Kto by pomyślał, że lot kosmiczny to taka ciężka praca? Wydawałoby się, że w stanie nieważkości wszystko przychodzi łatwiej, bo nawet podniesienie słonia to dziecinna igraszka. Tymczasem z lądowników nieraz wyciąga się człowieka na noszach. Dlaczego? Winna jest właśnie nieważkość.

NIEZNOŚNA LEKKOŚĆ LOTU


Kusząca wizja życia bez obciążeń w praktyce okazuje się poważnym wyzwaniem dla organizmu. – Pierwszy problem to przepływ krwi do górnej części ciała – tłumaczy doktor Krzysztof Kowalczuk, prowadzący w Wojskowym Instytucie Medycyny Lotniczej badania dla kandydatów na pilotów myśliwskich. – Ludzki organizm jest wyposażony w zastawki w żyłach kończyn dolnych, tak zwaną pompę żylno-mięśniową, która pomaga przy każdym skurczu mięśni przepychać krew do góry. Tymczasem w warunkach nieważkości nic nie ciągnie krwi do dołu, a pompa działa dalej. Efekt jest taki, że kosmonauci mają za dużo krwi w górnej połowie ciała. Dlatego dzień po starcie wydają się tacy zapuchnięci. Potem ten efekt ustępuje, bo zwiększone jest wydzielanie wazopresyny, czyli hormonu odpowiadającego za utrzymywanie ciśnienia przez wydzielanie wody z moczem. Czyli astronauta sobie trochę więcej przez pierwsze dni posiusia, pozbywając się nadmiaru wody – tłumaczy Krzysztof Kowalczuk.

W organizmie na orbicie krąży mniej krwi, bo nie występuje zjawisko jej zalegania w kończynach dolnych. Po powrocie z kosmosu człowiek jest pozbawiony tego „zapasu”, więc gdyby wstał, natychmiast straciłby przytomność. Na dodatek w kosmosie układ krwionośny pracuje pod dużo mniejszym obciążeniem niż na Ziemi. Serce nie musi specjalnie się wysilać, by pompować krew i – jak każdy nieużywany mięsień – trochę zanika.

Druga sprawa to skutki nieważkości w układzie kostno-mięśniowym. – Mniejsze obciążenie kości powoduje coś w rodzaju osteoporozy. Po drugie, jak w przypadku serca, zanikają mniej używane mięśnie – mówi Krzysztof Kowalczuk. Nie ma żartów; im dłużej ma trwać lot orbitalny, tym lepiej trzeba się do niego przygotować.

GŁOWĄ W DÓŁ


Kto czytał trzecią księgę przygód Tytusa, Romka i A’tomka, pamięta pewnie, jak druh zastępowy zalecał Tytusowi – kandydatowi do lotu kosmicznego – spanie na okruszkach, ponieważ „przyszły astronauta musi być odporny na wszelkie niewygody”.

Jedyny polski kosmonauta Mirosław Hermaszewski co prawda nie spał na okruszkach, ale przez półtora roku pobytu w Gwiezdnym Miasteczku pod Moskwą musiał kilka godzin dziennie ostro zasuwać, a do tego znosić wszelkiego rodzaju niewygody.

– Od pierwszego dnia dbano, by podnieść moją wydolność fizyczną, inaczej mówiąc – krzepę. To były typowe ćwiczenia wytrzymałościowe, sala gimnastyczna, biegi, jazda na rowerze, na nartach biegówkach – opowiada „Focusowi” generał Hermaszewski.

Choć taki trening ogólnorozwojowy nie ma specjalnego wpływu na to, co się dzieje z człowiekiem w nieważkości, to dzięki większej masie mięśniowej i wzmocnionemu sercu człowiek niejako spada z niższego konia, dzięki czemu w organizmie nie dochodzi do poważnych zmian.

– Potem był trening aparatu równowagi, czyli błędnika – opowiada Hermaszewski. – Różnego rodzaju krzesła obrotowe, huśtawki, bębny, koła reńskie. Chodziło o to, by wywołać u delikwenta jak najmniej sympatyczne wrażenia, dyskomfort, aby nabył odporności na chorobę lokomocyjną. Wymagano, byśmy na krześle obrotowym wytrzymali 15 minut kręcenia. Początkowo było trudno wytrzymać nawet trzy minuty, bo to jest wbrew naturze człowieka.

Końcowy etap przewidywał treningi na morzu. Przyszłych kosmonautów wyrzucano w kapsule na wzburzone fale, tak żeby działały przypadkowe siły we wszystkich osiach ze zmiennym przyspieszeniem.

Jednocześnie badano możliwości organizmu w pozycji pionowej głową do dołu. – To było bardzo męczące, na przykład kilkadziesiąt skłonów w górę za każdym razem. Ale faktycznie podnosiło odporność błędnika, układu sercowo-naczyniowego, no i kondycję – opowiada Hermaszewski.

Na dwa tygodnie przed startem, już na kosmodromie, Hermaszewski z Klimiukiem spali bez poduszek na łóżkach nachylonych o cztery stopnie w kierunku głowy. Potem nachylenie zwiększono do siedmiu stopni. – Proszę spróbować. Człowiek budzi się cały obrzęknięty.

CHŁODZENIE ODKURZACZEM