Testy, którymi dowiedziono obecności RNA wirusa w nasieniu, przeprowadzono w Chinach na relatywnie małej (38 mężczyzn) grupie pacjentów szpitala w Shangqiu, w prowincji Henan, między 26 stycznia a 16 lutego.

Jak wyjaśniono w raporcie z badania opublikowanym w czasopiśmie ”Journal of the American Medicine Association”, spośród wszystkich próbek spermy wynik pozytywny na obecność wirusa stwierdzono w tylko 16 proc. z nich.

Z tych 6 mężczyzn (w wieku od 20 do 50 lat) 4 przechodziło wówczas dość ciężko swoją chorobę, dwóch już zdołało wyzdrowieć.

– Nie było znaczących różnic wieku wśród pacjentów z pozytywnymi i negatywnymi wynikami testów. Podobnie, jeżeli chodzi o przeszłe choroby układu rozrodczego – The Guardian” cytuje autorów badania. 

Nie ma dowodów, że koronawirusem można zarazić się poprzez seks. Przynajmniej nie, gdy mówimy o nasieniu. Bo potwierdzono już aktywnego wirusa w ślinie.

Kolejna niewiadoma dotyczy samej obecności patogenu w nasieniu. Teoretycznie istnieje bariera między nasieniowodem i jądrami a układem krwionośnym. Nie jest ona jednak kompletnie szczelna, a stan zapalny (wywoływany przez koronawirusa) tylko zwiększa ryzyko jej przenikania.

Obecność patogenów w nasieniu nie jest czymś zupełnie nowym. Inne wirusy nie będące typowo przenoszonymi drogą płciową, jak Zika czy Ebola, też pojawiały się w próbkach spermy.

Zwracają na to uwagę sami autorzy badania z Chin, sugerując, że to co zaobserwowali może być po prostu naturalnie występującym zjawiskiem, którego podstaw jeszcze dokładnie nie poznaliśmy.

Nie jest też oczywiste, że odnalezione cząsteczki wirusa są aktywne i mogą prowadzić do zakażenia. Żeby dojść do jakichś wniosków w tej sprawie konieczne są dalsze badania, podkreślają chińscy lekarze.

Dr Allan Pacey, androlog z uniwersytetu w Sheffield w Wielkiej Brytanii też przestrzega w ”Guardianie”, że wyników z Chin nie należy traktować jako ostatecznych. Problemem technicznym jest już samo badanie obecności SARS-CoV-2 w nasieniu. Nie dało się stwierdzić, czy jest on aktywny czy nie.

- Naturalnie nie powinniśmy być zdziwieni, że patogen jest obecny w spermie. Tak samo dzieje się z innymi wirusami – dodał dr Pacey.

Prof. Sheena Lewis, zajmująca się medycyną reprodukcyjną na Queen’s University w Belfaście zwróciła uwagę, że choć w szpitalu w Shangqiu przebadano niewielką liczbę pacjentów z COVID-19, pokazując relatywnie niewielką obecność wirusa w nasieniu, to na długofalowe konsekwencje pandemii dla zdolności rozrodczych mężczyzn przyjdzie nam poczekać.