73 proc. przypadków. – Nie jest doskonałe, ale to najlepszy spośród istniejących sposób – mówi Dino Levy, neurobiolog.

Sposób zasadza się na badaniu tak zwanych mikroekspresji. To niewielkie ruchy mięśni twarzy, które zdradzają nasze prawdziwe emocje. Zwykle trwają jednak bardzo krótko, przeciętnie około 50 milisekund (tysięcznych części sekundy). Potem dopiero nasza twarz przybiera taki wyraz, jaki świadomie wybraliśmy.

Dla porównania, mrugnięcie okiem trwa około 300 milisekund. Mikroekspresje łatwo zatem przeoczyć. Długo też pozostawały nieznanym zjawiskiem.

Pionierem ich badania był amerykański psycholog Paul Ekman. Jak twierdzi, nawet człowiek z dobrą intuicją i wysokim poziomem wiedzy na temat mowy ciała potrafi rozpoznać kłamstwo tylko w połowie przypadków. Dopiero osoba przeszkolona w zakresie psychologii kłamstwa wykrywa ich większość – choć też nie wszystkie, bowiem 85 proc.

Urządzenie izraelskich badaczy jest więc urządzeniem do komputerowej analizy mikroekspresji mięśni twarzy. Jego skuteczność jest bliska tej, jaką osiągają najlepsi eksperci.

Kłamstwo nie sprawia, że się wahamy

Kłamstwa, o które proszono badanych, były banalne. Mieli powtarzać słowa, które słyszeli w słuchawkach lub zmyślać inne, by wprowadzić w błąd drugą osobę z badanej pary. Okazało się, że skłamanie wcale nie sprawia, że się wahamy – szybkość wypowiadania słów podanych w słuchawkach i zmyślonych wcale się nie różniła.

Natomiast, jak stwierdzili badacze, zdradzić nas mogą mięśnie. Ludzie dzielą się przy tym na dwie grupy. U jednych kłamstwo aktywuje mięsień marszczący brwi (rozciągający się od górnej części nosa do łuku brwiowego), u drugich zaś mięsień jarzmowy większy (biegnący od okolic kości policzkowej do górnej wargi).

Co ciekawe, algorytm gorzej wykrywał kłamstwa tych osób, w stosunku do których myliła się też druga osoba z pary. Najwyraźniej niektórzy z nas kłamią jak z nut, natomiast innym przychodzi to znacznie trudniej.

Badacze zamierzają wyszkolić algorytm lepiej, by rozpoznawał aktywność mięśni na podstawie obrazu wideo. To sprawi, że elektrody staną się zbyteczne. Sugerują też, że algorytm mógłby także badać zmiany tonu głosu. – Mamy nadzieję, że po dalszych ulepszeniach i testach, może być to poważna alternatywa dla wariografów – mówi Levy dziennikowi „The Times of Israel”.

Źródła: The Times of Israel, Brain and Behavior.