„Maska”, która ma na twarzy ta klientka kalanuri, nazywana jest masundzuani. Wykonana jest z kaolinu, czyli z miekkiej i plastycznej skały albo z roztartego z woda drewna. Stosuje sie ja dla ochrony przed słoncem.

Lucille handluje rano rybami na targu w mieście Mahajanga na północno-zachodnim wybrzeżu Madagaskaru. Nie jest to jednak jej główne zajęcie. Po zmroku pod jej domem w biednej dzielnicy Abattoir (czyli Rzeźnia) zaczynają pojawiać się interesanci. Lucille przyjmuje ich w stojącym obok jej domu mniejszym budynku, do którego prowadzą dwa wejścia – jedno standardowej wielkości, a drugie malutkie, jak dla krasnoludka.

Czytaj więcej: MADAGASKAR: KRAJ BEZ ŚMIECI. TU NIC SIĘ NIE ZMARNUJE!

Wybieram to większe i zgodnie z poleceniem Lucille przekraczam próg lewą nogą. Kiedy mój wzrok przyzwyczaja się do ciemności, dostrzegam cztery przedzielone tkaninami „pokoje”. Siadam w pierwszym pomieszczeniu, wraz z kobietą, która przyszła na umówione spotkanie z Lucille. Drugi pokój jest pusty, w trzecim siedzi po turecku nasza gospodyni. W czwartym pomieszczeniu, tym, do którego prowadzą małe drzwiczki, Lucille składa przyniesione przez nas słodycze, oranżadę, perfumy i pieniądze. W zamian za te dary mamy dowiedzieć się, co nas czeka: kiedy odbyć ważną podróż, gdzie odnaleźć zagubione dobra albo jak wyleczyć nieznaną chorobę.

Zapłata nie jest jednak, przynajmniej oficjalnie, przeznaczona dla Lucille, tylko dla małych niewidzialnych istot, z którymi ma ona kontakt. Kryta blachą falistą przybudówka, w której siedzimy, to ich dom. Malgasze wierzą, że istoty te mają zdolność przewidywania przyszłości i rozumienia przeszłości każdego człowieka.

Niewidzialni ze wstydu

Mówi się na nie kalanuri. Są to mali, wrażliwi ludzie, dający o sobie znać za pomocą odczuć, telepatii, znaków, ale także psikusów i żartów. Należą jednocześnie do świata zwierząt i duchów przyrody. Zgodnie z tym, co opowiada Lucille, kalanuri mają długie włosy, zabawne wyrazy twarzy i stopy zwrócone palcami do tyłu, co ma ułatwić im ucieczkę przed ciekawskimi. Ich gęste owłosienie i długie pazury wskazują na bliskie powinowactwo ze światem zwierząt. Malgasze wierzą, że kalanuri najczęściej zamieszkują tereny blisko źródeł i rozlewisk, w grotach i wśród skał. Ze względu jednak na swoją potrzebę przebywania wśród ludzi i dzięki umiejętności stawania się niewidzialnymi znajdują dla siebie miejsce również w miastach. Budują tam niewidzialne osiedla, w których żyją w wielopokoleniowych rodzinach. Mahajanga to świetne miejsce, żeby spotkać kalanuri – mieszkają tutaj najlepsi, zapewniający kontakt z niewidzialnymi ludźmi pośrednicy. W Abattoir, dzielnicy, w której mieszka Lucille, można ich spotkać niemal na każdej ulicy. Ich sława dociera nawet na Mauritius, bo i stamtąd ludzie przyjeżdżają tu na spotkanie z kalanuri. Niewidzialni ludzie kontaktują się ze swoimi mediami w ściśle wyznaczonych dniach i wyłącznie po zmroku. Z opowieści tych, którzy przyszli z darami dla niewidzialnych istot do Lucille, wynika, że kalanuri uwielbiają zajadać się krabami, rybami i surowym mięsem.

Są też łase na słodycze, nie lubią gorąca, więc stronią od ognia, dlatego najlepiej przynosić im w darze miód i niegotowane potrawy. Korzystanie z ich mocy uważane jest za ostatnią instancję w przypadku poważnych problemów – nieuleczalnej choroby albo dylematów miłosnych. Z drugiej strony jeśli nie spełnia się ich zachcianek i nie przestrzega nakazów przez nich narzuconych, niewidzialne krasnale mogą sprowadzać choroby i nieszczęścia. Wierzy się, że każdemu, kto zobaczy kalanuri, grozi śmierć (jest to możliwe, gdy kalanuri poczuje się wystarczająco bezpiecznie, aby stać się widzialnym, na przykład daleko od miast, o świcie albo o zmroku).

Wierzenia związane z niewidzialnymi krasnalami i różnią się w zależności od regionu wyspy. Jeden z pierwszych badaczy kultury duchowej Malgaszy Jacques Faublée opisuje wiarę w kokolampy – pustynne i leśne duchy zwane „ludźmi o sklejonych włosach”. Mieszkańcy południowo- wschodniego Madagaskaru twierdzili, że kokolampy pochodziły od potężnego władcy, panującego w zamierzchłych czasach wśród ludu Sakalawa, zwanego Kokolampo. Podczas jednego ze swoich publicznych wystąpień miał on wpaść w furię z powodu płaczu swojej malutkiej córeczki – nie opanował złości i uderzył dziecko. Kokolampo tak bardzo żałował swojego czynu, że stał się ze wstydu niewidzialny. Tę właściwość mieli odziedziczyć po nim jego potomkowie, którym za czasów Faublée oddawało się cześć.