W USA przemysł motoryzacyjny zajmuje podobnie ważną pozycję jak u nas stocznie, kopalnie czy kolej. Ewentualny upadek zaoceanicznych motogigantów może wywołać społeczną rewolucję, dlatego w grudniu senat zadecydował, że GM i Chrysler dostaną 17 miliardów dolarów zapomogi. Ludzie zachowali pracę, ale nikt nie wyłączył jeszcze czerwonej lampki alarmowej. Kryzys rozprzestrzenił się na cały świat. Szef Fiata Sergio Marchionne w wywiadzie dla gazety „Automotive News” stwierdził, że finansowe zawirowania przetrwa zaledwie sześciu wielkich producentów: jeden amerykański (Ford lub GM), jeden niemiecki (grupa Volkswagena: marki VW, Audi, Skoda, Seat), jeden europejsko-japoński (Renault-Nissan), jeden japoński (Toyota), jeden chiński i jeszcze jeden europejski (zapewne Fiat).

ELEKTRYFIKACJA AMERYKI


W dobie kryzysu Amerykanie muszą zmienić przyzwyczajenia i zacząć kupować auta bardziej ekologiczne. Karierę mają szansę zrobić: samochody elektryczne, takie jak nowy Jeep Wrangler EV lub wchodzący w przyszłym roku na rynek Chevrolet Volt. Obydwa auta wykorzystują podobne rozwiązania napędu. Volt to średniej wielkości limuzyna. W podwoziu ukryto zestaw akumulatorów. Z przodu samochodu znajduje się elektryczny zespół napędowy oraz mały generator zasilany silnikiem spalinowym na etanol. Silnik spalinowy włącza się awaryjnie, żeby w trasie móc doładować akumulatory. Zwykłe „tankowanie” odbywa się w garażu, po przyłączeniu do domowego gniazdka z energią. W ciągu roku można zaoszczędzić prawie 2000 litrów paliwa, zamiast niego zużyty zostanie prąd, który jest od benzyny sześć razy tańszy. Z kolei Jeep EV to ekologiczna terenówka. Samochód ma silniki elektryczne w kołach oraz generator. Nowy Jeep będzie dużo oszczędniejszy od wersji benzynowej, a do tego całkiem żwawy – do setki nowy Wrangler „na prąd” rozpędzi się w 9 sekund.

SMARTY NA START


Aut jest zbyt dużo. Brakuje przestrzeni na drogach, coraz trudniej znaleźć miejsce do zaparkowania. Dlatego w niemieckim mieście Ulm ruszył koncepcyjny system komunikacyjny „car2go”. Każdy – po krótkiej procedurze sprawdzenia dowodu osobistego i wydaniu małego czipa – może sobie wynająć jeden z 50 dwuosobowych smartów. Za minutę użytkowania auta płaci się 0,2 euro, ale w opłatę wliczone są wszystkie koszty, także paliwo. Z samochodu możemy korzystać tak długo, jak chcemy. Potem auto zostawia się na ulicy, gdzie zajmą się nim odpowiednie służby porządkowe.

W Wielkiej Brytanii wynalazca Hugh Frost zaproponował, żeby tradycyjne piętrusy zamienić w tzw. Freightbusy – autobusy pasażersko-towarowe. Koncepcyjne pojazdy mają być napędzane ogniwami paliwowymi lub generatorem biogazu. Będą także wyposażone w nowatorski system foteli, które dadzą się w kilkadziesiąt sekund złożyć i schować pod podłogą. W razie potrzeby autobus można błyskawicznie przebudować na dostawczaka. Według szacunków Frosta taki transport miejski pozwoli o 1/3 zmniejszyć natężenie ruchu na ulicach.

MIASTA PEŁNE KONTAKTÓW


W odróżnieniu od USA Stary Kontynent od dawna oszczędza i promuje „zieloną motoryzację”. Teraz Nissan i Renault chcą zalać Europę elektrycznymi samochodami. Na początek do programu obejmującego stworzenie sieci stacji elektrycznych przystąpią Portugalia, Francja i Dania. Jednocześnie Toyota chwali się siecią ulicznych gniazdek w Londynie, a Mercedes elektryfikuje ulice Berlina. Wygląda na to, że wkrótce w tych miastach ładowanie na dobre wyprze tankowanie.

Rekord na paluszkach

Czy do napędzania samochodu mogą się przydać zwykłe baterie? Zastosowanie „paluszków” nie jest wcale wykluczone. Na dowód prototypowy pojazd wyścigowy Panasonic Oxyride Racer. Wehikuł napędzany 197 bateriami AA (specjalna odmiana z dodatkiem wodoronadtlenku niklu) uzyskał średnią prędkość 105,95 km/godz. Wynik wpisano do Księgi rekordów Guinnessa.