Zupa dnia – 5,5 funta, smażony filet z łososia w sosie szpinakowym z warzywami – 14 funtów, pudding o smaku toffi ,specjalność „Kościelnej” – 5,5 funta. To propozycje z menu The Church Bar & Restaurant, urządzonych w nieczynnym XII-wiecznym kościele św. św. Jana Chrzciciela i Jana Ewangelisty w Northampton w Wielkiej Brytanii, obiektu wpisanego na listę angielskiego dziedzictwa narodowego jako zabytek klasy zerowej. Do czasu przekształcenia go na restaurację w 2005 r. znajdował się też wśród obiektów zagrożonych. Paweł Kuć, socjolog i autor strony internetowej www.polakwnorthampton.pl, twierdzi, że pierwszą jego reakcją na The Church Bar & Restaurant było zdziwienie. „Podobnie jak zaskoczyły mnie tablice z reklamami, zapraszającymi na kawę do głównego kościoła anglikańskiego w centrum miasta”. I dodaje: „Oczywiście wolałbym, żeby budynki kultu religijnego pozostały przy pierwotnym przeznaczeniu. Jednak wobec laicyzacji życia i braku zapotrzebowania wśród większości młodych ludzi w Anglii – co zrobić z takimi obiektami? Pozostawić, by niszczały? Przekształcić w galerie czy restauracje? Zawsze to lepiej niż kluby nocne czy puby”. Menadżerka „Kościelnej” Victoria Warner w rozmowie z „Focusem Historia” powiedziała, że nie było żadnych protestów przeciw otwarciu restauracji w budynku dawnego kościoła. Wręcz przeciwnie. Mieszkańcy Northampton byli zadowoleni, że zaniedbany i zamknięty od 15 lat zabytek zostanie odnowiony. Poza tym kościół św. Jana przez setki lat doświadczał różnych przekształceń. Został wzniesiony jako szpital i kaplica, które miały służyć ubogim, chorym, sierotom i podróżnym. W XV w. po krwawej bitwie pod Northampton, w której wzięło udział 10 tys. żołnierzy, teren wokół kościoła stał się cmentarzem. W XVI w., na fali reformacji, z rozkazu Henryka VIII dobra kościelne skonfiskowano, a św. Jan przez blisko 350 lat stał opuszczony. Dopiero w 1871 r. budynki zostały przejęte przez kolej, a w jednym z nich urządzono stację, która działała tu do 1939 r. Wkrótce kaplicę i szpital odkupił prywatny przedsiębiorca na magazyny. 7 lat później sprzedał je Kościołowi katolickiemu za 2,5 tys. funtów, ale dopiero w latach 50. XX w. ponownie otwarto tu świątynię. Jednak brak funduszy na utrzymanie budynku, pożary i włamania wpłynęły na decyzję o jej zamknięciu w 1990 r.

Ale w jaki sposób można w kościele otworzyć restaurację? Dziekan Wydziału Prawa Kanonicznego na UKSW ks. prof. Józef Wroceński twierdzi, że istnieje prawna możliwość zmiany funkcji kościoła: „Tam, gdzie nie ma wiernych i nie ma komu utrzymać budynku, decyzją biskupa można go przeznaczyć na cele świeckie, po usunięciu sprzętów liturgicznych”. Otwieranie w świątyniach barów czy restauracji ksiądz profesor uważa za „ponurą konieczność”. Ks. dr Mirosław Nowak, archidiecezjalny konserwator zabytków, jest natomiast zdania, że granica w takim przypadku powinna przebiegać pomiędzy sprawami cielesnymi i duchowymi. Czyli koncerty, wystawy, wydarzenia kulturalne – tak; sklepy i restauracje – nie.

Jednak to, co nas dziwi, a nawet oburza w przypadku kościołów katolickich, wydaje się być codziennością, jeśli chodzi o synagogi. Kiedy hitlerowcy wymordowali 3,5 mln polskich Żydów, większość pozostałych po wojnie bóżnic przekształcono bez względu na przeszłość tych budynków. I tak synagoga w Starogardzie Gdańskim z poł. XIX w. została po wojnie przerobiona na halę targową, w latach 70. – na salon meblowy, a obecnie mieści się tu drogeria i sklep z używaną odzieżą. W Małej Synagodze w Chełmie od 5 lat funkcjonuje restauracja Mc Kenzee Saloon, a w Działdowie Textil Market. Synagoga w Bochni jest siedzibą banku PKO, w lubańskiej działa skup złomu, a w krośniewickiej – zakład pogrzebowy.

Do wyjątków należał pofranciszkański kościół i klasztor w Chęcinach z XIV w. W dwukrotnie burzonym i odbudowywanym potężnym kompleksie – zgodnie z decyzją cara Aleksandra I z 1817 r. – urządzono więzienie dla guberni kieleckiej dla 250 osadzonych. Kościół już nie funkcjonował, ale kultowi religijnemu wciąż służyła kaplica św. Leonarda, powstała w 1605 r. z fundacji Stanisława Branickiego. 110 lat później więzienie zlikwidowano, jednak budynki klasztorne pozostały w rękach władz państwowych – tym razem otwarto w dawnym klasztorze i kościele sąd grodzki i szkołę. W czasie II wojny światowej stacjonowało tu wojsko niemieckie, w kaplicy św. Leonarda zachowało się wyposażenie sakralne i kapelan niemiecki odprawiał tu msze. Po wojnie pomysłów na zagospodarowanie zespołu klasztornego było kilka: do 1948 r. mieściła się tu szkoła kamieniarska, następnie działały Zakłady Mięsne i Spółdzielnia Pracy „Twórczość”, a potem łaźnia miejska. Pod koniec lat 60. rozpoczęła się odbudowa i remont klasztoru. Dopiero wtedy usunięto pozostałe sakralia: barokowy ołtarz z kaplicy św. Leonarda i zabytkowe krzyże. W tym stanie budynek przeszedł w ręce Wojewódzkiego Przedsiębiorstwa Turystycznego „Łysogóry”. W kościele powstała restauracja, a w kaplicy Branickich – koktajlbar. Budynki klasztorne przeznaczono na hotel, zabudowania przy murach wykorzystano do celów administracyjno-gospodarczych i na schronisko turystyczne. Przez 20 lat różne środowiska domagały się przywrócenia funkcji religijnych. Decyzją rządowej Komisji Majątkowej franciszkanie powrócili do Chęcin w 1991 r. W tym samym roku bp kielecki Stanisław Szymecki poświęcił kaplicę św. Leonarda, a sześć lat później kolejny biskup Kazimierz Ryczan – kościół.

„W Polsce problem opuszczonych kościołów nie istnieje. Nawet nie musimy się do niego przygotowywać. W samej Warszawie planowanych jest kilkanaście realizacji” – powiedział „Focusowi Historia” prof. Konrad Kucza- -Kuczyński z Pracowni Architektury Sakralnej i Monumentalnej Politechniki Warszawskiej. A więc artystyczna przepowiednia Nicolasa Grospierra przerobienia bazyliki w Licheniu na aquapark (z cyklu „Hotel Polonia. Budynków życie po życiu”, nagrodzonego w tym roku na 11. Międzynarodowej Wystawie Architektury w Wenecji Grand Prix) wciąż jeszcze się nie spełni.