POLSKA TRZYMA SIĘ TRADYCJI

Nic więc dziwnego, że w naszym kraju e-głosowanie nie jest na razie brane pod uwagę. Także dlatego, że wprowadzenie takiego systemu oznaczałoby konieczność zainwestowania dużych pieniędzy na początek. – Stworzenie bezpiecznego i niezawodnego systemu e-głosowania dla 30 milionów wyborców byłoby jednym z najbardziej ambitnych przedsięwzięć w cyfryzacji państwa – mówi Andrzej Kozłowski. Ekspert wskazuje przy tym, że z takimi przedsięwzięciami mamy wiele problemów. Nasze dowody osobiste wciąż nie mają wbudowanych chipów, choć planowano to już wiele lat temu. Potwierdzanie tożsamości online jest więc trudniejsze niż w Estonii, gdzie e-dowód ma 98 proc. obywateli.

Co gorsza, nawet te usługi publiczne, które już są dostępne online, bywają zawodne. Systemy przyjmujące elektroniczne rozliczenia podatkowe czy wnioski o 500+ potrafią się zatkać, gdy próbuje z nich skorzystać zbyt wielu obywateli naraz. W przypadku wyborów, na które przeznaczony jest u nas tylko jeden dzień, zawieszająca się strona do e głosowania mogłaby zniechęcić wyborców, a nawet uniemożliwić im oddanie głosu. Najgorsze jest jednak to, że natychmiast pojawiłyby się podejrzenia, że wybory zostały zmanipulowane. Wystarczy przypomnieć nieprawidłowości podczas wyborów samorządowych w 2014 r. Długie oczekiwanie na wyniki miało wówczas związek m.in. z wadliwym działaniem systemów informatycznych. Gdyby coś takiego wydarzyło się podczas e-głosowania, trudno sobie wyobrazić rozmiary skandalu. Dlatego technologia jeszcze przez wiele lat nie zastąpi u nas wizyty w lokalu
wyborczym.

Barbara Sowa – redaktorka „Pismo. Magazyn opinii”.
współpraca: Jan Stradowski