Trwa wojna między serwisami streamingowymi. Dotychczasowemu liderowi Netfliksowi przyby wa konkurentów. Niedawno odbyła się premiera Disney+, a lada chwila ma zadebiutować Peacock należący do koncernu NBCUniversal oraz serwis - HBO Max. Na tak zatłoczonym rynku potrzebny jest pomysł, by się wyróżnić. I Jeffrey Katzenberg – były szef Disneya i założyciel koncernu Dreamworks – taki pomysł ma. W serwisie Quibi (to skrót od „quick bites”, czyli drobne kęsy) zamierza zaoferować produkcje podzielone na epizody trwające nie więcej niż… dziesięć minut. W sam raz, by oglądać je w biegu na ekranach telefonów komórkowych. Quibi ma w USA zadebiutować 6 kwietnia. Czy kilkuminutowe seriale i filmy to kolejna próba dopasowywania się – kosztem jakości – do gustów zapatrzonych w swoje smartfony mieszkańców dużych miast? A może raczej naturalna ewolucja sprawiająca, że kultura pojawia się wszędzie tam, gdzie koncentruje się uwaga odbiorców, i przyjmuje taką formę, która jest dla nich w danym momencie najatrakcyjniejsza?

 

NA POCZĄTKU BYŁA KOREA

Jako pierwsi rosnącą popularność krótkich treści zaobserwowali w 2003 r. Koreańczycy. Twórcy jednego z raportów przygotowanych przez tamtejsze Ministerstwo Kultury i Turystyki spostrzegli, że ludzie dojeżdżający do pracy komunikacją miejską rezygnowali z czytania książek i gazet, a nawet gapienia się w okno, i przerzucali się na telefony komórkowe. Przeglądali strony internetowe i serwisy z zabawnymi zdjęciami, czytali wiadomości i oglądali krótkie animacje. Popularnością cieszyły się webtoons, czyli krótkie komiksy z puentą publikowane w odcinkach i sformatowane tak, by dobrze czytało je się na smartfonie. W pierwszej dekadzie XXI wieku były to pojedyncze paski dotyczące aktualnych wydarzeń, dostępne za darmo na portalach takich jak Naver czy Daum. Dziś to superprodukcje okraszone muzyką i dźwiękami tła, a nawet dubbingowane. Niektórzy pasażerowie wybierali też miniopowiadania pisane przez amatorów na serwisach podobnych do popularnego dziś Wattpad.

Wielką popularność zdobyły też „webdramy”, czyli seriale internetowe z odcinkami trwającymi zwykle kilkanaście minut. Pojawiły się w połowie lat dziewięćdziesiątych i z dekady na dekadę miały coraz więcej fanów. Dziś ogląda je co drugi Koreańczyk w wieku 18–34 lata. Z badań Korea Creative Content Agency (KoCCA) wynika, że co trzeci widz sięga po nie tuż przed snem, a co piąty w drodze do pracy.

 

WSZYSCY SZUKAJĄ KRÓTKICH TREŚCI

Pojawienie się internetu 3G oraz smartfonów wywołało rewolucję, która objęła cały świat. Już w 2006 roku producenci serialu „Skazany na śmierć” przygotowali 26 dwuminutowych odcinków promujących serię na telefonach komórkowych. Trafili głównie do młodych ludzi, którzy bardzo chwalili sobie tego typu inicjatywę. Na ich sukcesie wzorowali się między innymi twórcy gier „Mortal Kombat” i „Halo” reklamujący swoje produkcje za pomocą internetowych miniseriali. Filmowcy szybko nauczyli się skondensowanej formy opowiadania. Zrozumieli, że nie mogą wymagać od widza pełnego zaangażowania, gdyż ten… nie chce przegapić swojego przystanku. W efekcie do dziś powstało kilkaset mikroseriali, z czego blisko dwieście w Korei. Mamy jednak i polski sukces. „Kontrola”
Nataszy Parzymies stała się viralowym fenomenem: pierwszy odcinek, opublikowany w kwietniu 2018 roku na YouTube, ma już ponad 12 mln odsłon. – Dla mnie krótka forma nie jest w ogóle ograniczeniem, a wręcz przeciwnie!

Pozwala szybko i zwięźle opowiedzieć wybraną historię – mówi „Focusowi” Parzymies. – „Kontrola” opowiada głównie spojrzeniami i ciszą, więc w dłuższej formie wyglądałaby dziwnie i mogłaby zanudzić widza. I nie jest wyjątkiem. W dostępnym w języku polskim serwisie Arte.tv można obejrzeć kilkuminutowe dokumenty historyczne i reportaże z odległych zakątków świata. Na Netfliksie na widzów czekają seriale takie jak „Special” (historia homoseksualisty z lekkim porażeniem mózgowym, próbującego cieszyć się życiem) czy „It’s Bruno!” (opowieść o psie mieszkającym na Brooklynie razem ze swoim niesfornym panem), każdy podzielony na odcinki kilkunastominutowej długości. Są też złożone ze skeczy programy w stylu „I Think You Should Leave with Tim Robinson” czy „Comedians in Cars Getting Coffee”. Do tego dochodzą chwalone przez krytyków seriale internetowe wypuszczane poza platformami streamingowymi i miliony kanałów youtubowych z mikrotreściami, często prowadzonych na bardzo wysokim poziomie.