Młodzi ludzie w Los Angeles są zatruci ołowiem – alarmują naukowcy z Uniwersytetu Południowej Kalifornii. Ten toksyczny metal wykryli w zębach mlecznych dzieci mieszkających w pobliżu nieczynnego już zakładu recyklingu, w którym do 2015 r. przetwarzano rocznie do 11 mln akumulatorów. Skażenie środowiska metalami ciężkimi utrzymuje się przez wiele lat i to mimo że przestaliśmy używać np. benzyny zawierającej ołów. Niebezpieczne stężenie tego metalu – a także kadmu i cynku – wykryto niedawno na placach zabaw w województwie śląskim.

Specjaliści potrafią usunąć takie zanieczyszczenia technikami fizycznymi i chemicznymi. Jednak przetworzenie w ten sposób jednego metra sześciennego gleby może kosztować nawet 2 tys. zł. Jeśli wykorzystamy w tym celu rośliny lub bakterie, „sprzątanie” zwane bioremediacją potrwa dłużej, ale będzie też co najmniej dziesięciokrotnie tańsze.

ROŚLINNA PUŁAPKA NA METALE

Rośliny najlepiej sprawdzają się w przypadku skażenia właśnie ołowiem czy kadmem. Wiele z nich potrafi „wysysać” z gleby metale ciężkie i gromadzić je w łodygach i liściach albo w strefie wokół korzeni. Naukowcy znają już ok. 450 gatunków roślin, które są w tym wyjątkowo dobre – to tzw. hiperakumulatory. Stężenie metali ciężkich w ich tkankach jest nawet tysiąc razy większe niż u roślin rosnących na glebach bez skażeń. Dzięki temu toksyczne substancje nie przedostają się do wody i organizmów zwierząt, a rośliny po zebraniu można w bezpieczny sposób zutylizować.

Do hiperakumulatorów należą zarówno niepozorni krewni kapusty, tacy jak gorczyca czy rzodkiewnik, jak i drzewa. Wśród tych ostatnich prym wiodą topole i wierzby, które w naturalny sposób usuwają ze środowiska także np. pestycydy. Czy mogłyby to robić jeszcze skuteczniej? Naukowcy sądzą, że to możliwe, gdy rośliny zaszczepi się bakteriami
rozkładającymi szkodliwe substancje. – Od chwili, w której korzenie pobierają skażoną wodę, do momentu, gdy trafia ona do liści, upływa kilka godzin lub nawet dni. W tym czasie bakterie mogą zneutralizować toksyczne substancje. Tyle tylko, że te bakterie trzeba poddać modyfikacjom genetycznym – wyjaśnia swój pomysł prof. Daniel van der Lelie z uniwersytetu w Limburgu. Jego zespół wyizolował już ok. 150 gatunków bakterii zasiedlających tkanki topoli. Teraz uczeni sprawdzają, u których z nich można zmienić
DNA tak, aby mogły neutralizować toksyny.